O koticzce RSS

    Slytherin górą 03 października 2014, 10:51

    Z cyklu: J.K.Rowling

    Sobie ma koszulkę zieloną z godłem ślizgońskim, na sobie, z Penneys oraz alergię.

    Koszulka łagodzi wkurz na alergię bardzo skutecznie. Fajnie, że mamy luzackie piątki w pracy! :)))) W sensie garderoby, bo w kontekście pracy to w piątki są terminy I trzeba się spieszyć czasami jak diabli.

    Komentuj (0)

    Powtorka z literatury 08 października 2014, 15:21

    Z cyklu: malkontenctwo

    Zatem.
    Najpierw bylo o zimie, ktorej nie bylo, bo cieplo bylo, i jak wody wylaly i takie tam.
    Potem bylo niespokojnie w stepach.
    A potem juz na calego sie zaczelo, od wschodu "poganie" ruszyli i parli na zachod....

    I Skrzetuski zostal ranny, Bohun Helene porwal i takie tam.

    Komentuj (1)

    Precz z preczem czyli fala protestów 13 października 2014, 11:20

    Z cyklu: malkontenctwo

    Jeszcze przed weekendem oprotestował się internet, zatem czekamy na negocjatorów-inżynierów, którzy jakoś uzgodnią protokoły, oraz bojler, który skutecznie oprotestował starą sprężynę pod ciśnieniem i zaczął płakać (potwierdziliśmy, że ponoć niegroźnie i można grzać na szczęscie), zalawszy w pierwszym (???) dniu kuchnię, poczym oprotestowałą się stolyca, bo ktoś z zachodniej bodaj części Republiki postanowił zorganizować marsz protestacyjny przeciwko wprowadzonym właśnie opłatom za wodę. Jak logika nakazuje, nie płaci się za wodę, tylko za jej doporwadzenie w stanie zdatnym do spożycia, utrzymanie ruł oraz oczyszczenie tego, co się nabrudziło. Coś jak praline, tylko odwrotnie. Ale nikt tego ludziom nie wytłumaczył, nie nazwał bardziej politycznie, więc afera jest, bo wszak woda jest dobrem narodowym, a nie rządowym.
    Ale że jeszcze chyba nie było takiego demokratycznego kraju, w którym rząd reprezentuje wolę ludu, a tam, gdzie reprezentuje, to jest na ogół reżim, a nie demokracja (sarkazm - wyjaśniam, bo w końcu nie wiadomo, kto to może czytać), więc naród musi protestować.
    W związku z protestami wracaliśmy do domu ponad 2 godziny, bo chłopaki oprostestowały podjechanie innym autobusem, którym złapalibyśmy nasz, który się nie zatrzymał, bo pan kierowca policzył pasażerów i wyszło mu, że już ma "stan", a nawet ponad I zaprotestował przed wpuszczeniem kolejnych pasażerów. Następnie chłopaki oprotestowały propozycję pójścia na obiad do polskiej stołówki.
    W niedzielę wpadałma w szał chlebowy i upiekłam dwa bochenki, w ramach protest przeciwko słabemu wzrostowi naturalnych drożdży chlebowych z zakwasu wzmocnione suchymi drożdżami. Wyrosły cudnie, naprawdę wspaniały, idealny, jak GSowski!
    I taki sukces mimo tego, że moje plecy zaprotestowały postrzałem, ale jakoś udało mi się rozchodzić, Połowicowi rozmasować i praktycznie niewiele na szczęście dokuczały.
    By trendom stało się zadość, papier rzekomo natłuszczony do pieczenia marki TESCO oprotestował opuszczenie bochenka i przykuł się bardzo skutecznie do całej wyłożonej powierzchni. Połowic zaczął protestować przeciwko domniemanemu wyżywaniu się na nim za niewyszęty bochenek, ale na szczęści protesy udało się załagodzić w trybie natychmiastowym protestem przeciwko jakimkolwiek posądzeniom o takie akcje o charakterze terrorystycznym i było miło :) dopóki nasze żołądki nie zaczęły protestować przed nadmiarem naprawdę fajnego bigosu z owym niezbyt lekkim wszak chlebkiem. No tak to już jest, jak się człowiek na sztuczne odżywianie kartonem I plastikiem przestawi...
    Pod koniec dnia zaprotestowałam żywiołowo przeciwko USYFIONEMU grillowi (sobie możecie protestować, jakbyście zobaczyli... Ugh!) w kuchence w wyniku niewłaściwego użytkowania przez Szwagra, na co Szwagier odpowiedział protestem przeciwko mnie. Ponieważ nie ma bata na 40-letniego cepa, zapowiedziałąm, że nie będę płacić za TV.
    Oczywiście, nie pomyślał, że będzie musiał SAM zapłacić. On zrozumiał, że nie będzie miał TV. Bo przecież ktoś musi mu tę tv zapłacić.
    Ponieważ mój mózg protestuje przeciwko pojęciu mentalności Szwagra, który skądinąd potrafi być naprawdę miłym facetem w przebłyskach rzadkich niczym (hm, chciałam napisać słońce w Eire, ale w klimacie anomalii pogodowych nijak nie pasuje) niczym nie wiem co, poczekam z nadzieją, czy może jednak jakoś choc trochę wyczyści, a potem ja już domyję.
    Tym razem jednakowoż w rękawiczkach, bo moja skóra znów zaczęła protestować przeciwko jakimś alergenom I mam wredną, lekko swędzącą wysypkę na łapach, a nawet na szyi. Może to od płaszcza, może to od pyłków, może od szalika, a może od ręcznika, wody lub powietrza...

    Z pozytywów - po wapnie I pugule anyalergicznej wysypka już bledsza, a rano okazało się, że większość tego badziewnego papieru da się zedrzeć niczym skórkę z suchej krakowskiej i tylko trosze zostaje i dobrze, bo jednak bez tego papieru smak jakiś przyjemniejszy, hura.

    Na zakończenie dołączę jeszcze jeden skromny protest, który, jak święcie wierzę, ma szansę podbić dzisiejszy poranek w sensie popularności - protestuję przeciwko niespodziewanemu i brutalnemu przerwaniu weekend przez roboczy poniedziałek.

    Ktoś reflektuje na gar bigosu?

    Komentuj (0)

    Pazdziernik miesiacem oszczednosci 20 października 2014, 10:50

    Z cyklu: malkontenctwo

    Tak troche bez sensu tytul, zwlaszcza po tym, jak sie Polowic polaczyl i zle odlozyl sluchawke na 6 godzin i ciut. Na szczescie rozmowa lokalna i trzymam kciuki, bo moze, tylko moze obejmie nas nasza taryfa, ze to po szczycie i za darmo, ale zobaczymy...
    Tymczasem, zgodnie z tradycja, bratanek Polowica pokrzyzowal wszelkie plany niedzielne, a w sobote, rowniez zgodnie z tradycja, rozpapralismy dutki w centrum, za to mam bardzo zajefajna sukienke w krate zasadniczo szkocka.

    A teraz dedykacja dla aniu46 - moja ulubiona piosenka i ja sie utozsamiam mimo roznic; a poza tym dzis jechala ze mna jedna pani z lisciem, a druga z metka na nowym plaszczu i tez sie nikt nie ulitowal (nad metka nie ma sie co litowac, choc teraz taka nowa moda, ze sie nie przyznaja ludzie, ze ich stac, bo zaraz ktos moze pomyslec, ze z banku, a to nie jest w modzie - tak jakby banki mialy duzo pieniedzy, hahahahahahahahahahaha - to jest wielokrotny sarkazm, bo malo kto sie moze polapac, zwlaszcza poza sektorem finansowym):

    Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie
    Nikt go nie poratuje nikt mu nic nie powie
    Tylko się każdy gapi
    Tylko się każdy gapi i nic

    Siedzi w autobusie człowiek z liściem na głowie
    O liściu w swych rzadkich włosach
    Nieprędko się dowie
    Tylko się w okno gapi
    Tylko sie w okno gapi i nic

    Uważaj to nie chmury
    To pałac kultury
    Liście lecą z drzew
    Liście lecą z drzew

    I tak siedzi w autobusie człowiek z liściem na głowie
    Nikt go nie poratuje nikt mu nic nie powie
    Tylko się każdy gapi
    Tylko się każdy gapi i nic

    Wsiadł drugi podobny
    Nad człowiekiem się zlitował
    Tamten się pogłaskał w główkę liścia sobie schował
    Bo ja mówi jestem z lasu
    Bo ja mówi jestem z lasu i już

    Uważaj to nie chmury
    To pałac kultury
    Liście lecą z drzew
    Liście lecą z drzew ×2


    Aha. No i my nie z Warszawy, tylko z Galicji. Chyba, bo ja juz nie wiem, po ktorej stronie rzeki teraz mieszkamy, a rzeka graniczna; ale zasadniczo korzenie tam.

    Komentuj (0)

    Humor zeszytow 20 października 2014, 12:52

    Z cyklu: malkontenctwo

    A raczej poczucie humoru TVN24.pl
    Ja jakas dziwna jestem, ze mnie takie rzeczy bawia ;>
    Wymieniono kilka wspolnych cech milionerow w artykule zatytulowanym cos-tam-o-milionerach "...Co zrobic, by traffic do ich grona". Na pierwszym miejscu jest takie stwierdzenie:
    "Wydaja mniej niz zarabiaja"

    Musze sie udac do toalety (bezplatnej sluzobowej), bo sie chyba posikam z tego smiechu.

    No majstersztyk, zarowno wsrod milionerow (SARKAZM), jak I perelka dziennikarska TVN...




    Z tej radosci musialam post poprawiac, takie bledy zasadzilam! XD

    Komentuj (0)

    Gdzie sa pieniadze? 24 października 2014, 10:50

    Z cyklu: malkontenctwo

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rz-wzrasta-aktywnosc-ukrainskich-nacjonalistow-na-krancach-polski/2dbyv

    A moze to kolejna czesc wojny hybrydowej, bazujaca na silnych emocjach ludzkich - pograzenie Ukrainy w chaosie, sklocenie z sasiadami, uaktywnienie NATO, ktore zaatakowaloby w tym przypadku Ukraine, a co byloby na reke Rosji... Rosji - i komu jeszcze?
    Innymi slowy: gdzie sa pieniadze I kto je dostanie.

    A tu nie-/spodziewajka*) pieniadze sa u mnie, bo dzis.....
    Jezu jak sie ciesze,
    z tych krociutkich wskrzeszen...

    Bardzo krociutkie wskrzeszenie, bo pazdziernik jest miesiacem kumulacji, a nie oszczednosci. I to kumulacji rachunkow, w tym podatku smieciowego oraz licencji TV. Oraz chwala pracodawcy, ktory sie postawil dzisiaj I postawil te... takie drozdzowki z ciasta francuskiego itp. Mniamusne, z czekolada tysz.

    Komentuj (0)

    Transport (?) publiczny 30 października 2014, 11:35

    Z cyklu: malkontenctwo

    Wolny poniedziałek (bank holiday w IE) był porażką organizacyjną, ale dotarliśmy do centrum, choc z niezrozumiałym opóźnieniem. W drodze powrotnej zamieszanie zadziałało na naszą korzyść. A to z powodu teatralnej parady w ramach Bram Stoker Festival. Takie tam. Nic nie kumałam, ale fajwajerki były.
    O poranku staram sie wychodzić teraz wcześniej korzystając z przyzwyczajenia (???!!!) do letniej agendy. Wychodzę zatem około 30 minut wcześniej, by do pracy dotrzeć 15 minut wcześniej, co wszyscy I tak mają w poważaniu, póki swoje robię.
    Powrotna droga się nie zmienia, bo jest dziura - jak nie zdąże na mój ulubiony autobus, to jakbym nie kombinowała, trace około 30 minut. We wtorek wyszłam trochę późno z pracy, ale jakoś autobus jechał w miarę rozsądnie, tylko utknął na koniec w korku - okazało się, że był wypadek niedaleko naszego domu. Na moją korzyść, bus zmienił nieco trasę i wysadził mnie nieplanowo na korzystniejszym przystanku. Aż mi wstyd było się cieszyć, ale nie poradzę, no dobrze mi było i już - zamiast po ciemnych schodach i straszny pusty trawnik przecięty betonową dróżką na tyłach osiedla, gdzie obce byty dyszą mi za plecami (chyba tam jakieś miejsce kultu było albo jakaś masakra się stała), maszerowałam centralnie oświetloną ulicą, jupi.
    Wczoraj jednakowoż inny wypadek zablokował ruch i wyszedłszy ciut wcześniej byłam w domu jakąś swobodną godzinę później, kombinując busami. Bez sensu.
    Dzisiaj rano zdecydowałam pokonać ostatnie 4 przystanki na piechotę zamiast poczekać na moją przesiadkę, spodziewając się, że mnei może i minie - gdzieś dalej - jeśli nie utknie w korku. Jeden bus mnie faktycznie minął, dużo wcześniej niż oczekiwałam. Jest to bus. który wyjeżdża co OKOŁO 15 minut, przy czym decyduje o tym taki umunduroawny brygadzista busowy wedle widzimisię i bynajmniej nie według jakiejkolwiek ekonomicznej logiki. Niech mu tam. Drugi bus podjechał za to, więc radośnie wskoczyłam, skasowałam bilet (kartę), po czym pani kierowca wyłączyła silnik. Nastąpić miała bowiem zmiana kierowcy. Upewniłam się jak długo, na co ona odparła, że jest jakieś 10 minut wcześniej. Pożegnałam i pomaszerowałam resztę drogi.
    Gdyby nie to, że i tak to, co mi pobierają z karty, ma ograniczenie tygodniowe i zasadniczo od jutr już jeżdżę poniekąd za darmo, to zrobiłabym chyba haję

    Wszystko to przy jakichś gigantycznych inwestycjach w firmę, przy której burdel na kółach to profesjonalna i nowoczesna korporacja. Oraz przy systemie "Real Time" polegającym na tym, że tablica na przystanku wyświetla, za ile podjedzie autobus numer XX. Jest toaki system, że spokojnie można ogłosić go loterią narodową, bo przypadkowość i prawdopodobieństwo jest niemal identyczne z idealnie wyważonymi kulami w bębnie do losowania.
    Dygresja: A właśnie, grąłam, ale nie wygrałam, za to Połowic zachęcony moim przykładem azgrał i wygrał jakieś drobne, więc najbliższa kawa na jego koszt. Hura.

    Zatem proponuję zmianę nomenklatury z zakładu "transportu publicznego" na coś innego publicznego, też na kółkach, choc korporacją bym tego nie nazwała - przez szacunek dla korporacji...

    Komentuj (0)

    Historia kolem sie toczy 30 października 2014, 17:10

    Z cyklu: malkontenctwo

    Taki zbieg okolicznosci odkrylam - moj przodek po mieczu, jak mniemam, bral udzial w budowie kosciola Chrystusa Krola w miejscowosci, z ktorej miecze sie wywodza. A ja sie pochajtalam w mojej miejscowosci w kosciele o takiejz nazwie.
    Zatrzymalam nazwisko z wygody.
    A moze przez bieg okolicznosci.

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl