O koticzce RSS

    Taka piekna katastrofa 13 stycznia 2015, 10:53

    Z cyklu: Irlandia

    Otoz jest to najzimniejszy bodaj dzien tygodnia, zolty alarm pogodowy w Eire, a rano w naszej sypialni 15C.
    Poniewaz zacial sie wiatraczek I ogrzewanie zmarlo.
    Bo wiatraczek chodzil zaraz po wymianie bodaj w zeszlym roku, ale potem przyszedl pan sprawdzic, poprawil I wiatraczek zaczal warczec. A przedwczora z wieczora zezloscil sie, zaczal warczec glosniej. Poniewaz dzien wczorajszy obracal sie wokol paczki czipsow, ktore podzarl Polowicowi Szwagier (z racji czego dostala kilka telefonow I smsow, wszak sprawa kluczowa) I Polowic w sprawie grzania nie zadzwonil zglosic.
    Daj Merlini I Panie Boziu, zeby rzeczywiscie trwalo to teraz 1 dzien roboczy, a nie piec, jak poprzednio, bo weekend po drodze to raz, zimno to dwa, a trzy - teskno mi bedzie bez Polowica I kota Pangura the Pumpkinaw spiworku w pracy. Poza tym wszystko tu mam - prysznice, czyste toalety, mikrofalowke, kuchnie oraz maszyne z napojami szkodliwymi dla zdrowia.
    I oczywiscie internet.

    I nie da sie juz zmienic jezyka na stronie, doodoos, zablokowali. trudno, bede mniej pace cwiczyc, a moze sie pary kodow wiecej naucze.

    Komentuj (0)

    Slow brak 20 maja 2014, 10:49

    Z cyklu: Irlandia

    W Polsce 26-latek sciagnal staruszke po schodach.

    W tym czasie w Irlandii 14-latek zgwalcil swoja 71-letnia ciocie.


    Nie radze sobie z newsami ostatnio, a nie moge zaprzestac, no. Co za nalog.

    Komentuj (0)

    Irlandzka służba zdrowia 04 marca 2014, 17:06

    Z cyklu: Irlandia

    Połowic polazł do konowała. Zgodnie z przewidywaniami zasugerował ponowne badania przełyku i żołądka (będzie w tv, hahaha) oraz wyraził pewne zaniepokojenie, czy to aby nie serce (ale skierowanie jest na gastroskopię) - zaznaczył przy tym, że jak Połowica będą bolały łapy, to prosto do szpitala.
    Kazła, to zrobiliśmy, pojechaliśmy prosto do szpitala, EKG, krew itd itp., standard, który już przerabialiśmy, ziew. Znam Połowica na tyle, że w zasadzie mój niepokój tez był znikomy, poza tym po tych wszystkich wizytach tak mi się widziało, że raczej to nie serce, bo przez tydzień łazi, boli go, gaz z niego ucieka jak z maltretowanego balonika itd. - no pasuje do już dawniej stwierdzonej przepukliny przełyku, ziew. Paskudztwo, bo nei szkodzi, tylko okrutnie potrafi przeszkadzać.
    Pojechaliśmy ambulansem, a co, bez sygnału (mały ruch, poza tym one tylko czasem włączają sygnał, jak jakiś buc nie przepuszcza - i tak stoją w korku i wyją przez ileś tam minut, bez efektów zresztą, bo to Irlandia przecież, demokracja i wszyscy mają równe prawo w korku stać), dotarliśmy trochę po 21:00 czasu lokalnego.

    Opuściliśmy o 6:00 czasu lokalnego. Zresztą również zgodnie z przewidywaniami. Połowic mnie wkurzał strasznie, bo się nie chciał położyć, jak inni normalni uparci ludzie, którzy zdecydowali się zostać.
    Ponad 50% osób, które zgłosiły się na pogotowie (emergency... Hm, sprawdzić definicję!), poszły sobie spokojnie cierpieć w domu. Została nas solidarna garstka niczym ten tam, jak mu było... co wszedł na działo i spojrzał na pole, tysiąc armat grzmiało.

    Miejmy nadzieję, że takie to tylko na poligonach ćwiczebnych będą. Nadal się bojam, ale nawet o tej słynnej ultimatowej 5:00 średnio byłam zainteresowwana kryzysem na Ukrainie. Fizjologia pokonała umysł i emocje. Kajam się.
    Kawy (trzecia, druga kofeinowa)
    --------------
    Zapomniałam dodać, że w ten sposób nieplanowane, choć przydatne, badania serca mamy odhaczone znowu na jakiś czas. Nie ma tego złego. Mnie też raźniej.

    Komentuj (0)

    Prima Eiris 06 lutego 2014, 13:20

    Z cyklu: Irlandia

    Bardzo czesto czytajac wiadomosci z Irlandii zastanawiam sie, czy to nie pierwszy kwietnia. Np. dramatyczna scena, w ktorej kobieta spacerujaca z pieskiem zostala niemal zmieciona przez wielka fale oceanu. Scena ma miejsce przy sztormach i powodziach w owej czesci kraju, na bulwarze wzdluz brzegu. Bo ocean byl spokojny przez 30 minut i wtedy przyszla fala.
    Powinna zaskarzyc ocean.

    Albo Ministerstwo rozwaza pozwolenie dla kierowcow na lamanie czerwonego swiatla.
    Kropke by wypadalo postawic.

    Ale trudno nie wspomniec, ze wzdlu wielu, naprawde wielu drog w obrebie stolicy nie ma chodnikow, jest za to masa rowerzystow (a uzywanie rowerow jest tu BARDZO mocno promowane - i uprawiane) oraz piesi maja nosic kamizelki odblaskowe. Na szczescie jeszcze nie wszyscy, ale zdarzylo mi sie byc swiadkiem, jak kierowca opieprzyl staruszka, ktory zatrzymywal autobus (bo autobusy duplinskie trzeba sobie zatrzymac machaniem, bo nie stanie, impotent jeden, pardon, znowu mnie nosi), ze stal w mroku na chodniku, a nie mial kamizelki. W tej kamizelce oczywiscie bedzie dokladnie widac, ze czlowiek macha reka. Poza tym wiadomo, ze na chodniku dla pieszego jest cholernie niebezpiecznie, zwlaszcza na przystanku w obrebie 5 minut marszu od centrum (pasazer akurat udawal sie jednakowoz w druga strone.

    Jest poczatek lutego. W Irlandii od 6ciu dni trwa wiosna. Podobno, bo pogoda taka sama gdzies od wrzesnia ubieglego roku...

    Komentuj (0)

    Autobus czerwony ulicami mego miasta mknie 15 listopada 2013, 16:37

    Z cyklu: Irlandia

    Ani moje miasto, ani on czerwony.
    Artykul w poczytnej, szanowanej, bodaj najlepsiejszej gazecie, jaka ma Eire (porownalabym do Rzplitej - moze), potwierdza, ze wiekszym szacunkiem cieszy sie rower niz bus. W domysle w Duplinie, bo zasadniczo do niego sprowadza sie Yrlandya.
    Po tramwaju (?!?! tylko w duplinie) oraz drozszej podmiejskiej kolejce (o dosc ograniczonej trasie). Metra nie ma.
    Tytul: czy tylko nieudacznicy jezdza autobusami?

    Na szczescie podzielam bardziej swiatowy poglad i popieram uzywanie srodkow masowego transportu i to bynajmniej nie w ZJECHANYM (nomen-omen,jakby komus UMKNELO) obuwiu sportowym kontrastujacym z elegancka gora.
    Np w takiej Kanadzie 80% populacji uzywa transportu publicznego.
    A fajny kraj.

    Komentuj (0)

    Proud NOT to be Irish! 31 października 2013, 11:42

    Z cyklu: Irlandia

    Szlag trafił największą oczyszczalnię wody w okolicach yrlandzkiej stolycy i wodę zakręca się między 20:00 a 7:00. Na całą noc na razie podobno na pięc dni, ale tak na pewno to nie wiadomo. Możliwe, że będzie i dłużej. W ciągu dnia ciurla ona sobie z akcentem na "sobie". Wodę odcina się demokratycznie wszystkim, osobom prywatnym, prawnym i fikcyjnym też.
    Wstaję ci ja przed siódmą i wlokę się pod prysznic zasadniczo co rano w tygodniu. Wracam ci ja wychodząc po 18:00 i dojeżdżam sobie do domu po 19:00. Wczoraj wybiegłam wcześniej i złapałam autobus o 40 minut wcześniejszy. kilka późniejszych nas wyprzedziło, bo zatłoczony był tak, że ludzie nie mogli się do wyjścia dopchać. Albowiem yrlandzkie busy mają zwyczajowo dwa piętra, za to jedne drzwi i płaci się kierowcy (chyba że się ma specyficzny bil;et, ale to też już niedługo, bo zmieniają na karty i trzeba będzie kierowcę prosić, żeby z niej potrącił - ile, to też się będzie negocjować, bo się jeszcze bardziej skomplikuje od grudnia.
    Zatem jak wodę odetną to albo będę się prysznicować w robocie, albo spóźniać, bo jakoś nie bardzo sobie potrafię wyobrazić pójścia do roboty nieumytą... Zwłaszcza po joggingu do ww. busa rano i wieczorem.
    Pointa: od przyszłego roku wprowadza się opłaty za wodę.

    4. Ask yourself...

    Do you really need to shower? For some of us, it’s a habit to shower daily. Maybe try an extra twenty minutes in bed instead and, if you don’t get any funny looks during the day, you’ve been successful in your latest endeavour of saving water.


    Tłumaczenie:
    4. Spytaj sam siebie...

    Czy naprawdę potrzebujesz prysznica? Niektórzy z nas mają zwyczaj brać prysznic codziennie. Może spróbuj spędzić 20 minut więcej w łóżku zamiast tego i - jeśli nie będą na ciebie patrzeć krzywo w ciągu dnia - osiągniesz sukces w rozkoszy oszczędzania wody."

    Pimyśleć, że IRLANDZKA fama niesie, że obcokrajowcy śmierdzą i zaniedbują higienę osobistą.
    NIE JESTEM Irlandką i jestem z tego dumna.
    No sorry.

    Polacy, na kolana i całować ziemię. Może być podłoga al;bo dywan, ja się tam czepiać nie będę. Zwłaszcza że mnei rozbolała głowa.

    Komentuj (0)

    Syndrom bezrobotnego pasikonika 12 września 2013, 11:24

    Z cyklu: Irlandia

    Żeby zostać psychoterapeutą w Eire, wystarczy kurs. Żadne tam studia. Ciekawe, ile trwa ten kurs. Pewnie standardowe 6 tygodni.
    I potem się idzie i słyszy od osoby, od której powinno oczekiwać się WSPARCIA: "Nie wiem, jak to wszystko przetrwałeś/łaś. To cud, że jeszcze żyjesz!" (w domyśle: żeś się, człeku, nie zachlastał).
    Po czym pani przechodzi do załagadzania symptomów bez zdefiniowania problemów.
    Nie było mnie tam, może i zdefiniowała. Ale jakoś nie widać za bardzo.
    Bo, moim zdaniem, zwalanie wszystkiego na trudne dzieciństwo to zdecydowane uproszczenie sprawy. Powodów jest zdecydowanie więcej, a główny tak naprawdę to nadmiar niezagospodarowanego czasu i konkretnego celu.
    Jednak mrówką być.
    A najgorsze, że depresja JEST zaraźliwa, tylko inkubacja trwa dłużej niż w przypadklu grypy.

    I jeszcze że niby w Polsce byłoby inaczej. Tez uważam, że należy mieć swoją Mekkę, ale Prorok, a nawet Allah wszystkich problemów nam nie rozwiąże. Chyba że zostanie się jakimś ekstremistą, niekoniecznie religijnym, broń Merlinie i wszyscy bogowie Ankh Morpork.
    Fakt, w Polsce jest ciut inaczej, ale nowinka się opatrzy po krótkim czasie. W BB jest fajnie, bo można się wypuścić to tu, to tam - warunek: znośna pogoda, a właśnie się sezon na inną pogodę zaczyna - fakt, że sezon na tęże inną pogode tutaj trwa 24/7/365/12 czyli non-stop, wszelkie inne warunki meteorologiczne to anomalie ;>
    Nie miejsce jest ważne, tylko ludzie (choć dla mnie i miejsce, ziemia, drzewa, mury i ulice.... ale to inna bajka i na inną ewentualną notkę). W Eire są głównie mury oraz zorganizowane wycieczki, bo to takie zadupie, że na zadupie tego zadupia dostać się to jest wyczyn i wyprawa; nie przymierzając, laska w dłoń, tobołek na plecy i w drogę w stronę Góry Przeznacznia... Żebyż to chociaż Shire jakoś przypominało, a to Little Whinging...

    A zresztą to i tak wszystko moja wina. Jak wszystko i jak zawsze :((

    Ja już sama nie wiem.
    Redakcjo, radź.

    Ups, to ja jestem Redakcja. Znowu.

    Komentuj (0)

    Koniec przepustki 20 sierpnia 2013, 10:41

    Z cyklu: Irlandia

    Przepustki koniec, albowiem Irlandia, podobnie jak Dania, jest więzieniem.
    Galeria w przygotowaniu, pranie też, pierwszy dzień zaliczony w pracy dość pozytywnie.
    Poza drobnym detalem. Był taki tag w blipie, "#ludziektorzy" się nazywał i wywoływał najczęściej moment zadumy nad ludzkim rodzajem w sensie ogólnym i szczegółowym. Można by temu dać podtytuł i gdzie to-to się uchowało?

    Zatem #ludziektórzy ciamkają z upodobaniem czekoladopodobne Cadburry, gdy obok leży duża bombonierka Mieszka oraz orzechy w czekoladzie z kawą Jutrzenki.
    Mętnie wspominam scenkę z opowiadania czy powieści chyba z okresu pozytywizmu, gdzie jakieś pacholę usiłowano przysposobić do jego opiekunów z jakiejś bogatej, szlacheckiej rodziny - dzieciak się darł w niebogłosy, bo go myli, potem przeszło na ziemniaka, więc koniec końców dostał i ucichł zadowolony. Chyba był Irlandczykiem. O, nie dlatego, że pochodzenie itd! Bynajmniej, ten kraj ma i swoich wielkich, lordowie tu byli, którzy Irlandczykami byli, nie tylko Brytami. Irlandczycy po prostu lubią ziemniaki; uważa się, że to przez wielki głód wywołany zarazą ziemniaczaną. Kiedyś sól była zwana czarnym złotem i stanowiła walutę.

    Jak widać, i kwestia wolności, i upodobań jest nad wyraz względna.

    Komentuj (1)

    Computer albo puter (jak mawia Polowic) 28 maja 2013, 17:41

    Z cyklu: Irlandia

    Ja tam sie juz nie znam od jakiegos czasu, ale jak tak porownuje mediamarkt.pl i pcworld.ie, to powinnam naprawde rozwazyc zakup w tym pierwszym.
    W ten mit o rzekomo tanszym sprzecie na Dalekim Zachodzie (czyli w Irlandii) naprawde nie ma co wierzyc.
    Moze dokladnie ten sam produkt bywa i tanszy, ale to juz lepiej sciagac z USA (chociaz wtedy podatek kopie, oczywiscie podatku mozna probowac uniknac, narazajac sie na rozne inne przygody ;P good luck). Natomiast generalnie oferta w krainie za dupami smokow jest nieporownywalnie ubozsza. W PL jest wiecej srednich polek i to w roznych kolorach.

    Jak juz sobie cos kupie, to sobie szczele naklejke na kompa. To nie bedzie specjalna naklejka laptopowa, tylko specjalna naklejka koticzkowa, np. Garfield z ruchomymi oczami i zeby swiecil po ciemku! :D:D:D
    Zanim sie zdecyduje, to juz mi takie w kazdym sklepie beda chcieli sprzedac nawet tutaj.

    Komentuj (0)

    Równość a sprawiedliwość (bez prawa, z jazdą po lewej, bez trzymanki) 28 maja 2013, 16:08

    Z cyklu: Irlandia

    Wkurzyła mnie sąsiadka w weekend. Kobieta wprowadziła się podobno na rok. Jest sama z trójką małych dzieci, pracuje zawodowo, w biurze (widuję ją w biurwowym „mundurku” rano). Naprawdę współczuję jej, bo kupa roboty, dzieciaki żywe, ona sama, wygląda na to, że się rozwodzi – zwierzać mi się nie zamierza, nie mój biznes. Szacunek.

    ALE.

    Nie jest to ani moja rodzina, do małżeństwa ani prokreacji kobiety nie namawiałam, w żaden sposób się nie przyczyniłam do tego (o ile mi dobrze wiadomo), żeby zamieszkałą obok – a myśmy tu byli pierwsi. Pierwsi czy nie, z wyboru czy nie – niech ktoś mi poda jeden logiczny powód, dlaczego mam się nie wysypiać z powody jej krzykliwego potomstwa? Które uprzejmie wypuściła na podwórko pod domem, tuż pod oknami naszej sypialni, bo się obudziły wcześniej niż zwykle (chyba wcześniej niż ja w tygodniu do pracy wstaję...), a dzieciaki, jak to dzieciaki – latały w kółko drąc się w niebogłosy. Po takim sobotnim powitaniu dnia w niedzielny poranek budziłam się co pół godziny, czekając na wrzaski. Nie nastąpiły. Zasnęłam zanim zdążyłam wstać o przyzwoitej godzinie ;P i zbudziłam się w niedzielne POŁUDNIE. Nie taki był plan, ale nic to bo – tak naprawdę zbudził mnei telefon Szwagra, że Szwagierka z nami usiłuje się skontaktować, bo się zbierają na piknik do Portram. Piękne miejsce, plaże, klifki, spokój (Portmarnock jest zbyt blisko, więc zwykle masa luda) (i śmieci), czysto. Zimnawo, wietrznie – ale i tak było pięknie. Kilka zdjęć, które – jak całą niezliczoną restę zamierzam wrzucić. Haha.



    A co do dzieciarni sąsiadki. Piję spokojnie kawę, kiedy parę tysięcy kilometrów stąd niewinni ludzie są torturowani i mordowani – w tym kobiety i dzieci. A jak donosi prasa międzynarodowa, banki federalne udzialały pożyczki libijskiemu bankowi, chyba narodowemu. Narasta we mnie gniew, iryatcja i wrogość.

    Z aspołecznej zaczynam się robić antyspołeczna – do tej pory wystarczało mi, jak się ludzie odpiernikowali ode mnie.

    Na szczęście przy tym wszystkim jestem po prostu zbyt leniwa, zatem zagrożenia nie stanowię. Zbyt dużego. Dzień żółwia zawsze może jeszcze nadejść, ale z pewnością świadomie nie zamierzam finansować żadnych ekstremistycznych organizacji, co najwyżej bezdomnych.

    Dziś rano zawaliłam ze wsparciem dla staruszka i czuję się winna; może stąd wkurz.

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl