O koticzce RSS

    Handele 18 lutego 2013, 01:18

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Poza tym sklepik się otworzył. WRESZCIE. Od zeszłego roku koło tego łaziłam, obwąchując. Strona wiarygodna, wisi od lat i działa, widuję też blogowiczów, którzy tam handlują, wreszcie są i Przyjaciele i Znajomi Koticzki :) których obecność mnie w końcu natchnęła do działania.
    Zobaczymy na razie, czy mnie nie obrabują jacyś postronni, cholera wie, co mi w PC siedzi.
    Poza tym na początek opłaty mi muszą ściągnąć, w końcu to nie działalność charytatywna

    Ale ponieważ jest po północy, jutro do regularnej roboty, więc chwilowo przerwa BEZ reklamy. Nadrobię.

    -------------------------

    Aktualizacja: Oczywiście, główny powód, dla którego odkładałam założenie sklepiku to zabawa z zakładaniem systemów płatności i dane do przelewów. HORROR.
    Dlaej nie wiem, co zrobiłam, czy komuś coś mam zapłacić, czy nie, komu zapłaciłam, a kto mi przelał. To jest dopiero etap rejestracji, żadnemu klientowi nie pozwolę ucierpieć! Niech sobie sami cierpią na własny rachunek, sami się rejestrując w tych systemach. Doodoos.
    Ugh.

    Komentuj (0)

    Fotografia 18 lutego 2013, 21:58

    Z cyklu: foto

    Fotografia to budynek Ulster Banku z grupy Royal Bank of Scotland w Dublinie, Leinster, w Republice Irlandzkiej :)

    Komentuj (0)

    Wprawka - ale po angielsku 22 lutego 2013, 12:10

    Z cyklu: koticzka pisze

    Otóż. Spróbowałam trochę z wlasnego, a troszeczkę z irlandzkiego punktu widzenia poruszyć problem śmieci w kontekście nastolatków. Bo mnie wkurzają, bo kurzą na schodach i ŚMIECĄ. To kurzenie mniej mnie porusza, chociaż uważam to za idiotyzm. Paliłam krótko - na studiach, rzuciłam, bo mi wolność bliższa niż uzależnienia. Czasem zapalę przy piwie - w pubie lub towarzysko na ganku u H. :) Dwa, trzy papierosy na rok? Moze nawet 5, jak doliczyć Xmas party, gdzie się ratuję przed tym tłumem, z którym na siłę decyduję się socjalizować (od lat bezskutecznie, no nie mamy wspólnego języka i już). Wow.

    Za to dostaję piany na ustach, jak widzę Ajriszów rzucających śmieci na ziemię. Wtedy wychodzi z ukrycia ZŁA KOTICZKA. Taka, dla której robi się wielkie tablice ostrzegwacze na ogrodzeniu.
    Niech sobie świnią u siebie.
    Nie utożsamiam tego kawałka z moim miejscem, ale chcąc-nie chąc to jest mój DOM. Choćby i tymczasowy (kto wie, co przyszłość przyniesie, plany były tak straszliwie inne, a wyszło jak jest).
    Przypomina mi się ten kawał o żabie na bagnach. Siedziała on na liściu, a tu facet szedł, plump - wpadł w bagno i tonie. Błoto mu już zalewa usta, miota się, a żaba się gapi, bo co ma robić.
    - Co się gapisz? - wybulgotał facet, plując błotem.
    Żaba nic.
    - Spierdalaj!
    Żaba nic, nawet się nie obruszyła na wulgaryzm.
    Facet utonął, błoto go zakryło, uspokoiło się.
    A żaba patrzy na to, kontempluje i tak do siebie mówi, wzruszając ramionami (mimo zrośniętych kości, jak to u płazów)
    - Co się gapisz? Spierdalaj? Przecież ja tu mieszkam.


    ----------------------------------------------

    Morning Mess

    Lucan Village.
    A nice, green, family friendly living space. A bit boring sometimes but it’s all right, overall, and the buses are there.
    You head towards your bus stop and head towards St. Mary’s. You spot them from the distance, a bunch of giggly girls, not that noisy as for what teenagers can be. Probably nicely made hair, probably a bit of make up, hard to be a teenager these days – their colleagues are so demanding and merciless. You approach them and – yes, you could expect it – they are smoking. Obviously. It was not so long ago so you remember it yourself.
    Bad habit. BAAAAD, bad habit. OK, you did quit only last year and for the bet but admit it, the chewing gum is so much cheaper and Friday pizza tastes so much better now. Not to mention you got new, deeper breath. And a fresher one, as Someone noticed recently and this was somehow so much rewarding!
    Health aside (be fair, it was not for health when you quit, at least initially) – who sells them cigarettes? Do they sneak it from smoking parents? First thing to do to compensate child benefit cuts in the family budget (and perhaps cuts in the smoking teenagers’ pocket monies).
    OK, a teenager’s life is not easy but there was mummy – she would tell you what to do, not to worry, or at least she would tell you off and you knew what was good, what was bad and where you were standing. And then again she would clean your room. Even if it was at the cost of another row, she’d pick up all rubbish, fold the clothes and put the stinky socks to the laundry, this is what mothers do, isn’t it? Even this quarrel with your dad the other day as if he was doing all the cleaning. OK, he did some, good man, very democratic, on can say – or what’s the word, never mind. Yeah, it was good days when you did not need to hope for Caoimhe’s mercy to help you after last Saturday’s party, gee, this was a skip! Cans, wrappings and cigarettes everywhere. And even in the garden. You COULD sweep it under the bush or just leave but… well, it IS your home. You fancy a bit of mess here and there but it is your mess. Your personal stamp on the space you live in. And not too much, you have enough dignity not to live in the skip. Or do you. Yes, you do. And your new friend, Bob-Next-Door who popped up then, you did not know he is so much of the laugh, will chat to you about Arsenal again. Or his tidy garden.
    Not like here, on these steps. How can they even stand there, empty cigarette boxes and stubs everywhere and the stench! Ex-smokers have more sensitive smell. You hold back the urge to tidy up the place and collect the rubbish to the empty bin just next to them. Finally you are not at home, just left…
    Wait.
    It is your home. This IS your home, you leave here, you have your post delivered, you have just had a party last week and you pay for it! Or you will be but you do not want to think about the politics the very first thing in the morning. You’d rather stay at home anyway, wandering around in sloppy slacks and socks. Stay at home as long as you can, far from all big, important issues, global crisis, politicians, protests and traffic jams, oh, the traffic jams!
    So. Someone’s else’s kid arrived to your home and makes it filthy. And you did not even invite them for a party, which might be an excuse to drop all the junk and leave carelessly behind, as written in the usual party scheme!
    And who’s gonna clean it now? Your council??? Are you kidding me?! They cut even salaries how can they send you a man with equipment! Perhaps the neighbours will gather again and you can come back from work excused you did not participate? Your mummy would not do the job, either, but there would be a fight, oh men – amen! Should you do that? OMG, your turning into your own parents!
    Should you tell them off?
    What will you say – smoking is bad for you and collect your rubbish?
    Go to the school principal and put an official complaint? (but they are not ON the school-ground)
    Call Garda? Where is the closest one by the way – did they close the one down the street?
    Should you get their names and contact the parents?
    Should you ignore and live in the skip?
    Mummy! Daddy! Help! This bad kids are messing my home!

    Komentuj (0)

    Przegląd Jameson Dublin International Film Festival na szybko (spoilery będą) 25 lutego 2013, 18:51

    Z cyklu: film

    Skoro Oskary rozdali, to ja rozdam koticzkowe opinie.
    Wybraliśmy 3. Miało być więcej, ale a to godzina nie pasowała, a to wyprzedane zanim ogłosili.
    Zatem padło na:
    - Atlas Chmur - przereklamowany. Fajna bajka, ale trochę brak spójności (znamię - ale o co chodzi???). Na dobrą sprawę to trochę nijaki. Coś pomiędzy Davidem Lynchem obyczajowym a Piątym Elementem, ale tak ani w tę ani wewtę za bardzo nie. To tak jak BB leży m. Katowicami a Krakowem. Treść - ale właściwie o co chodzi???? A ten pasjans z kawałków opowieści to w jakim celu? A muzyczny motyw czemu, dlaczego w ogóle ten kompozytor? Na fali małżeństw homoseksualnych jadą czy co???? Historie nie do końca powiązane, ta jakby ktoś pozbierał do kupy i związał sznurkiem do snopowiązałki, bo osobno na film za krótkie i za słabe, a razem niczym te strzały w Królu Lirze. Hm. Chyba ktoś przeoczył, że łuk to już tylko sport albo rekwizyt. Pani Zapowiadaczka, która się zachłystywała i porównywała do kina lat 50-tych, chyba też przeoczyła w kinematografii wszystko, co się zdarzyło pomiędzy, łącznie z Wielkim Kanionem, Miastem Zaginionych Dzieci, 12-ma małpami i ww. Piątym elementem. Tak jakby sumę owych filmów w "Atlasie..." sprowadzono do wersji dla tych, co nie mają czasu myśleć. Trochę rozdrażniona ta ocena, ale to dlatego, że tyle ludzie nad tym piali peanów, jakby było nad czym. Oglądało się dość miło, choć początkowo trudno się było połapać. Dobrze, że Pan Zaproszony Aktor uprzedził - nie myśleć za dużo, wszystko na końcu się okaże. Jeśli postawić kropkę po słowie "dużo", to już wszystko gra i ogląda się naprawdę miło. Choć BAAAARDZO długo. Połowic zachwycony.
    - Shell. Mrrr. Taki Bagdad Cafe (film, bynajmniej nie dziadowski, przygłupawy serial) po szkocku i na bardzo poważnie. Niesamowity klimat, zapierające dech w piersi widoki. Napięcie trzyma. Stacjonarny film drogi. Połowic tak niezupełnie zadowolony.
    - Pokłosie. Na Pasikowskim się nie zawiodłam. Dziwnie mnie uderzył, taki troszkę niepozorny, a nie mogłam się po nim pozbierać i łzy mi co chwilę ciekły niekontrolowanie. Fakt, że ta polska wieś trochę ponaciągana na potrzeby fabuły. Z jednej strony piec węglowy, z drugiej masa pieniędzy na wykup żydowskich nagrobków (się nie znam, nie wiem, jak się nazywają, a że się nazywają, to pewne), takie tam drobiazgi - może nawet nie drobiazgi, ale niech będzie. Mogło być staranniej, co nie wpłynęłoby za bardzo na treść. Połowic wyraził uznanie. Końcówkę nie do końca załapał.

    Ponadto - ze złotych myśli o poranku:
    - Jaki efekt daje zakup kremu za PLN 100 / € 25?
    - Efekt placebo.

    Komentuj (1)

    Sklepik internetowy 26 lutego 2013, 11:24

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Na razie dzieciaczkowe sweterki - w miare szybkie i mile w robieniu.
    Plan jest, ze bedzie wiecej. Sie zobaczy, czy ktos na te strone zajrzy!
    Powinnam dedykowac Herinii, dzieki ktorej plany snute od roku wreszcie przybraly jakichs realnych ksztaltow... Takich oto:

    koticzka's Cottage na etsy.com

    Komentuj (0)

    stratunku, sloniocy 27 lutego 2013, 18:51

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Przewaga checi, pomyslow i inwencji nad mozliwosciami.
    Moj sklepik mnie uzaleznil. Chce wziac urlop, zeby go zapelnic. Potrzebowalabym tez kilku kolejnych motkow, ale poprzysieglam sobie na wszystkich bogow Ankh-Morpork, ze wiecej nie inwestuje, dopoki sklepik nie udowodni, ze moze warto. Psiakosc.
    Sloniocy, pomunku.dziac, dziac, dziac mi sie chce i nie tylko.
    Wymyslam srednio 5 naprawde swietnych produktow na pol dnia, rano wizja przebojowego swetra, ktory jednak powinine byc sukienko-tunika. Teraz - seria podstawek pod szklanki/kubki, jakze popularnych na Wyspach.
    Stan napiecia tworczego jest jednak bardzo przyjemny w odroznieniu od napiecia spowodowanego proznia. Moze uda mi sie namowic Polowica do pomocy przy tych nie-dzianych rzeczach, ale jak go znam, to zazada zwiekszenia udzialow i podwyzki.
    Na razie dba o stan polek w sklepie.
    A oto sklep (dla przypomnienia) (tak, sklep INTERNETOWY - a propos powyzszego)
    koticzka's Cottage

    Komentuj (0)

    Nie ma śmiacia 01 marca 2013, 12:49

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Muszę sobie zrobić przerwę odwykową od robótek, bo zaczyna mnie nadto wciągać.
    Jednakowoż na razie mam doskonałą wymówkę w postaci pustych półek w sklepiku, których Połowic nie ma czym zapełnić.
    Niemniej dzianie do godziny 2:00 w nocy, by nie rzec nad ranem, skoro o 6:00 jest jeszcze ciemno, kiedy rano się idzie do pracy, trąci lekkim zaburzeniem zdrowego rozsądku.
    Ale przynajniej efekt jest, nawet jeśli na dłuższą metę może zaszkodzić zdrowiu w wyniku pogiętego trybu życia. Ale czyż z koticzką nie było tak od zarania jej egzystencji? :)

    Mam nadzieję skończyć nowy sweterek dla malucha dziś lub jutro, to się pochwalę na memłonie. Znaczy na mem blogu.
    I się wyśpię. Obiecuję to sobie solemnie!

    Pomysły napadają mnie z prędkością światła. Bardzo poważnie rozważam jakąś kreatywną współpracę. Ktoś chętny?

    Komentuj (2)

    Dzianina u Diora 02 marca 2013, 22:05

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Sledzę ten oto blog i to nie dla zdjęć z pokazów mody:
    http://www.thesartorialist.com/photos/christian-dior-fallwinter-2013/
    na zdjęciu drugim są dwie sukienki, jedna w tle, obie z warkoczami.
    Miłe.
    Sweterek jeszcze się robi, ale dziś się wydziergały mitenki dla szwagierki. Jutro sesja zdjęciowa!

    Komentuj (0)

    Takie tam marudzenie 05 marca 2013, 18:43

    Z cyklu: malkontenctwo

    Nie chcę być mięczakiem. Nie zamierzam się przejmować, że mi marzną ręce i nogi od przeciągu. Ani że kicham, kiedy tylko włączy się klima. Ani że muszę uciekać, kiedy sąsiad sobie żarcie przynosi do biurka (ze świeżą cebulą), bo mi zaczyna kapać z nosa.
    Ani nie zamierzam się przejmować tymi pryszczami na gębie od strony klimy.
    Silna jestem, co mi tam.
    Się nie przejmuję.
    Wszystko mi jedno. W dupie mam.
    Wszystko.
    Bardzo wszystko.
    Bardzo w dupie.

    Dlatego tak ciężko mi tu usiedzieć?

    Czasem siła wyższa się lituje i popycha, a raczej daje kopa, żeby coś z tym zrobić, albo nawet rozwiązuje za mnie problem i trzeba zacząć działać. Paradoksalnie mam nadzieję, że Siła tym razem jeszcze jakiś czas popatrzy z politowaniem - pewnie na moją szkodę...

    Komentuj (2)

    Sukienka i pasiak 05 marca 2013, 18:48

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Widze, ze je widac w panelu po prawej. Milego ogladania.
    Sukienka juz byla, ale ze sie nie nosila, bo jakos tak nie i juz (w pracy zimno z rana, ale wieczorami czesto upal, zyc nie umierac, cztery pory roku, nawet pada czasami. W SRODKU), to moze ktos sie skusi? Szkoda, ze nie mam danych o wloczce, bo ona bardzo szlachetna jakas byla i naprawde dosc unikalna - krotkie serie nieduzej firmy jakiejs... Ale to juz troche minelo i posprztalam tak dluo trzymane banderolki.
    Nauczka na przyszlosc - moze - ale ilez ich i jak dlugo trzymac???? ;)
    Do sweterka jeszcze czapeczka sie konczy z bombonikiem, tylko mi sie juz nie chcialo wczoraj. W ogole postanowilam zwolnic, bo zadyszki zaczelam dostawac mimo solennych obietnic! :)
    Ale sie caly czas cos robi!

    Komentuj (0)

    Brzydko 07 marca 2013, 11:43

    Z cyklu: malkontenctwo

    Brzydki dzień - szary jak zepsuty serek homogeniczny. Błe.
    I myśli się takoż dostosowały - jak sukienka (not abene: sukienka jest świetna, trapez, w stylu lat 60-tych, ale nowoczesna i z kabzami!) - mimo żółtych kozaczkó i sweterka.
    Myśli mam wredne, gębę zmęczoną i ponurą, ale poza tym wyglądam świetnie!
    I co robię postępy? Nie ma to jak zachowac pozory.
    Wieczorem Połowic ciągnie do kina. To oznacza, że nie będzie się odżywiał poprawnie. Wprawdzie generalnie na zdrowiu to razej jakichś śladów może i nie zostawi trwałych, ale co ja sie nadenerwuję jego zgagami, to moje. On też zaraz "ma atak serca". Jasne. Za chwilę będzie miał atak TŁUCZKIEM, jak go spiorę.
    Biedny facet jest z drugiej strony. Może zamiast wcześniejszego horroru "Mama" (tu jakoś teraz dzień Matki obchodzą chyba, haha) pójdziemy na nieco późniejszą "Szklanką po łapkach 14,90236723473874(345)", wtedy coś do jedzenia da sie złapać w biegu, bo i tak wyjdziemy głodni! :)
    Poza tym potrzebuję czegoś bliższego sercu. Lepsza chyba zepsuta matuszka-Rosija dewastowana przez podniszczonego i podtytego amerykańskiego gliniarza i jego syna komandosa niż duch ofiary zestresowanego amerykańskiego bankiera wychowany w zupełnie innym duchu kulturowym i nieświadom napięcia, jakie niesie czasem praca zawodowa?
    Jak obejrzę, to napiszę, poza tym mam zaległości w zdjęciu w impresjonistycznym stylu z naturalnym efektem fumicato czy jakoś tak, (tym od da Vinci i tła Mony Lisy), które zamierzam... aha, Połowic zaraportował ból żołądka, zobaczymy, co będzie do wieczora...
    Zaległości obejmują zatem zamieszczenia zdjęcia, bo ładne oraz takie tam mitenki dziergane, bo ładne wyszły. W odróżnieniu od ich zdjęć.

    Komentuj (1)

    Sensacja - śnieg! 11 marca 2013, 10:59

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Pada śnieg od wczoraj! Wprawdzie topnieje, ale po głowie tłuką mi się walce z Dziadka do Orzechów :) W celu zapobieżenia tańcom na ulicach Duplina założyłam ciężkie obuwie.
    Jak tak dalej pójdzie, to zobaczę w tym tygodniu więcej śniegu niż widziałam na Gwiazdkę w Polsce...

    Tymczasem zrobiła się czapeczka w paski do kompletu oraz klimatyczne mitenki bez palców, za to z łańcuchami. Tak mi się objawiło, to zrobiłam. Nosić nei będę, bo nie mój kolor, nie mój styl (i rozmiar też nie mój...), więc wrzuciłam do sklepiku. Może się komu spodobają. A może nie. Właściwie to widzę, że się podobają, ale podobają się za mało, bo nie za paręnaście eurasów ;P
    Właśnie wpadłam na pomysł, że łańcuszek powinien być w innym miejscu, ale mi się nie chce zmieniać.
    A czapeczka ze sweterkiem jako komplecik ma być również, ale już było tak późno, że mi się zaczynało wszytsko mieszać, więc odłożyłam na później...

    Link po prawej (jeśli to nie Internet Explorer - to może na dole?), zapraszam, może kogoś natchnie do czegoś interesującego.

    I bułeczki upiekłam - jestem na dobrej drodze. Ciągle za mało rosną, ale prawda jest taka, że bez cukru i miodu rosną lepiej. Okazało sie bowiem, że drożdżom cukier przeszkadza. Zakwas to drożdże, tylko że dzikie - cukru się do zakwasu nie dodaje, a rośnie. Dodaje się mąkę i wodę. Przeczytałam gdzieś (łoł, jak sypie ślicznie za oknem), że zwykłym drożdżom też cukier przeszkadza bardziej niż pomaga. W dodatku jest kilka przepisów, w których cukru do wyrastania się nie stosuje. Ciekawe, ale brakło czasu, by zgłębić temat. Szkoda.

    Komentuj (1)

    Irlandzka logika 11 marca 2013, 15:34

    Z cyklu: Irlandia

    Jadac do Polski przekraczam granice siedmiu krajow. Bylam tez w innych dwoch sasiednich. Moge pojechac do kilku kolejnych w ramach UE. Wystarczy mi do tego polski dowod osobisty.

    Ale zeby kupic sobie lap top za €400 na raty w sklepie, musze miec paszport.

    Coz, po raz kolejny trzeba bedzie przyjsc z gotowka, tak jak dealer narkotykow albo handlarz zywym towarem i bynajmniej nie glowacizne mam na mysli, choc miedzy bydlem a Irlandczykiem czasem naprawde ciezko znalezc jakiekolwiek ogniwa, nie tylko brakujace...
    Albo pojade ZNOWU na zakupy do kraju i pewnie ZNOWU dobrze na tym wyjde.

    Milo pracowac z elita narodu, bo kurde, mowia ludzkim glosem, wiec chyba jakis inny gatunek autochtona.

    Placze zasadniczo tylko ze zlosci lub z bezsilnosci (dla mnie niemal synonim...). Chce mi sie wyc, jak babcie kocham.

    Komentuj (1)

    Marcowe dublińskie nabrzeże 12 marca 2013, 21:08

    Z cyklu: foto

    Komentuj (1)

    Nic dodac! 13 marca 2013, 15:54

    Z cyklu: Bez kategorii

    Onet zamiescil reakcje internautow na propozycje wprowadzenia euro

    Ja tez jestem jak najbardziej za postepem (tamze):

    Komentuj (1)

    Króliczek na obiad? 18 marca 2013, 19:38

    Z cyklu: koticzkowa kuchnia

    Komentuj (1)

    Snieg 19 marca 2013, 13:04

    Z cyklu: malkontenctwo

    W Duplinie znowu zima, znowu pada snieg - lalalala!
    Taka piosenka byla :)
    Jej! Jupi! Do totalnej euforii i szalenstwa z radosci brak mi juz tylko, zeby nie topnial! :D:D:D

    Komentuj (0)

    Czerwona sukienka na drutach - rekolekcja 22 marca 2013, 12:52

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Sie podoba moja sukienka, bo ladna jest!

    Jest takie ustrojstwo, ktore sie nazywa treasury na owej stronie etsy (patrz wstawka z obrazkami w linkach).
    Etsowianie, czyli (czlonkowie? skladki zasadniczo nie ma) osoby zapisane do etsy wybieraja sobie kilka przedmiotow i kompnuja z nich liste ponikad rekomendacyjna.

    Juz w kilku byla i teraz znowu sie komus spodobala, jak milo:
    Alicja Piotrowska: Urban Look In Warm Colours
    Dziekuje! :))))


    Za oknem leje. Naprawde nie lubicie sniegu? Przynajmniej nie wsiaka od razu w cialo! ;P

    Komentuj (0)

    Sukienka stokrotka :) 24 marca 2013, 22:07

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Zrobiłam zdjecia w półmroku irlandzkiej wiosny (która trwa od 1go lutego - pogięty naród, no naprawdę).
    Ja chodzę w kożuszku, a sukienka ajets na lato - troszkę hawajska, wygląda jak upleciona z trawy i ozdobiona stokrotkami. Taka mi się wymyśliła i taka wyszła! z malutkim kapelusikiem. Koric mnie nabycie lalki dla dorosłych typu dolfie. Są to takie smukłe plastokowe tworki, które można samemu, jeśli ktoś ma talent - malować, czesać, robić peruczki, ubierać i robić zdjecia. Taki pokręcone hobby. Takie trochę jak taka ładniejsza, delikatniejsza odmiana Barbie - są i żeńskie i męskie, różne rozmiary i samemy się właściwie składa do kupy oczka, makijąż, można wymieniać członki itd. Nie ma obawy, cena odstrasza - kilkaset bucksów (U$D) za jedną i to przed makijażem i bez oczu, bez lub z jendą peruczką. Nie sądzę, by to była dla mnie fanaberia. No i mam już tyle hobb... hoobysów? hobbów ;) że nie mam kiedy spać.

    Niemniej - sukienka w galerii ( sklepem to trudno nazwać póki co. Zapowiedziałam niepatrznie jeszcze trzy dla maluchów, słowo się rzekło, koticzka u płota, więc zrobię i przerzucę się na inne pomysły, również kipiące. A potem mi może przejdzie :)

    Wgląd na sukieneczkę - z boku, zapraszam do kliknięcia, patrzenie za darmo! (copyrights są, bardzo proszę respektować).

    Komentuj (0)

    Pocalunek na mrozie 25 marca 2013, 11:23

    Z cyklu: malkontenctwo

    Taka ksiazka pana Drawicza jest. Ksiazke posiadam (lam???), ale utknieta w PL, w Panu Drawiczu sie podkochiwalam platonicznie. Bardzo mi brakuje Mistrza i Malgorzaty. Moze sie przebiegne do jakiegos sklepu i nabede trzeci egzemplarz...
    A poranek zaczal sie od pocalunkow. Znaczy, tych Polowicowych codziennych nawet nie wspomne, oczywistosc, ale kilka delikatnych, kruchych, filigranowych bialych platkow spadlo mi na twarz. W taki dzien, chociaz zowu dwuwymiarowy usmiecham sie i znow wszystko jest mozliwe ("Choc malo rozumiem i dzwony falszywe, cos mowi mi, ze jeszcze wszystko bedzie mozliwe..."). A to i tak wszystko przed tym, kiedy przypomnialam sobie, ze dzis comiesieczne swieto piosenki Klausa Mitchoffa:
    "Jezu jak sie ciesze
    z tych krociutkich wskrzeszen...


    Poza tym bedzie sporo do gotowania i zdobienia. I mycie okien odpada, bo nie bede skrobac szyb odmrozonymi lapami. No dobrze, tu jest okolo 4C w ciagu dnia. Ale i tak moge sie nie zmiescic w przerwach miedzy lodowatymi showerami czyli przelotnymi ulewami.
    "Wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiaca nissan pod kryta kolumnade laczaca oba skrzydla palacu Poncjusza Wielkiego w bialym plaszczu z podbiciem koloru krwawnika wszedl zamaszystym krokiem kawalerzysty piaty prokurator Judei Poncjusz Pilat...."

    -------------------------
    Aktualizacja - ksiega zarezerwowana w polskie ksiegarni na Moore St., w porze lunchu pedze co sil! Straty nie ma, bo tego tlumaczenia nie posiadam!

    Komentuj (0)

    Mrrrrrrrrrrrrrr 25 marca 2013, 16:34

    Z cyklu: malkontenctwo

    Taka jest:

    Pachnie. Szelesci. Moja jest, gladka z zewnatrz, lekko szorstka w srodku, delikatnie wytlaczane litery na okladce...

    Nie moge czytac recenzji na stronach internetowych. Sa tak plytkie i tak powierzchowne. Na pewno nie wszystkie, ale ja juz swoja napisalam bardzo dawno temu. Za krotka i zbyt powierzchowna, i tak.
    Ale jak mozna nie widziec oczywistych powiazan i nawiazan, zwiazkow, metafor, calgo bogactwa symboliki i emocji... No jak. Nawet bez emocjonalnego stosunku do ksiazki - NO JAKZE?

    Komentuj (0)

    Anomalia 26 marca 2013, 11:04

    Z cyklu: Irlandia

    Wyciagnelismy dekoracje swiateczne, ale ciagle nie wiadomo gdzie jest jedna torba z bombkami.
    W piatek pewnie pojdziemy szukac choinki.
    Ze sypie w PL to sie zdarza, choc jest to rzadkosc z takim mrozem.

    Ale snieg w Duplinie w koncy marca to powazna anomalia.
    Czy powinno mi byc wstyd, ze tak sie z tego ciesze? :D:D:D:D

    Komentuj (0)

    Euforia 27 marca 2013, 10:36

    Z cyklu: malkontenctwo

    Obudziłam się, żeby ujrzeć za oknem Boże Narodzenie. Natura rekompensuje mi tą anomalią (!!!) anomalię (?) Bożonarodzeniową. Nieco zmieniłam dojazd, wybrałam spacerek zamiast drugiego busu. Wprawdzie zajęło mi to więcej czasu, zwłaszcza że zasuwałam dodatkowo do dalszego sklepu po poranną drożdżówkę, by uczcić krajobraz, ale naładowałam sie bardzo, ekstremalnie pozytywną energią i czuję się nią naćpana. Byłoby mądzrze obrócić ją w energię konstruktywną, ale mam to w ehm, w nosie. Po prostu będę się upajać :)
    Miałam też silną ochotę wziąć pół dnia wolnego, żeby anuczyć Połowica, jak się lepi bałwana, bo do tej pory nie było okazji. Jak już był odpowiedni, lepki śnieg, to nie było czasu albo gdzie.
    Tak, Połowic nie umie lepić bałwana - bo skąd miałby umieć? ;)
    Smuci mnie tylko, że po popołudniowych zapowiadanych deszczach wieczorem wrócę do zielonego trawnika :( Szkoda. Ale kto wie, co jeszcze dzień przyniesie! :)))

    Komentuj (0)

    Zupa pomidorowa 27 marca 2013, 10:46

    Z cyklu: koticzkowa kuchnia

    Na oliwie przesmażam posiekany czosnek z rozmarynem i inymi ziołami. Dodaję suszoną cebulkę. Dodawałabym świeżą, ale nie warte to trzech dni wodociągu z nosa (alergia). Ale ten rozmaryn z czosnkiem na oliwie, koniecznie - to aromat nieziemski.
    Do tego tradycyjnie - obrane ze skórki posiekane pomidory świeże (6 dużych i zupy na cztery osoby+), na mały ogień, pod przykryciem aż będzie papka. Ostatnio zaczęłam dodawać do tego od razu włoszczyznę, ale chyba smaczniejsza zupa, jak się gotuje osobno. Bez sensu to robię, ale nic to.
    Używam blendera albo przecieram prze sitko. Blender jest właściwie do dupy - zawsze zostają pestki i kawałki pomidora, ale można zmiksować marchewkę, która ciekawie odmienia smak zupy.
    I tutaj barbarzyńsko dodaję: soli, rosołek, magi, więcej ziół (tymianek, marianek, bazylia, koperek mi się znudził) i pieprz ziołowy, odrobinę. A na koniec walę do tego łyżkę przecieru pudliszki i dwie, trzy łyżki śmietany. A co.
    A można bez. Ale Z jest bardziej esencjonalna.

    Tak mnie naszło ostatnio po lekturze (przypadkowej, bo nie gustuję w blogach kulinarnych, choć się nimi czasem posiłkuję) kilku opinii nt. pewnych dodatków. Np. keczup cebulowy. Nie lubię keczupu. Faktycznie, taki przepis napawa pewną nieufnością. Bo przecież to już blisko przepisu: kupić zupę w proszku, zalać wrzątkiem, podawać z łyżezką i kupioną kanapką. Ale też z drugiej strony takie rekomendacje mogą być ciekawe pod warunkiem, że nie stanowią głównego gwoździa przepisu.
    Gwoździa do kulinarnej trumny. I na tym poprzestańmy, bo mi się kojarzy afera mięsna....

    Właśnie, można dodać wywar z mięcha, jak kto woli, cięższa będzie. Ta zupa.

    Komentuj (0)

    Euforia 2 27 marca 2013, 11:08

    Z cyklu: malkontenctwo

    Padający śnieg zawsze napawał mnie optymizmem i dawał poczucie bezpieczństwa, choćby nie wie jak irracjonalnego.
    I tym razem śnieg przyniósł tak bardzo dobre wiadomości, że aż mi się w głowie kręci.

    "Choć mało rozumiem
    i dzwony fałszywe
    coś mówi mi, że
    jeszcze wszytsko będzie możliwe..."

    Z tą różnicą, że mnie tam na wiośnie zależy tylko dla dobra natury, poza tym mogłaby dla mnie nie istnieć.

    A z talerza patrzy na mnie polskiego rodzaju pączek i kołaczyk z serem waniliowym.

    Niech ten moment trwa... Tylko szkoda, że Połowica nie ma obok z kotem i że reszta tak daleko, daleko.

    A za oknem słońce i śnieg :))))

    Komentuj (1)

    Fotografie rodzinne z geekiem w tle 27 marca 2013, 18:20

    Z cyklu: Irlandia

    Z rodziną jednak najlepiej na zdjeciu.
    Sama nie wiem, czy to znowu chłopaki doknują nadinterpretacji, czy siostra Połowica ma wcześniejsze klimakterium i napady zawiści i jadu; faktem jest, że od paru dni cieszę się wieloma rzeczami, a deprecha zwijała manatki i wsiadała do samolotu.
    Z drugiej strony wiem z doświadczenia, jak emocje są zdradliwe i jak słono czasem płacę za spuszczanie ich ze smyczy i wyłażenie z hibernacyjnej skorupy chroniącej moje rozchwiane ego przed takimi przypadkami specjalnej troski.

    Dziś niemniej miałam znowu przypadki kłucia w bok mojego outsiderstwa i emigracyjności. Tak, dodzy przytykacze irlandzcy, jestem z innego kraju, który zupełnie błędnie uchodzi za bogatszy i gorszy. Jest to najpiękniejszy kraj na świecie łącznie z obsikanymi i obłupanymi z tynku zaułkami, które i wy mace, tylko nie uznajecie tego faktu. Więcej tam też żygów.

    Na ogół mi to wisi, ale siostra Połowica ma do mnie jakieś ale w ostatnich tygodniach. Znów, na ogół mnie to mało wzrusza, ale jej odzywka, że święcić idziemy na Wielkanoc wszystko, co jest w lodówce zirytowała mnie mocno. Pewie dlatego, ze nie mogłam jej uświadomić, że wprawdzie my skromnie z małym koszyczkiem, ale faktycznie, noszono, zwłaszcza na wsi, do kościoła na święcenie całe śniadania. A czasem to ksiądz przychodził je poświęcić podobno, pewnie zależy która góra i który Mahomet.

    Żeby ją totalnie zażyć zamierzam dokształcić się również z tradycji irlandzkich oraz Hiszpańskich, skoro tam ich rodzina siedzi, ze szczególnym naciskiem na korzenie katolickie, chrześcijańskie i pogańskie tych tradycji. Dla mnie ciekawostka, przerwa i zabawa, dla niej prztyczek w niedoedukowany nos. Zakończę niewinnie stwierdzeniem, że zamiast siedzieć w domu i oglądać mydło i powidło (...hm, czy można to prztłumaczyć na operę mydlaną, w której szwagierka robi specjalizację swojej profesury?) i stresować się jałowością, albo tłuc po irlandzkich wyludnionych wiochach, w których nic się nie dzieje, idę się uduchowić i w ten spoób raz w roku mam silne przeżycie zamiast rutyny niedzielnej mszy.
    Z geekiem się nie zadziera ;P

    Doprawdy, ludzie przepełnieni zawiścią i goryczą są tak irytujący.

    Komentuj (1)

    A w Irlandii wcale nie pada deszcz.... 28 marca 2013, 02:15

    Z cyklu: Irlandia

    W wiosce pod Dublinem, Republika Irlandii; 28 marzec 2013 (po północku):



    Wprawdzie zszedł na niego śnieg z całego frontowego ogródka (tylny jest mneijszy i nie ma swobodnego dostępu)...

    Komentuj (0)

    Chusta Maureen 21 kwietnia 2013, 22:16

    Z cyklu: Bez kategorii

    Skończyłam! Przekazałam! Chyba się podoba :) Czego zdjęcia nie pokażą to wyszywana czerwoną nitką dedykacja "Od Połowica i koticzki dla Maureen". Oczywiście po anhielsku oraz zmieniono imiona darczyńców. Chustę wykonano na urodziny, ale koticzka spietruszyła sorawę i skończyła dopiero jakieś dwa czy trzy tygodnie PO. ;P Zdjecia z letka od czapy, bo bieżelim na obiad do centrum, do "Wujka" na Moore St. (Shoping Mall, pycha!), a potem na drugą stronę hrapstwa, a właściwie poza jego granice do Cioci Maureen. Z tego wszystkiego nie zdążyłam złapać resztki światła dziennego, żeby załadować na etsy moją nową maskotkę - komplecik biżuterii na szydełku z ciemnym metalem, który jak nic będzie barwił skórę! No cóż, lepiej pokombinuję, co z tym zrobić, znim ktokolwiek się na poważnie zainteresuje, bo mnie jeszcze przeklną i wyklną. Z drugiej strony, obawy wielkiej nie czuję, bo zainteresowanie zakupem moich dłubadełek jest mierne. Niby się podobają, ale jakoś tak nie wystarczająco, jak widać. Gdzieś robię błąd w całym procesie - ale nic to, kiedyś do tego dojdę. Troszkę jak Sherlock Holmes tylko w zwolnionych obrotach ;P;P;P

    A oto chusta Maureen własnego pomysłu i wykonania, bezcenna i niepowtarzalna (nie znoszę powtórek, nie nadaję się nawet do produkcji seryjnej, co dopiero masowej). Przy okazji pragnę zauważyć, ze faktycznie włos mi się świeci niczym napomadowany, co mnei zdumiewa, bo w lustrze tak atrakcyjnie nigdy nie wygląda :) Z tych paru fajnych rzeczy, którymi mnie Natura obdarzyła, to niezła czupryna, z której mi została chyba połowa. Wszystko przez Irlandię! :D Chusta:





    CHUSTA - kliknij po więcej zdjęć (w sumie 5)

    Komentuj (2)

    Spacer 22 kwietnia 2013, 15:20

    Z cyklu: Bez kategorii

    Hura, mialam (mam) aparat przy sobie :) Bedzie pejzaz przemyslowy.

    Komentuj (0)

    Mordoksiążka 22 kwietnia 2013, 22:57

    Z cyklu: Bez kategorii

    Czy mogłybyśmy się dodać do znajomych?
    Nie mogłybyśmy. Bowiem mordoksiążka zamknęła mi konto. Zastanawiam się nad sensem ciągnięcia tam czegokolwiek, bo ciśnienie mi się tak podnosi, że mam kłopoty z zasypianiem, jeśli podejdę blżej fb-a oraz kręci mi się w głowie. Ale obiecuję dać znać, jeśli się zdecyduję / uda mi się odblokować. I wtedy będzie mi baaaardzo miło.
    A język, jakiego uważam przy kontakcie z tym stforem - ja tego języka nawet nie znam. Gdybym była mocno religijna, zażądałabym obłożenia klątwą jako narzędzia opętania abo co.
    Zen. Faza zen. Ommmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. Jestem oazą spokoju, kwiatem lotosu na p%$#*&ym jeziorze szczęścia.
    To jaspróbuję wrzucić zdjęcia - przy czym mój stary komp staje się z dnia na dzień kolejnym narzędziem opętania i wkrótce będę go musiała obłożyć klątwą oraz wymienić na nowy. Trochę szkoda, sentymentalna jestem.
    I jeszcze raz dziękuje za komplement

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl