O koticzce RSS

    Panienka Ewelinka i inne zwierzątka 08 stycznia 2014, 17:54

    Z cyklu: malkontenctwo

    Skończyły się. Fajnie było.
    Mniej spotkań, ale gatunkowo cięższe w pozytywnym znaczeniu - właśnie, bardziej ZNACZĄCE (nie mylić z ważniejsze, bo to byłaby poważna nadinterpretacja), wypełnione rozmowami o sprawach, które mi łażą po głowie od dłuższego czasu, a jakoś od wielu już lat nie było z kim. Takie sprawy na nocne Polaków rozmowy z pół litry - ale one wszystkie na trzeźwo, serdecznie, otwarcie. I z osobami, z którymi się po 100 lat nie widziałam. To nadaje tym wydarzeniom owo szczególne znaczenie, to dlatego są one zaskakujące, że zmieniło się tak wiele, nieomal wszystko, a nie zmieniło się nic. No dobrze, tego się nie da opisać, tego trzeba DOZNAĆ - wyjechać na sto lat, stracić kontakt, spotkać się znowu i ucieszyć. Jak u Osieckiej... cholibka, za oknem szaro to mnie się robi gnuśnie. A w PL mi się nie robiło. Bez dalszych komentarzy.
    Jak zwykle, nie ze wszystkimi się udało spotkać i znowu będą mi uszy nacierać, mam przewrotną bynajmniej nie masochistyczną nadzieję.
    Poza tym było jeszcze bardziej rodzinie niż zwykle, tak wyszło i z tym mi było bardzo, bardzo dobrze, więc naprawdę, nie mogę narzekać!

    I na powyższych pozytywach musze się bardzo mocno koncentrować, bo jeszcze dobrze nie dojechałam, a już mnie kopnęły irlandzkie absurdy. Przez ostatnie niecałe nawet 24 godziny naklęłam się więcej niż przez ostatnie trzy wakacyjne tygodnie.

    Drobiażdżki - zmiana promu przez eurolines mimo wyraźniego zaznaczenia na bilecie, że będzie Ulissess. Oczywiście, że zastrzegają sobie róże rzeczy, ale podstawy do takiej zmiany nie było, i to złości. Ale aura (oraz wszyscy bogowie Ankh-Morpork i nie tylko) nam sprzyjała - do Holyhead prom dobijał jeszcze po wzburzonym morzu, a nas do duplina wiózł już po gładkim. Za to brawo dla świetnego i bardzo uprzejmego rosyjskiego kierowcy.

    Z nieco wcześniejszych wydarzeń - Sindbad się rehabilitował, zapewne po moich ostentacyjnych narzekaniach na jakość i pilotkę panienki Ewelinkę bez wyobraźni, która bus piętrowy wypełniony ludźmi zatrzymał na 10-minutowy postój na stacji bez toalety, a busowa (wolę już pociągową....) okazała się niesprawna - bez wody, papieru i mydła. Masakra. Podobno potem naprawili, ale wolałam organizm zarazić na chorobę niż ponownie korzystać z tego ustrojstwa. Fuj. W dordze powortnej albatrosowy bus z pilotem Sebastianem miał ciekawszą trasę, a i mnie już toaleta nie nurtowała tak bardzo - ale muszę donieść, że pan Sebastian był bardzo uprzejmy, pomocny i oferował herbatkę kilkakrotnie (profilaktycznie ograniczyłam jednakowoż ilość przyswajanych płynów). Ewelince się nie chciało. Była zbyt zajęta głośnym i niewybrednym krytykowaniem kierowców i pracowników naszej ulubionej Polonii, których proponowała zwolnić. Panienki Ewelinki nie rekomendujemy nawet do czyszczenia toalet, mogłaby nie podołać, w końcu to nie ona naprawiła wodę w busowym kiblu. Siedzieć i wyglądać też nie potrafi, bo pyskuje zanadto i za grzeczna też nie jest. Takim osobom do kontaktu z klientem mówimy stanowcze nie. Proponujemy je dobijać stopniowo, ale skutecznie uprzejmymi pytaniami w stylu - "A dlaczego w ubikacji nie leci wodaaaa?". Oczywiście po skorzystaniu, kiedy trzeba będzie jadnakowoż COŚ Z TYM ZROBIĆ.
    Jak ważna jest kwestia toalety doceni KAŻDY, komy się chociaż raz chciało mocno siku, a nie było możliwości, a jak były, to dramatyczne. Nie wspominając o tym, że panom generalnie łatwiej oraz że problem narasta, kiedy to nie 3 godziny, ale około 24-ech oraz kiedy się siedzi bezpośrednio nad niedomykającą się i przepełnioną, z którą raz (albo i nie raz...) panowie z Polonii musieli się uporać - i dokonali cudów. W odróżnieniu od panienki Ewelinki.

    Chciałabym zapomnieć i darować, ale takie doświadczenia naprawdę uczą na całe życie, żeby przed podróżą do Krakowa, która planowo ma trwać 2h 20', iść się wysikać i to dokładnie i nie pić. Oraz nie stosować chusteczek mentolowych w przypadku braku papieru toaletowego.

    Pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o tym, że nadal będę się trzymać wersji, że sytuacja, kiedy autobus ma dokonać zmiany kierowcy w trasie, jakieś 5 przystanków przed końcem, a tego kierowcy nie ma, i nie ma, i nie ma, i nadal nie ma, a ja na piechotę docieram 3 przystanki dalej, a busa nie ma nadal, to nie są normalne. Albo że jest pięć linii busowych, a bus jeździ raz na pół godziny - wtedy przyjeżdżają wszystkie naraz. I za to kasuje się blisko €3 od łebka, czasem i więcej, zależnie od trasy, co stanowi bodaj najwyższą stawkę w Europie (całej, nie tylko UMOWNEJ).
    I zasadniczo z pasażerów nie zaprotestuje nikt, a moja irlandzka koleżanka przyjmuje postawę uprzejmą i tolerancyjną sięgającą wręcz po komforizm. Lubię dziewczynę, ale wybór roweru powinien być jedną z możliwości, a nie jedynym logicznym i skutecznym sposobem przemieszczania się po STOLYCY, na rany, poza tym do dyskryminacja.
    Nie wystarczy, że musże znó nauczyć latać, a oni straszą ściaganiem butów, eliminacją płynów i ostrych przedmiotów itd.?

    Komentuj (0)

    Polityka 14 stycznia 2014, 11:04

    Z cyklu: malkontenctwo

    Pawłowicz zdecydowanie klasyfikuje się do sfery tylko dla orłów - w kategorii "Gdyby głupota umiała fruwać".

    Parę tego typu osób skutecznie zniechęciło mnie ongiś do kariery naukowej - mimo tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy stanowią argument ZA. No tak już jest, że ta motywacja negatywna jakoś zwykle przeważa.

    I jeszcze do tego ona nie wygląda w ogóle. Błe. (kwestia gustu, w odróżnieniu od pierwszego zdania, za to mnie nie moga zamknąć, strasznie brzydka, wygląda okropnie staro i na zaniedbaną i już!).

    Komentuj (0)

    W tonacji "mol" 17 stycznia 2014, 13:03

    Z cyklu: malkontenctwo

    Po pierwsze wielkie sprzatanie po Swietach jeszcze trwa - niestety padlo na rano (zwykle w sobote takie rzeczy robie...). Straszne to bylo.
    Mamy dwudrzwiowa lodowke, zamrazarka na dole. Co sie czasem dzieje na uszczelce drzwiczek do tej dolnej zamrazarki, to sobie nawet trudno wyobrazic. A tego, co rano widzialam, to nawet nie opisze, bo wstyd. Nie ma jak zostawic Szwagra - wprawdzie o lazienke dbal.... latow mu, bo malo uzywa ;P
    Trzeba gorna teraz w trybie ekspresowym czyscic, bo masakra.

    A poza tym sa takie dni w zyciu zolwia, ze ma ochote komus dac w morde, ale sa tez i takie rzadkie, ze nie chce, a wsrod nich takie, kiedy zolw patrzy na swoja malutka kuchenke w swoim domku i wzdycha, bo nijak nikogo na herbate nie da sie zaprosic, a co dopiero na cos wiekszego.
    No chyba ze pasozyty, to ja dziekuje.

    A ze z Polowicem mamy zgodne i feng shui, i biorytmy, to generalnie w domu kanal emocjonalny. Nic to, nie pierwszy, nie ostatni, bo zamierzamy tych biorytmow miec jeszcze TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYLE albo i jeszcze wiecej i to wspolnie, razem z innymi bliskimi. I tej wersji sie bede trzymac.
    Niemniej dzis bardziej niz zwykle dopieka odleglosc przez kontynent. Jak to zwykle po powrocie.
    Jak to ongis bywalo, sie zbieralo razem, tworzylo krog, zapalalo ogien (czasem symboliczny).
    W zwiazku z tym lokalizuje sklepy z wloczka

    No coz. siade w moim kacie przy biurku wieczorem z Polowicem Ponurym na kanapce i sama zapale ogien i utworze krag z drutami w reku. Na szczescie do nas tramwaj nie dojezdza to nie spadne*.

    *) Robila babcia na drutach. Przejechal tramwaj i spadla. Taki kawal byl z gatunku czym sie rozni wrobelek**).
    **) Bo ma jedna nozke bardziej.

    Komentuj (0)

    Wzruszenie 28 stycznia 2014, 14:50

    Z cyklu: malkontenctwo

    Zmarł znajomy Połowica - facet mógłby jezcze długo pożyć, gdyby nie rak :(
    Łączyła ich pasja kolekcjonerska samochodzikowa. Z wyjazdu Gwiazdkowego przywieźliśmy mu 3 czy 4 polskie modele, nalegałam na zakup książeczki o polskiej motoryzacji, którą sobie przejrzał, ale podobno nie chciał - a się okazało, że w tym czasie Połowic zachciał, więc w sumie pozytwny zwrot akcji...
    Właśnie się Połowic dowiedział po mszy za spokój duszy owego znajomego, że w spadku dostać ma parę modeli.
    Nie wiem, gdzie te samochodziki upychać mamy, ale wyszukamy im specjalne miejsce.

    Poza tym nic. Leje, zimno, mokro i zimno i monotonnie.
    W weekend samochodowa impreza, na którą się wybieramy. Szkoda... może by się razem chłopaki wybrały. Prędzej już chłopy, khem. A najlepiej - PANOWIE.

    Taki to Połowic - lubi się go po prostu, bo on taki fajny jest. Mój.

    I zrobiło się smutnawo...

    Dla rozbawienia - zabieram Szwagra do teatru. Nie będzie wiedział na co - a to jakaś dziwne przedstawienie czy historia, opowiadająca historię jego ulubionego klubu piłki nożnej. Połowic też idzie i też nie wie; ciekawe, czy się im spodoba.

    ------------------------------

    Otóż ów znajomy zabrał ze sobą jeden z samochodów od Połowica. Idę beczeć do służbowej kuchni.

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl