O koticzce RSS

    Na całej połaci śnieg... oraz koticzka a sprawa palucha 03 grudnia 2012, 14:03

    Z cyklu: malkontenctwo

    Się mi przypomniała piosenka.
    Dowiedziałam się rano, że Polska już skutecznie zasypana, to wzbudziło wstępny niepokój. Widok udostępniony łaskawie przez mgłę na Szyndzielni (courtesy http://www.dalekieobserwacje.eu) na dosłownie parę minut (teraz znów szara połać erkranu ZAMIAST, bo mgła, chmura i opad - nie że kamera nie działa, bo działa, widziałam na własny ekran służbowy!) zburzył mój spokój doszczętnie.
    Czuję się trochę zdradzona, trochę oszalała, zdesperowana - bo ten śnieg jest mój, mój cały!

    Poza tym tak sobie myślę, że dość łatwym jestem tematem na prezent, wystarczy dwa motki włóczki jakiejś albo rajstopy ciepłe czy ze wzorkiem albo też piosenka, co dobra na wszystko i już :)

    A może sobie sprezentuję Annę Marię Jopek z kolędami i śniegiem i będę znowu udawać, że kicham i ziewam w busie irlandzkim? O, właśnie mnie znowu bierze alergia. Alergia na brak śniegu i dwa i pół tysiąca kilometrów. Na to nie ma ani szczepionki ani pigułki. A na żywo jak fajnie było - i Połowic śpiewał i alergia na brak tego śniegu już na całego! Chusteczkę poproszę. Dziękuję, Profesorze.

    Tymczasem (uwaga: kryptoreklama) capuccino z torebki Mokate Vitalinea. Się mi jeszcze przypomniała inna LINEA!, balum-balum! :)

    -------------------

    Poza tym Połowic uprzejmie nie wyraził protestu, a jedynie zniecierpliwienie i zgryźliwość, a jednak dał sie zapędzić ze stosem zaległych swetrów i aparatem do ogródka. Nie wiadomo, co wyszło, bo popołudnie już było, resztka słońca już za murkiem się właściwie schowała, pomijając, ze to słońce jakieś żółte w tym kraju, ale nich tam. Nie zdążyłam zdjęć załadować na komputer, bo - uwaga: SUKCES, ŁAZIENKA WRESZCIE POMALOWANA, HURA, HURA!
    Jeszcze tylko plastikowe atrapy kafelków zostały do przyklejenia, hahaha, pomocy.
    Tylko kiedy, bo postanowiłam spróbować handelku malutkiego, tylko towarek jeszcze trzeba wydziergać. Może się uda jakie 20 eurasów zarobić. Przypominam, że nie ma się co podniecać, bo bo 20 eurasów ma inną wartość na tej bezśniegowej Uobczyźnieasadniczo drut to łatwo zamortyzować, ale taki palec to już ubezpieczeniem społecznym powinien być obłożony, ubezpieczeniem od wypadkó, bo wszak ma pracę w szczególnie trudnych i niebezpiecznych warunkach oraz jakiś system emeryatlny porządny by się przydał, prawda? Zwłaszcza że może mu wcześniejsza emerytura grozić przy intensywnym obciążeniu i nadgodzinach! Tak, tak, nie jest łatwo być palcem dziewiarki.

    Podsumowując powyższe: zdjecia wreszcie zaległe zrobiłam swetrom z całego roku i czem czapkom i zamierzam opublikować! Dam znać, bo takich zaległych publikacji to mam, że hoho, a nawet "hohoho-MerryChristmas".

    -------------------

    Już wiem, co mi się przypomniało i zapomniałam dopisać!
    Że oczywiscie ten śnieg to przeróbka "Deszczu" Panów Jeremiego i Jerzego (ich własna, czy też tylko Pana Jeremiego....), o czym większość tych, co znają piosenkę powinna doskonale wiedzieć :) Znowu mi się - dodatkowo - smutniej zrobiło, a przecież kiedyś wcale nie lubiłam tego kabaretu, dziś depcze Elicie po piętach (ale nie wyprzedzi, nie ma bacia). Przypomniało mi się, bo za oknem właśnie siekł tradycyjny yrlandzki prysznic. Ale chyba słońce przynajmniej wróci, nie bedzie tak opbrzydliwie szaro. Ktoś kiedyś napisał (konkretnie sistermoon), że niebo w Irlandii nigdy nie jest szare. Nie mam upośledzenia percepcji kolorów, ale za moim służbowym oknem jest szare zazwyczaj. Inna sprawa, że mamy specjalne filtrowe szyby ;P I nie da się ich otworzyć.
    Za to mam widok na naprawdę fenomenalne zachody słońca. Zapierają dech w piersi. A za plecami mam tęcze z rana, tylko nie widzę, bo biurko mam w złym kierunku.

    Oraz że Połowic na ten przykład ze swoją niecierpliwością jest bardzo trudnym prezentowanym, bo wszystkie nowości z jego kręgu zainteresowań zapowiadane na Święta wykupuje na bieżąco i potem nic nie chce. A kopa chce?! Dostanie worek wegla, tradycyjnie, niech potem wozi ze sobą z PL w swojej torbie, ale ja biorę kółka!

    O, mogę sobie powiększyć i zmniejszyć okienko edycji tekstu! Jej. Fajne.

    No dobrze. Koniec przerwy, wracam do pracy.

    Komentuj (0)

    Co nas nie zabije, to nas wzmocni 05 grudnia 2012, 11:14

    Z cyklu: malkontenctwo

    Nie dotyczy spieprzonej klimy.
    Dalej mi zimno. Chwilowo troche mniej, bo przykrecili i wolniej dmucha.
    Daze ku zalamaniu nerwowemu - ciekawe, co nastapi szybciej: zalamanko, przeziebionko czy urlopik. Stay tuned.
    Na czas "zimy" chyba zrobie nowy tag: KLIMA.

    Swetry nie zdazyly przewedrowac na komputer, bo nadganiam plan, bo biore urlop. to jest chore. To moze po prostu odwolajmy te cale Swieta i wszyscy (pracodawcy) beda szczesliwi. A ludzie tez, bo mniej zestresowani!
    Tymczasem kolejny sie zrobil, jeszcze tylko zszycie. Wielki i cieply i mieciuchny i puchaty.

    I jeszcze rozumiem uwarunkowania i bardzo szanuje pana sprzatacza i rozumiem, ze na czas sprzatania toalet lepiej moze by bylo dac mu szanse. Ale naprawde nie daloby sie, zeby to jakas pani przejela na ten czas w ciagu dnia?

    Jeszczy tylko odrobie - niech sie odrobie z cholernym sluzbowym przyjeciem gwiazdkowym jutro wieczorem, na ktore wcale nie mam ochoty. Ale wypada, nie? Bo - jak sie okazuje - takie chodzenie i socjalizowanie sie na sile jest ATUTEM w pracy. Moze bede do zwolnienia druga albo i trzecia, jakby co! GRRRR. A za te nadgodziny na tym party to kto mi zaplaci?

    Czy ja jestem dzis rozdrazniona?
    Byle do jutro, potem juz z gorki - normalnie, prezenty, choinka i codziennosc wymuszona na Polowicu, ktory ma Bozonarodzeniowy Stan Wyjatkowy od ponad miesiaca.

    Czuje sie jak ten kot stojacy na obrzezach Sahary:
    "Ja tej kuwety nie ogarniam!"*)

    ------------------------

    *) Kot tez juz byl, ale to moj ukochany kawal od lat!

    Komentuj (1)

    Prezent - jak to łatwo powiedzieć.... 06 grudnia 2012, 00:50

    Z cyklu: malkontenctwo

    Lalala. Taka piosenka była. Tylko nie do końca o Prezent tam chodziło.
    Otóż. Pochwaliłam się, że jestem łatwy temat do prezentów. Tylko że. Zdazryło mi się w przeszłości, ze dostałam tę samą płytę od dwóch osób. Tzn. dwa egzemplarze. I przestałam lubić, zraziłam się do całej grupy muzyków i nie chciałam przez długi czas słuchać. Potem zaczęłam znowu, ale jakoś tak mnie gryzie.
    Teraz spanikowałam poniekąd, ogarnęła mnie nerwówka okrutna ni stąd ni zowąd - podrzuciłam temat książki po hangielsku dwóm z najbliższych mi osób, z tym że Połowic miał NIE NABYWAĆ.
    Połowic może i nie nabył, ale nabył irlandzki Mikołaj, który zjawił się dzisiaj i bałaganił pod poduszkami.
    No i mam książkę, przeglądam uradowana i nagle mina mi zrzedła, bo pomyślałam - a co jeśli i polski aniołek nabył?! :| Usiłuję trzymać fason, ale kiepsko mi idzie. Na szczęście Połowic stwierdził, zastrzegając, że nic złego nie ma na myśli, ale że ja wyglądam na zmęczoną.
    No pewnie, dlatego właśnie wybieram się na urlop między innymi!
    I na to zmęczenie zwaliłam.
    No bo on się tak cieszył, że mi nabył tę książkę!
    Z tego, czego jeszcze ni mam i czego w Irlandii dostać ni huhu to "NIUCH", jakby co, którego nie posiadam, a który po hangielsku już przeczytałam. Resztę mojego ulubionego autora chyba już mam. O "Niuchu" wspominałam parę notek temu, ze chyba się autor żegna z bohaterami, czując na ramieniu bezwzględną łapę Alzheimera... :(

    Tak czy owak, siedzę i się gryzę teraz, bo ja aniołkowi w oczy się spojrzeć będę bała.
    Co tak będę sama siedzieć, pójdę sobie łeb umyć na to nieszczęsne przyjęcie - jak dojdę, bo jeszcze mnie mogą uszy nie puścić. I wtedy będzie Duży Kłopot (pierwszego stopnia od dołu).

    --------------

    Skończyłam Ciepły Sweter. Zdjęcia nawet się nie planuje! Może w weekend. Na razie czasowo-organizacyjny korek.

    Komentuj (0)

    Sejsmologia 06 grudnia 2012, 10:38

    Z cyklu: malkontenctwo

    Ninijeszym dementuję pogłoski, jakoby Irlandia została dotknięta dziś rano trzęsieniem ziemi. Jendakowoż nie biorę odpowiedzialności za jakiekolwiek tsunami. Grzmotnęłam organizmem o ziemię bez jakiejkolwiek premedytacji i zupełnie mimowlonie, a nawet wbrew woli.
    Żeby chociaż trochę tego podmarzniętego było widać, tyle miałabym radochy.
    Ała. Siedzę z oporami :[

    Komentuj (0)

    Uroki prostego życia 07 grudnia 2012, 22:46

    Z cyklu: malkontenctwo

    Podoba mi się. Chiciaż ostatnio znowu dopadło mnie zmęczenie materiału, ale minie za chwilę, jak zywkle. Wróci chęć robienia chlebka i takie tam różne. Ziew.

    Niemniej. Czytam między innymi ten oto blog: http://www.soulemama.com i jestem pod wrażeniem. Kobieta ma chyba piątkę czy szóstkę dzieci, znajduje czas na regularne blogowanie ze zdjęciami, na rękodzieła różne, ogarnięcie dzieci i zabawy z nimi oraz jej dom jest niemiłosiernie wręcz czysty. I jeszcze prowadzą gospodarstwo z kurami i inną zwierzyną (jeśli się nie mylę, hodują też owce). Tak, jak ja pragnę, ale nie potrafię.
    Naprawdę, nie wiem, jak ona to robi. Zapewne mając potomstwo ma się większą motywację w postaci "nie ma zmiłuj się".

    Natomiast. Jednakowoż... zerknęłam na TEN obrazek na tymże blogu i przypomniały mi się wszelkie możliwe elementy komiczne wyśmiewane w rozmaitych zapomnianych źródłach.
    Jak zacznę - zastrzelcie mnie. Bo to będzie już pora!

    The Joy Of Home Cheesemaking znaczy ni mniej ni więcej: Radość robienia sera w domu. Nie upiększajmy - nie wydajemy tej książki.

    Zgoda, nie pracuje ona w biurze po 10 godzin i nie dojeżdża codziennie do pracy przez kilka godzin. I nie mają SZWAGRA.
    To może ja wrzucę jakiś sweterek na stronę chociaż?

    Komentuj (0)

    Zajawki ze strefy cienia 08 grudnia 2012, 00:01

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Strefa cienia panuje w naszym ogrodzie, gdzie czas leniwy jesienną strugą płynął wytrwale. Bo mi się nie chciało wstać wcześnie, a potem tak mi się przypomniało dopiero popołudniu. A Połowicowi się bardzo spieszyło, co tez widać.
    Niemniej link Dziejąca koticzka został wzbogacony o dorobek ubiegłego roku i wcześniej. Mniej więcej. Parę detali dla inspiracji.
    Będę wdzieczna za słówko, jeśli ktoś zechce wykorzystać, ze to koticzka i że to ta i ta strona itd.
    Nie zarabiam tym i nie sądzę, by się coś w tej dziedzinie drastycznie zmieniło, więc tym bardziej. Zakładam też, że nikt na masową skalę powielał nie będzie, bo w takim przypadku, jeśli w celach komercyjnych, to byłoby mi miło prawa autorskie odstąpić za opłatą, legalnie.
    ..........
    Może jednak nie będzie żadnych zajawek, ponieważ googlowa Picasa nie ładuje zdjeć. Bo nie i już.
    Natomiast ku pamięci, tu jest inspiracja dla jednego z wydzierganych ciuszków, który wkrótce i tak załaduję GDZIEŚ.
    http://szydelko-i-druty.bloog.pl/.
    .............
    Hura, udało się w końcu.
    Czas jednak na jakieś lepsze, sprawniejsze rozwiązanie, bo ten serwis to chyba robiła ta sama ekipa, która pospuła blog.pl :/ Do kitu.

    Zapraszam do galerii po m. in. takie obrazki:




    Niektóre zdjęcia wyszły tak kiepskie, że nie ma czego ratować.
    Dwa największe dzieła dziane 2012 pojechały w prezencie. Prosiłam o zdjecia, ale nie dosłano mi :( No cóż, życia płata wredne niespodzianki, więc trudno mi mieć pretensje o brak zdjęć siatkowej bluzki na szydełku w stylu wolnym. W sprawie płaszcza Bella, który właściwie chyba zrobiłam dwa lata temu - miesza mi się, a robił się niemiłosiernie dłuuuuugo, nie znam wymówek... a tym bardziej powodów. Przykro mi, muszę przyznać. Teraz żałuję, że nie sfotografoałam, chociaż na mnie by wisiało, bo obdarowane osoby wyższe niż ja i automatycznie odrobinkę inne wymiary mają. Ale przynajmniej byłby ślad...

    Komentuj (2)

    Przegląd piosenki, nie tylko polskiej 10 grudnia 2012, 17:27

    Z cyklu: malkontenctwo

    A w Krakowie
    ...na Brackiej pada śnieg...

    A w górach znowu zima,
    znowu pada śnieg!

    Im bardziej pada śnieg - bim-bom,
    Im bardziej pruszy śnieg, bim-bom,
    tym bardziej sypie śnieg bim-bom,
    jak biały puch z poduszki.

    A w Irlandii nic nie sypie. A piosenka będzie Angielska:

    A-tissue! A-tissue!
    We all fall down!

    Ała.

    Komentuj (4)

    blog.pl 12 grudnia 2012, 23:59

    Z cyklu: malkontenctwo

    Wyspiarz poskarżył się, że bloga już nie ma. Ale są takie chwile, wżyciu żółwia również, że musi, ale to MUSI na własne oczy, albo chociaż na to jedno.
    Internet Explorer mówi, że strony nie ma. A ja po swojemu - odśwież!
    I odświeżył. Znalazł.

    Bo z nowym blog.pl jest tak, że tak ulepszali, tak kombinowali, że z tego wyszło Merlin raczy wiedzieć co, ale nic dobrego.
    Ładuje się godzinami, nie da się obsługiwać i jedyne, co się ma ochotę zrobić, to rozłupać coś, najczęściej Merlinowi procesor winny komputer. Albo zabrać archiwum do walizki i sie stamtąd wynieść w p...cholerę.

    Albo jeszcze lepiej na np. www.ownlog,com

    Komentuj (1)

    Ostatni moment intymności 13 grudnia 2012, 00:06

    Z cyklu: Irlandia

    Jak zwykle na ostatnią chwilę się załapałam z poprzednią notką - ale tutaj, na Uobczyźnie, gdzie czas płynie inaczej i szacunku się dla niego nie ma, jeszcze przez godzinę będę się po cichutku cieszyć moim świętem.
    Połowic pamięta o rocznicach i urodzinach, to on pilnuje kartek i prezentów, które ja ewentualnie wymyślam. Nawet nauczył się Mikołajków, ba, nawet wie, skąd ta tradycja!
    Ale akurat TA katolicka idea nigdy do niego nie trafiła ani nie przemówiła. Są więc sobie bardzo obcy. I dlatego może zapyta za parę dni, kiedy ja w końcu mam te imieniny :)
    Pst. Nie mówcie mu. Tak jest... intymnie.

    Komentuj (0)

    Jeszcze tak nie bylo, zeby jarmarku nie bylo! 13 grudnia 2012, 11:56

    Z cyklu: malkontenctwo

    Roztrzęsłam się nieomalże.
    Do jasnej cholery, zawału można dostać! Albo odwołali, albo jest jakieś ściśle tajny ten jarmark w Krakowie!
    Znalazłam może ze dwa linki i ZERO na oficjalnej stronie miasta!
    W jakichś popłuczynowych opiniach zobaczyłam że odbywać się niby miały 27 LISTOPADA do 8 GRUDNIA. Chyba nie Bożonarodzowniowe, tylko HALOWEENOWE!.
    Sama nie wiem. A data tej wiadomosci to 21 listopad, więc możliwe, że skrócili! :((((

    http://www.kongregacja-kupiecka.com.pl
    Idę szukać potwierdzenia, ze to JEST, bo teraz koniec świata idzie i nigdy nic nie wiadomo! ;P

    Jak sie wkurzę, to w pociag i do Wrocławia! Trochę daleko, ale podobno tam najlepszy teraz.
    Bo to trochę jak pojechać na wakacje i nie mieć pogody plażowej. Niby też fajnie, można, ale. Brakuje tej kropeczki nad i. Tej wisienki na czubeczku.
    Wystarczy, ze jest wyraźne ryzyko Zielonej Gwiazdki i że bardzo intensywnie myślę pozytywnie, że będzie, bo jak nie, to Połowic ma atak depresji i ja mam przerąbane. Poza tym taka zielona Gwiazdka - kiedy się mieszka w Irlandii, gdzie śnieg to anomalia pogodowa ze stanem wyjątkowym???
    Bo jakbym się nie gimnastykowała, to nigdy nie mogę zdążyć ani na nasz lokalny jarmark, ani na WOŚP. Nie, no naprawdę. Do dupy :(((


    Dopisałam o tym, jaka zima jest piękna, jak ją kocham, poczym kliknęłam magiczny krzyżyk, zamykający stronę. Bez publikacji zmian. Taka roztrzęsiona jestem!
    Że może nie być nie tylko śniegu, ale i krakowskiego jarmarku.

    Komentuj (1)

    Święta idą 21 grudnia 2012, 21:20

    Z cyklu: malkontenctwo

    A nawet biegną. Połowicowi czas upływa dużo szybciej niż mnie, chociaż ja również wolałabym, żeby się nieco bardziej dłużył.
    I żeby sklepy tak nie kusiły wyborem, odmiennością i prze-/cenami.

    W duplińskim komputerze została uwięziona notatka, którą później kiedyś, po Trzech Królach zwanych też Małym Bożym Narodzeniem... Tymczasem będę ją kontynuować haha.

    Komentuj (0)

    Czas umyka, więc... 23 grudnia 2012, 15:06

    Z cyklu: malkontenctwo

    Wesołych, zdrowych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz DZIANEGO Nowego Roku!
    :*

    Komentuj (1)

    Świąteczne spacerki 25 grudnia 2012, 20:41

    Z cyklu: foto

    Dziękuję wszystkim za życzenia! :))) Tak mi miło, że pamiętacie!

    Adriano, dziany to również taki eufezmizm ;P

    Zapraszam na Świąteczny spacer z Irą i koticzką

    -----------

    Parę ujęć z Wisły dodałam w powyższej galeryjce oraz poprawiłam literówkę, dzięki czemu nagle podpisy stały się widoczne biało na czarnym, jak zamierzałam.

    Komentuj (1)

    Większy wewnątrz (Bigger Inside) 30 grudnia 2012, 20:10

    Z cyklu: malkontenctwo

    ...czyli TARDIS dla niewtajemniczonych.
    Buzuje we mnie. Pełnia jest, za ciepło jest, za mało się ruszam, bo Połowica gryzie przeziębienie i niemrawy jest, więc spacerów mniej niż zwykle (a łazik z niego i tak kiepski). Do tego przyzwyczailiśmy się do dwutygodniowych ceyklów wyjazdowych, a tu trzeci tydzień i jakoś tak dziwnie z nim (chociaż wspaniale, że jest), ale jakoś tak zdezorientowani chodzimy, bo to trochę jak druga Gwiazdka.
    Za Gwiazdkę, a na dobrą sprawę za cały urlop jestem na siebie bardzo zła, bo słabo zaplanowałam. Trochę z racji marudzenia Połowica, ze zwykle za dużo robimy, za dużo ziedzania i on się męczy. Jak zwykle, okazało się, że Makontent Mojego Życia (MMŻ, niczym - nie przymierzając ZMM, czyli Zwierzątko Mojej Mamy Wojtyszki Macieja - kto pamięta?) znowu marudzi, bo jakoś jest tak nie tak. No jest nie tak, bo spokojnie, zbyt spokojnie w porównaniu z tym, do czeog go przyzwyczaiłam. Założenie jednakowoż było: dużo spcerów na odludziu. Tymczasem odludzie się ubłociło i jest średnio atrakcyjne z racji braku podstawowego elementu wystroju czyli śniegu, za którym tak bardzo, straszliwie tęsknię, że aż mi się płakać chwilami chce. Im bliżej wyjazdu, tym bardziej, bo już liasciate omnie speranze.
    Słabo zaplanowany urlop zaowocował atakiem zakupoholizmu oraz zakupem nowej torby podróżnej - dużej, na kółkach. Jak to u typowego nałogowca na odwyku, mam okropne poczucie winy, bo miało być duchowo, szlachetnie, INACZEJ, a wyszło po irlandzku, który to sposób tak ostro krytykowałam.
    Wstrętne.
    I jakoś entuzjazm we mnie opada. Niestety, tak, w bardzo dużej mierze z tej właśnie racji (choć nie tylko, ale to taka kropla, od której wielbłąd dostał rozwolnienia) (czy jak to tam było) (bo na tę kroplę nie byłam przygotowana, raczej na sopelki) (a na resztę tak).
    Trafia mnie, bo ruch mi potrzebny, marsze mi potrzebne, żeby myśli uspokoić i uporządkować, a jest ich tak dużo, bo skończył mi się umowny okres ochronny, który sobie wyznaczyłam. Bo pewne rzeczy same się nie staną i trochę czasem trzeba popchnąć. Jak już ruszy, to jakoś pójdzie.
    Ale chwilowo brzmi to jak TARDIS z ręcznego.
    Trudno. Chyba zaryzykuję awanturę małżeńską, bo Poowic chyba miał wśród przodków muzułmanów, bo mnie samej nie puści. Udowodnione droga empiryczną.
    Może jeszcze się uda.
    I może jednak mógłby się stać jakiś maluteńki pozytywny cudzik, nic super nadzwyczajnego, jakiś taki tyci.
    Żeby ten TRADIS ruszył. Stał się w zeszłym roku, ale stchórzyłam. Do dziś sobie w brodę pluję. Dobrze mi tak.
    Pasują tu dwie kawałowe pointy:
    1) "Dać jej szansę!"
    2) "Masztalski, daj mi szansę - zacznij grać!"*
    * (chociaż wiem, że w moim przypadku to nie bedzie lotek. Nie CZUJĘ. Po prostu WIEM).

    --------------------------

    Znów nie będzie czasu - więc Do Siego. Idę ćwiczyć ręcznie, zmowtywowana innymi notkami w różnych miejscach. Lubię pisać piórem - tylko jedna niedogodność, jeśli coś z tego mądrego wychodzi, to przepisywanie na PC... Hm.
    Jeszcze raz Do Siego, bo nie wiem, kiedy znów siądę. Jakoś inaczej jest przy tym komputerze ;)

    Komentuj (0)

    Sukcesik 31 grudnia 2012, 18:19

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Udało mi się zakończyć spódnicę dla mamy (pół gumki jednakowoż wszyła sama), komplecik dla lalki w prezenciku dla psiapsiółki, a konkretnie jej córy (ciekawe, czy zostanie zaakceptowany), udało mi się wyciągnąć Połowica na Dębowiec i dotrzeć do wypożyczalni DVD przed zmaknięciem. Popołudnie się udało. Zobaczymy, jak reszta wieczoru w domowym... Zaciszu?
    Może sie tez uda skończyc sweter przed wyjazdem tym razem, zobaczymy - a wtedy obfotografujemy komplecik. Musze przyznać, ze jestem bardzo zadowolona z pomysłu w nieregularne gwiazdki w stylu norweski, A mój pomarańczowy odłogiem leży. Hm.

    Jutro... TADAAAM!!!!! OPERA ŚLĄSKA!!!

    Ciekawe, jak Połowic zareaguje! Wie, co ma być, ale między wiedzeniem a widzeniem/doświadczeniem jest przepaść nieświadomości.

    Nie udało się zdzwonić z psiapsiółką. Może była zajęta. Nie udało sie też pamiętać, by wziąć komórkę ze sobą ;P

    Do Siego po stokroć! I dzianego też!
    Ide po druty ;P

    Komentuj (1)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl