O koticzce RSS

    Rachunki 01 lutego 2013, 17:11

    Z cyklu: Bez kategorii

    Oczywiscie, na odpowiedniku moichrachunkow.pl czy jak to sie tam zwie, sa wszystkie mozliwe urzedy.
    Oprocz naszego.
    Wiec dalej bede zapylac na poczte.

    Irlandii gratulujemy informatyzacji, kurde, RUWNIERZ.

    Komentuj (1)

    Dawno, dawno temu... 04 lutego 2013, 22:42

    Z cyklu: J.K.Rowling



    Zasdniczo kategoria z lekka przekłamana, bo powinno być raczej FF.
    I zasadniczo humor powrócił na czas weekendu przedłużonego, ale zniknął w połowie poniedziałku. Niezbyt pozytywnie. Wręcz niedobrze.



    Ilość notek zasadniczo można zmienić dwoma klikami.... Ale... (ziew) chodziło mi o to, że po co? Nudno tu (ZIEEEEEW). Na szczęście.

    Komentuj (0)

    Morderczy snieg 05 lutego 2013, 12:26

    Z cyklu: Irlandia

    An orange alert mean gusts of up to 130kmh and "significant falls of snow" likely to cause accumulations of three centimetres or more, with slippery paths and icy roads

    W skrocie: sluzby meteorologiczne ostrzgaja w Eire, ze bedzie silny wiatr (do 130 km/godzine - fakt, wieje tu jak porzadny halny czasami) oraz znaczace opady sniegu, w kumulacji 3 cm lub wiecej Ze sliskimi sciezkami i oblodzonymi drogami.

    No kurde, chyba se igloo wybudujemy w ogrodku. Potem sie okopie, zapale ogien i utworze wokol niego krag.

    Komentuj (0)

    Tlusty czwartek 06 lutego 2013, 10:56

    Z cyklu: malkontenctwo

    Ustawilam przypominacz w telefonie na wszelki wypadek. Jutro musze sie opchac! Podobno, kto nie zje paczka, temu sie nie bedzie powodzilo - to jest dobra wymowka, co? ;P

    Tym razem paczki sklepowe beda, ale mam nadziej, ze polskie (jest piekarnia, ktora dostarcza do sklepu obok, tylko czy mi nie wykupia?!), jako ze moja piekarenka oraz cukierenka zamknely sie - jak dotad bezpowrotnie :(((( Smutno.

    Ale nic to, teraz juz nie bedzie tak zle jak w pierwsza Wielkanoc, kiedy bylo tak skromnie, ze na co dzien w PL jest ciekawiej - bo ja wybredna jestem co do zarcia i to narasta.

    Tymczasem powoli mija ostry atak kichajacej alergii, ktory uderzyl wczoraj wieczorem. Zostaje jeszcze zatokowy bol lba oraz przytlumione od kichania i wycierania kinola uszy.

    Komentuj (0)

    JASIEK!!!! 07 lutego 2013, 10:24

    Z cyklu: Irlandia

    GDZIE SA MOJE PACZKI?!?!?!?!

    Bo te wypieki to sa z Jack's Bakery podobno. Wiec:

    JAAAASIEEEEEEK!!!

    Moze zaspal, bo cala noc paczki marmelada nadziewal? Jakby to bylo pieknie, jakbym znowu mogla te z roza dostac... Ech. Nie ma juz polskiej cukierenki na Capel Street. Buuu. ;(

    Komentuj (0)

    Nie kupuje wiecej Twojego Stylu - za styl.pl 07 lutego 2013, 16:48

    Z cyklu: malkontenctwo

    Obawiam sie bowiem, ze bedzie tam wiecej artykulow autorstwa tego nastoletniego cymbala, ktory skomentowal obrazek "...sukces mozna odniesc i przed piecdziesiatka."
    Jezus, Maria, Jozef swiety oraz wszyscy bogowie Ankh Morpork. Wszyscy placza ze smiechu i politowania.
    Oni do trzydziestki nie dociagna, bo zadyszka ich wykonczy w tym wyscigu szczurow.
    Zenujacy robi sie poziom polskich mediow i pracy.
    Chyba czas zaczac pisac i - moze wrocic do tepienia tepoty.... Nah, nie chce mi sie.
    Zrobie sobie latte migdalowe, usiade spokojnie i popatrze, jak robia zabojczy sukces.

    A z tym miesem konskim to afera, ze rany Merlina. Gdyby znalezli mieso zepsute albo skazone, nie byloby takiego zamieszania, jak w swietle faktu, ze moga NIE JESC odpadow wieprzowych czy wymion ubitych krow mielonych razem z kopytami, skora i stawami.
    Za to czarny pudding (cos na wzor naszej kaszanki) albo bialy pudding to sa niby cacy. O jagniecinie nie wspomne - JAK MOZNA!!!!!! :((((( (pomijam walory smakowo-zapachowe, kwestia smaku).

    ---------------------------

    A skoro o jedzeniu mowa. Moze sobie zrobie na obiad leniwe, bo chlopaki wczesniej jedza, a ja paroweczki chcialam sobie oszczedzic na weekend...
    Paczki zaliczone, 4 w zapasie, chlopaki tez kupily. Bedzie niedobrze - z przezarcia! ;P

    I wloczka doszla, mietolic chce i dziac!

    --------------------------
    Z drugiej strony my wtraznalamy zepsuta kapuste i ogorki.

    Komentuj (0)

    Sciepka globalna na... 08 lutego 2013, 17:13

    Z cyklu: malkontenctwo

    Komentuj (0)

    Irlandzka sluzba (?) zdrowia (????) 13 lutego 2013, 13:01

    Z cyklu: Irlandia

    Polowic ma rozne dolegliwosci bardziej lub mniej powiazane ze soba, w tym niedoczynnosc tarczycy.
    W zwiazku z nia, uczeszczal co kilka miesiecy na badania krwi (co pol roku mniej wiecej).
    To jest pierwsze, ulubione i najwazniejsze badanie dla irlandzkich konowalow.

    W zwiazku z wielka akcja w Polsce na temat zapalenia watoby typu C, ktora na mnie wyskakuje z kazdego kata od dluzszego czasu, oraz pewnym stopniem wiekszonej ostroznosci w zwiazku z takimiz klopotami z watroba u paru znajomych, zerknelam na objawy, odhaczylam Polowicowe WSZYSTKIE CO DO JEDNEGO i pomyslalam, ze moze by i jego przebadac, bo w grupie tez jest, bo i w szpitalu byl pare razy naruszany, krew co chwile itd.

    W Eire na hepatitis C mozna zrobic dyskretnie test w tych samych miejscach, co rownie dyskretnie test na HIV.

    Natomiast przychodnia Polowica, gdzie jest zapisany, odmowila jakiegokolwiek testu, bowiem najpierw trzeba sie umowic z konowalem i zaplacic frycowe jemu.
    Ale Polowicowy konowal nie chce posylac na dodatkowe badania. A nalegania Polowica, ze sie nie czuje najlepiej ignoruje, bo wyniki krwi zasadniczo w normie, tylko jak u alkoholika.
    I czy on aby na pewno nie pije. I zeby ograniczyl.
    Bo przeciez wiadomo, ze Ajrisz to pije. Inaczej chyba umiera albo cos. Albo moze juz nie Ajrisz.
    Ostatnim razem Polowic pil alkohol w PL podczas zimowych wakacji - w bezalkoholowym Lechu i polowce lampki szampana, ktora ostatecznie obciagnelam ja.

    I jak tu zyczyc takiemu zdrowia.

    Coz, jest jeszcze polska klinika EMC na Parnellu. Moze mi sie uda Polowica tam zaciagnac, bo jak dotad Polowicowe objawy typu bole w niepokojacych miejscach, problemy calego systemu trawiennego, chroniczne zmeczenie i takie tam inne (sobie obejrzyjcie liste objawow hepatitis C) nie sa ani zdiagnozowane ani zalagodzone.

    Bo jakiekolwiek niedomagania sa najwyrazniej w tym ZADUPIU sprawa bardziej wstydliwa niz stan wiedzy ludzi z dyplomami tutejszych... budynkow, bo przeciez tego nawet instytucja nie mozna nazwac, a co dopiero jednostka oswiaty! O innych nie wspomne....

    Chryste. Znaczy. CIERPLIWOSCI.

    Komentuj (0)

    Holandia*) 14 lutego 2013, 12:52

    Z cyklu: malkontenctwo

    Holender, są takie chwile w życiu żółwia, że się wszystko kojarzy i kojarzy się źle.
    A tematyka mojego obecnego kawałka w pracy zdecydowanie nie pomaga.
    Zresztą cały czas się ta tematyka przewija, tylko czasem w troszkę mneijszym stopniu, a czasem - jak teraz - prkatycznie w centrum tematu.
    No i zły humor narasta i dupa. Wielka i staropolska.
    Słońce oddali, pewnie ktoś zapłacił wreszcie okup. Strach się bać, jak przestępczość rośnie w czasach kryzysu. Kiedyś jednakowoż się ograniczano do księżyca, ale jakt to dla emigranta, któremu się emigracja przejadła - w Uojczyźnie wszystko lepsze.
    Choć niewykluczone, że to znowu nasi, przeoczywszy fakt, że przeciętnemu Ajriszowi przeszkadza tylko zamknięty sklep alkoholowy (czyli Wielki Piątek a.k.a. Irlandzki Dzień Depresji Narodowej).

    *) por. metry nad poziomem morza

    Komentuj (0)

    Takie sobie zachody słońca 18 lutego 2013, 01:13

    Z cyklu: foto

    Komentuj (1)

    Handele 18 lutego 2013, 01:18

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Poza tym sklepik się otworzył. WRESZCIE. Od zeszłego roku koło tego łaziłam, obwąchując. Strona wiarygodna, wisi od lat i działa, widuję też blogowiczów, którzy tam handlują, wreszcie są i Przyjaciele i Znajomi Koticzki :) których obecność mnie w końcu natchnęła do działania.
    Zobaczymy na razie, czy mnie nie obrabują jacyś postronni, cholera wie, co mi w PC siedzi.
    Poza tym na początek opłaty mi muszą ściągnąć, w końcu to nie działalność charytatywna

    Ale ponieważ jest po północy, jutro do regularnej roboty, więc chwilowo przerwa BEZ reklamy. Nadrobię.

    -------------------------

    Aktualizacja: Oczywiście, główny powód, dla którego odkładałam założenie sklepiku to zabawa z zakładaniem systemów płatności i dane do przelewów. HORROR.
    Dlaej nie wiem, co zrobiłam, czy komuś coś mam zapłacić, czy nie, komu zapłaciłam, a kto mi przelał. To jest dopiero etap rejestracji, żadnemu klientowi nie pozwolę ucierpieć! Niech sobie sami cierpią na własny rachunek, sami się rejestrując w tych systemach. Doodoos.
    Ugh.

    Komentuj (0)

    Fotografia 18 lutego 2013, 21:58

    Z cyklu: foto

    Fotografia to budynek Ulster Banku z grupy Royal Bank of Scotland w Dublinie, Leinster, w Republice Irlandzkiej :)

    Komentuj (0)

    Wprawka - ale po angielsku 22 lutego 2013, 12:10

    Z cyklu: koticzka pisze

    Otóż. Spróbowałam trochę z wlasnego, a troszeczkę z irlandzkiego punktu widzenia poruszyć problem śmieci w kontekście nastolatków. Bo mnie wkurzają, bo kurzą na schodach i ŚMIECĄ. To kurzenie mniej mnie porusza, chociaż uważam to za idiotyzm. Paliłam krótko - na studiach, rzuciłam, bo mi wolność bliższa niż uzależnienia. Czasem zapalę przy piwie - w pubie lub towarzysko na ganku u H. :) Dwa, trzy papierosy na rok? Moze nawet 5, jak doliczyć Xmas party, gdzie się ratuję przed tym tłumem, z którym na siłę decyduję się socjalizować (od lat bezskutecznie, no nie mamy wspólnego języka i już). Wow.

    Za to dostaję piany na ustach, jak widzę Ajriszów rzucających śmieci na ziemię. Wtedy wychodzi z ukrycia ZŁA KOTICZKA. Taka, dla której robi się wielkie tablice ostrzegwacze na ogrodzeniu.
    Niech sobie świnią u siebie.
    Nie utożsamiam tego kawałka z moim miejscem, ale chcąc-nie chąc to jest mój DOM. Choćby i tymczasowy (kto wie, co przyszłość przyniesie, plany były tak straszliwie inne, a wyszło jak jest).
    Przypomina mi się ten kawał o żabie na bagnach. Siedziała on na liściu, a tu facet szedł, plump - wpadł w bagno i tonie. Błoto mu już zalewa usta, miota się, a żaba się gapi, bo co ma robić.
    - Co się gapisz? - wybulgotał facet, plując błotem.
    Żaba nic.
    - Spierdalaj!
    Żaba nic, nawet się nie obruszyła na wulgaryzm.
    Facet utonął, błoto go zakryło, uspokoiło się.
    A żaba patrzy na to, kontempluje i tak do siebie mówi, wzruszając ramionami (mimo zrośniętych kości, jak to u płazów)
    - Co się gapisz? Spierdalaj? Przecież ja tu mieszkam.


    ----------------------------------------------

    Morning Mess

    Lucan Village.
    A nice, green, family friendly living space. A bit boring sometimes but it’s all right, overall, and the buses are there.
    You head towards your bus stop and head towards St. Mary’s. You spot them from the distance, a bunch of giggly girls, not that noisy as for what teenagers can be. Probably nicely made hair, probably a bit of make up, hard to be a teenager these days – their colleagues are so demanding and merciless. You approach them and – yes, you could expect it – they are smoking. Obviously. It was not so long ago so you remember it yourself.
    Bad habit. BAAAAD, bad habit. OK, you did quit only last year and for the bet but admit it, the chewing gum is so much cheaper and Friday pizza tastes so much better now. Not to mention you got new, deeper breath. And a fresher one, as Someone noticed recently and this was somehow so much rewarding!
    Health aside (be fair, it was not for health when you quit, at least initially) – who sells them cigarettes? Do they sneak it from smoking parents? First thing to do to compensate child benefit cuts in the family budget (and perhaps cuts in the smoking teenagers’ pocket monies).
    OK, a teenager’s life is not easy but there was mummy – she would tell you what to do, not to worry, or at least she would tell you off and you knew what was good, what was bad and where you were standing. And then again she would clean your room. Even if it was at the cost of another row, she’d pick up all rubbish, fold the clothes and put the stinky socks to the laundry, this is what mothers do, isn’t it? Even this quarrel with your dad the other day as if he was doing all the cleaning. OK, he did some, good man, very democratic, on can say – or what’s the word, never mind. Yeah, it was good days when you did not need to hope for Caoimhe’s mercy to help you after last Saturday’s party, gee, this was a skip! Cans, wrappings and cigarettes everywhere. And even in the garden. You COULD sweep it under the bush or just leave but… well, it IS your home. You fancy a bit of mess here and there but it is your mess. Your personal stamp on the space you live in. And not too much, you have enough dignity not to live in the skip. Or do you. Yes, you do. And your new friend, Bob-Next-Door who popped up then, you did not know he is so much of the laugh, will chat to you about Arsenal again. Or his tidy garden.
    Not like here, on these steps. How can they even stand there, empty cigarette boxes and stubs everywhere and the stench! Ex-smokers have more sensitive smell. You hold back the urge to tidy up the place and collect the rubbish to the empty bin just next to them. Finally you are not at home, just left…
    Wait.
    It is your home. This IS your home, you leave here, you have your post delivered, you have just had a party last week and you pay for it! Or you will be but you do not want to think about the politics the very first thing in the morning. You’d rather stay at home anyway, wandering around in sloppy slacks and socks. Stay at home as long as you can, far from all big, important issues, global crisis, politicians, protests and traffic jams, oh, the traffic jams!
    So. Someone’s else’s kid arrived to your home and makes it filthy. And you did not even invite them for a party, which might be an excuse to drop all the junk and leave carelessly behind, as written in the usual party scheme!
    And who’s gonna clean it now? Your council??? Are you kidding me?! They cut even salaries how can they send you a man with equipment! Perhaps the neighbours will gather again and you can come back from work excused you did not participate? Your mummy would not do the job, either, but there would be a fight, oh men – amen! Should you do that? OMG, your turning into your own parents!
    Should you tell them off?
    What will you say – smoking is bad for you and collect your rubbish?
    Go to the school principal and put an official complaint? (but they are not ON the school-ground)
    Call Garda? Where is the closest one by the way – did they close the one down the street?
    Should you get their names and contact the parents?
    Should you ignore and live in the skip?
    Mummy! Daddy! Help! This bad kids are messing my home!

    Komentuj (0)

    Przegląd Jameson Dublin International Film Festival na szybko (spoilery będą) 25 lutego 2013, 18:51

    Z cyklu: film

    Skoro Oskary rozdali, to ja rozdam koticzkowe opinie.
    Wybraliśmy 3. Miało być więcej, ale a to godzina nie pasowała, a to wyprzedane zanim ogłosili.
    Zatem padło na:
    - Atlas Chmur - przereklamowany. Fajna bajka, ale trochę brak spójności (znamię - ale o co chodzi???). Na dobrą sprawę to trochę nijaki. Coś pomiędzy Davidem Lynchem obyczajowym a Piątym Elementem, ale tak ani w tę ani wewtę za bardzo nie. To tak jak BB leży m. Katowicami a Krakowem. Treść - ale właściwie o co chodzi???? A ten pasjans z kawałków opowieści to w jakim celu? A muzyczny motyw czemu, dlaczego w ogóle ten kompozytor? Na fali małżeństw homoseksualnych jadą czy co???? Historie nie do końca powiązane, ta jakby ktoś pozbierał do kupy i związał sznurkiem do snopowiązałki, bo osobno na film za krótkie i za słabe, a razem niczym te strzały w Królu Lirze. Hm. Chyba ktoś przeoczył, że łuk to już tylko sport albo rekwizyt. Pani Zapowiadaczka, która się zachłystywała i porównywała do kina lat 50-tych, chyba też przeoczyła w kinematografii wszystko, co się zdarzyło pomiędzy, łącznie z Wielkim Kanionem, Miastem Zaginionych Dzieci, 12-ma małpami i ww. Piątym elementem. Tak jakby sumę owych filmów w "Atlasie..." sprowadzono do wersji dla tych, co nie mają czasu myśleć. Trochę rozdrażniona ta ocena, ale to dlatego, że tyle ludzie nad tym piali peanów, jakby było nad czym. Oglądało się dość miło, choć początkowo trudno się było połapać. Dobrze, że Pan Zaproszony Aktor uprzedził - nie myśleć za dużo, wszystko na końcu się okaże. Jeśli postawić kropkę po słowie "dużo", to już wszystko gra i ogląda się naprawdę miło. Choć BAAAARDZO długo. Połowic zachwycony.
    - Shell. Mrrr. Taki Bagdad Cafe (film, bynajmniej nie dziadowski, przygłupawy serial) po szkocku i na bardzo poważnie. Niesamowity klimat, zapierające dech w piersi widoki. Napięcie trzyma. Stacjonarny film drogi. Połowic tak niezupełnie zadowolony.
    - Pokłosie. Na Pasikowskim się nie zawiodłam. Dziwnie mnie uderzył, taki troszkę niepozorny, a nie mogłam się po nim pozbierać i łzy mi co chwilę ciekły niekontrolowanie. Fakt, że ta polska wieś trochę ponaciągana na potrzeby fabuły. Z jednej strony piec węglowy, z drugiej masa pieniędzy na wykup żydowskich nagrobków (się nie znam, nie wiem, jak się nazywają, a że się nazywają, to pewne), takie tam drobiazgi - może nawet nie drobiazgi, ale niech będzie. Mogło być staranniej, co nie wpłynęłoby za bardzo na treść. Połowic wyraził uznanie. Końcówkę nie do końca załapał.

    Ponadto - ze złotych myśli o poranku:
    - Jaki efekt daje zakup kremu za PLN 100 / € 25?
    - Efekt placebo.

    Komentuj (1)

    Sklepik internetowy 26 lutego 2013, 11:24

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Na razie dzieciaczkowe sweterki - w miare szybkie i mile w robieniu.
    Plan jest, ze bedzie wiecej. Sie zobaczy, czy ktos na te strone zajrzy!
    Powinnam dedykowac Herinii, dzieki ktorej plany snute od roku wreszcie przybraly jakichs realnych ksztaltow... Takich oto:

    koticzka's Cottage na etsy.com

    Komentuj (0)

    stratunku, sloniocy 27 lutego 2013, 18:51

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Przewaga checi, pomyslow i inwencji nad mozliwosciami.
    Moj sklepik mnie uzaleznil. Chce wziac urlop, zeby go zapelnic. Potrzebowalabym tez kilku kolejnych motkow, ale poprzysieglam sobie na wszystkich bogow Ankh-Morpork, ze wiecej nie inwestuje, dopoki sklepik nie udowodni, ze moze warto. Psiakosc.
    Sloniocy, pomunku.dziac, dziac, dziac mi sie chce i nie tylko.
    Wymyslam srednio 5 naprawde swietnych produktow na pol dnia, rano wizja przebojowego swetra, ktory jednak powinine byc sukienko-tunika. Teraz - seria podstawek pod szklanki/kubki, jakze popularnych na Wyspach.
    Stan napiecia tworczego jest jednak bardzo przyjemny w odroznieniu od napiecia spowodowanego proznia. Moze uda mi sie namowic Polowica do pomocy przy tych nie-dzianych rzeczach, ale jak go znam, to zazada zwiekszenia udzialow i podwyzki.
    Na razie dba o stan polek w sklepie.
    A oto sklep (dla przypomnienia) (tak, sklep INTERNETOWY - a propos powyzszego)
    koticzka's Cottage

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl