O koticzce RSS

    Panienka Ewelinka i inne zwierzątka 08 stycznia 2014, 17:54

    Z cyklu: malkontenctwo

    Skończyły się. Fajnie było.
    Mniej spotkań, ale gatunkowo cięższe w pozytywnym znaczeniu - właśnie, bardziej ZNACZĄCE (nie mylić z ważniejsze, bo to byłaby poważna nadinterpretacja), wypełnione rozmowami o sprawach, które mi łażą po głowie od dłuższego czasu, a jakoś od wielu już lat nie było z kim. Takie sprawy na nocne Polaków rozmowy z pół litry - ale one wszystkie na trzeźwo, serdecznie, otwarcie. I z osobami, z którymi się po 100 lat nie widziałam. To nadaje tym wydarzeniom owo szczególne znaczenie, to dlatego są one zaskakujące, że zmieniło się tak wiele, nieomal wszystko, a nie zmieniło się nic. No dobrze, tego się nie da opisać, tego trzeba DOZNAĆ - wyjechać na sto lat, stracić kontakt, spotkać się znowu i ucieszyć. Jak u Osieckiej... cholibka, za oknem szaro to mnie się robi gnuśnie. A w PL mi się nie robiło. Bez dalszych komentarzy.
    Jak zwykle, nie ze wszystkimi się udało spotkać i znowu będą mi uszy nacierać, mam przewrotną bynajmniej nie masochistyczną nadzieję.
    Poza tym było jeszcze bardziej rodzinie niż zwykle, tak wyszło i z tym mi było bardzo, bardzo dobrze, więc naprawdę, nie mogę narzekać!

    I na powyższych pozytywach musze się bardzo mocno koncentrować, bo jeszcze dobrze nie dojechałam, a już mnie kopnęły irlandzkie absurdy. Przez ostatnie niecałe nawet 24 godziny naklęłam się więcej niż przez ostatnie trzy wakacyjne tygodnie.

    Drobiażdżki - zmiana promu przez eurolines mimo wyraźniego zaznaczenia na bilecie, że będzie Ulissess. Oczywiście, że zastrzegają sobie róże rzeczy, ale podstawy do takiej zmiany nie było, i to złości. Ale aura (oraz wszyscy bogowie Ankh-Morpork i nie tylko) nam sprzyjała - do Holyhead prom dobijał jeszcze po wzburzonym morzu, a nas do duplina wiózł już po gładkim. Za to brawo dla świetnego i bardzo uprzejmego rosyjskiego kierowcy.

    Z nieco wcześniejszych wydarzeń - Sindbad się rehabilitował, zapewne po moich ostentacyjnych narzekaniach na jakość i pilotkę panienki Ewelinkę bez wyobraźni, która bus piętrowy wypełniony ludźmi zatrzymał na 10-minutowy postój na stacji bez toalety, a busowa (wolę już pociągową....) okazała się niesprawna - bez wody, papieru i mydła. Masakra. Podobno potem naprawili, ale wolałam organizm zarazić na chorobę niż ponownie korzystać z tego ustrojstwa. Fuj. W dordze powortnej albatrosowy bus z pilotem Sebastianem miał ciekawszą trasę, a i mnie już toaleta nie nurtowała tak bardzo - ale muszę donieść, że pan Sebastian był bardzo uprzejmy, pomocny i oferował herbatkę kilkakrotnie (profilaktycznie ograniczyłam jednakowoż ilość przyswajanych płynów). Ewelince się nie chciało. Była zbyt zajęta głośnym i niewybrednym krytykowaniem kierowców i pracowników naszej ulubionej Polonii, których proponowała zwolnić. Panienki Ewelinki nie rekomendujemy nawet do czyszczenia toalet, mogłaby nie podołać, w końcu to nie ona naprawiła wodę w busowym kiblu. Siedzieć i wyglądać też nie potrafi, bo pyskuje zanadto i za grzeczna też nie jest. Takim osobom do kontaktu z klientem mówimy stanowcze nie. Proponujemy je dobijać stopniowo, ale skutecznie uprzejmymi pytaniami w stylu - "A dlaczego w ubikacji nie leci wodaaaa?". Oczywiście po skorzystaniu, kiedy trzeba będzie jadnakowoż COŚ Z TYM ZROBIĆ.
    Jak ważna jest kwestia toalety doceni KAŻDY, komy się chociaż raz chciało mocno siku, a nie było możliwości, a jak były, to dramatyczne. Nie wspominając o tym, że panom generalnie łatwiej oraz że problem narasta, kiedy to nie 3 godziny, ale około 24-ech oraz kiedy się siedzi bezpośrednio nad niedomykającą się i przepełnioną, z którą raz (albo i nie raz...) panowie z Polonii musieli się uporać - i dokonali cudów. W odróżnieniu od panienki Ewelinki.

    Chciałabym zapomnieć i darować, ale takie doświadczenia naprawdę uczą na całe życie, żeby przed podróżą do Krakowa, która planowo ma trwać 2h 20', iść się wysikać i to dokładnie i nie pić. Oraz nie stosować chusteczek mentolowych w przypadku braku papieru toaletowego.

    Pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o tym, że nadal będę się trzymać wersji, że sytuacja, kiedy autobus ma dokonać zmiany kierowcy w trasie, jakieś 5 przystanków przed końcem, a tego kierowcy nie ma, i nie ma, i nie ma, i nadal nie ma, a ja na piechotę docieram 3 przystanki dalej, a busa nie ma nadal, to nie są normalne. Albo że jest pięć linii busowych, a bus jeździ raz na pół godziny - wtedy przyjeżdżają wszystkie naraz. I za to kasuje się blisko €3 od łebka, czasem i więcej, zależnie od trasy, co stanowi bodaj najwyższą stawkę w Europie (całej, nie tylko UMOWNEJ).
    I zasadniczo z pasażerów nie zaprotestuje nikt, a moja irlandzka koleżanka przyjmuje postawę uprzejmą i tolerancyjną sięgającą wręcz po komforizm. Lubię dziewczynę, ale wybór roweru powinien być jedną z możliwości, a nie jedynym logicznym i skutecznym sposobem przemieszczania się po STOLYCY, na rany, poza tym do dyskryminacja.
    Nie wystarczy, że musże znó nauczyć latać, a oni straszą ściaganiem butów, eliminacją płynów i ostrych przedmiotów itd.?

    Komentuj (0)

    Polityka 14 stycznia 2014, 11:04

    Z cyklu: malkontenctwo

    Pawłowicz zdecydowanie klasyfikuje się do sfery tylko dla orłów - w kategorii "Gdyby głupota umiała fruwać".

    Parę tego typu osób skutecznie zniechęciło mnie ongiś do kariery naukowej - mimo tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy stanowią argument ZA. No tak już jest, że ta motywacja negatywna jakoś zwykle przeważa.

    I jeszcze do tego ona nie wygląda w ogóle. Błe. (kwestia gustu, w odróżnieniu od pierwszego zdania, za to mnie nie moga zamknąć, strasznie brzydka, wygląda okropnie staro i na zaniedbaną i już!).

    Komentuj (0)

    W tonacji "mol" 17 stycznia 2014, 13:03

    Z cyklu: malkontenctwo

    Po pierwsze wielkie sprzatanie po Swietach jeszcze trwa - niestety padlo na rano (zwykle w sobote takie rzeczy robie...). Straszne to bylo.
    Mamy dwudrzwiowa lodowke, zamrazarka na dole. Co sie czasem dzieje na uszczelce drzwiczek do tej dolnej zamrazarki, to sobie nawet trudno wyobrazic. A tego, co rano widzialam, to nawet nie opisze, bo wstyd. Nie ma jak zostawic Szwagra - wprawdzie o lazienke dbal.... latow mu, bo malo uzywa ;P
    Trzeba gorna teraz w trybie ekspresowym czyscic, bo masakra.

    A poza tym sa takie dni w zyciu zolwia, ze ma ochote komus dac w morde, ale sa tez i takie rzadkie, ze nie chce, a wsrod nich takie, kiedy zolw patrzy na swoja malutka kuchenke w swoim domku i wzdycha, bo nijak nikogo na herbate nie da sie zaprosic, a co dopiero na cos wiekszego.
    No chyba ze pasozyty, to ja dziekuje.

    A ze z Polowicem mamy zgodne i feng shui, i biorytmy, to generalnie w domu kanal emocjonalny. Nic to, nie pierwszy, nie ostatni, bo zamierzamy tych biorytmow miec jeszcze TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYLE albo i jeszcze wiecej i to wspolnie, razem z innymi bliskimi. I tej wersji sie bede trzymac.
    Niemniej dzis bardziej niz zwykle dopieka odleglosc przez kontynent. Jak to zwykle po powrocie.
    Jak to ongis bywalo, sie zbieralo razem, tworzylo krog, zapalalo ogien (czasem symboliczny).
    W zwiazku z tym lokalizuje sklepy z wloczka

    No coz. siade w moim kacie przy biurku wieczorem z Polowicem Ponurym na kanapce i sama zapale ogien i utworze krag z drutami w reku. Na szczescie do nas tramwaj nie dojezdza to nie spadne*.

    *) Robila babcia na drutach. Przejechal tramwaj i spadla. Taki kawal byl z gatunku czym sie rozni wrobelek**).
    **) Bo ma jedna nozke bardziej.

    Komentuj (0)

    Wzruszenie 28 stycznia 2014, 14:50

    Z cyklu: malkontenctwo

    Zmarł znajomy Połowica - facet mógłby jezcze długo pożyć, gdyby nie rak :(
    Łączyła ich pasja kolekcjonerska samochodzikowa. Z wyjazdu Gwiazdkowego przywieźliśmy mu 3 czy 4 polskie modele, nalegałam na zakup książeczki o polskiej motoryzacji, którą sobie przejrzał, ale podobno nie chciał - a się okazało, że w tym czasie Połowic zachciał, więc w sumie pozytwny zwrot akcji...
    Właśnie się Połowic dowiedział po mszy za spokój duszy owego znajomego, że w spadku dostać ma parę modeli.
    Nie wiem, gdzie te samochodziki upychać mamy, ale wyszukamy im specjalne miejsce.

    Poza tym nic. Leje, zimno, mokro i zimno i monotonnie.
    W weekend samochodowa impreza, na którą się wybieramy. Szkoda... może by się razem chłopaki wybrały. Prędzej już chłopy, khem. A najlepiej - PANOWIE.

    Taki to Połowic - lubi się go po prostu, bo on taki fajny jest. Mój.

    I zrobiło się smutnawo...

    Dla rozbawienia - zabieram Szwagra do teatru. Nie będzie wiedział na co - a to jakaś dziwne przedstawienie czy historia, opowiadająca historię jego ulubionego klubu piłki nożnej. Połowic też idzie i też nie wie; ciekawe, czy się im spodoba.

    ------------------------------

    Otóż ów znajomy zabrał ze sobą jeden z samochodów od Połowica. Idę beczeć do służbowej kuchni.

    Komentuj (0)

    Prima Eiris 06 lutego 2014, 13:20

    Z cyklu: Irlandia

    Bardzo czesto czytajac wiadomosci z Irlandii zastanawiam sie, czy to nie pierwszy kwietnia. Np. dramatyczna scena, w ktorej kobieta spacerujaca z pieskiem zostala niemal zmieciona przez wielka fale oceanu. Scena ma miejsce przy sztormach i powodziach w owej czesci kraju, na bulwarze wzdluz brzegu. Bo ocean byl spokojny przez 30 minut i wtedy przyszla fala.
    Powinna zaskarzyc ocean.

    Albo Ministerstwo rozwaza pozwolenie dla kierowcow na lamanie czerwonego swiatla.
    Kropke by wypadalo postawic.

    Ale trudno nie wspomniec, ze wzdlu wielu, naprawde wielu drog w obrebie stolicy nie ma chodnikow, jest za to masa rowerzystow (a uzywanie rowerow jest tu BARDZO mocno promowane - i uprawiane) oraz piesi maja nosic kamizelki odblaskowe. Na szczescie jeszcze nie wszyscy, ale zdarzylo mi sie byc swiadkiem, jak kierowca opieprzyl staruszka, ktory zatrzymywal autobus (bo autobusy duplinskie trzeba sobie zatrzymac machaniem, bo nie stanie, impotent jeden, pardon, znowu mnie nosi), ze stal w mroku na chodniku, a nie mial kamizelki. W tej kamizelce oczywiscie bedzie dokladnie widac, ze czlowiek macha reka. Poza tym wiadomo, ze na chodniku dla pieszego jest cholernie niebezpiecznie, zwlaszcza na przystanku w obrebie 5 minut marszu od centrum (pasazer akurat udawal sie jednakowoz w druga strone.

    Jest poczatek lutego. W Irlandii od 6ciu dni trwa wiosna. Podobno, bo pogoda taka sama gdzies od wrzesnia ubieglego roku...

    Komentuj (0)

    Cie zaraza 07 lutego 2014, 11:13

    Z cyklu: malkontenctwo

    ...i mnie zaraza. Bylo unikac kontaktow z Polowicem 3go stopnia.

    Niech mnie ktos przytuli.

    Komentuj (0)

    Fajny film wczoraj widzialam.... 17 lutego 2014, 12:56

    Z cyklu: malkontenctwo

    Momenty byly! Masz!

    Dokument o zyciu w bazach na Antarktydzie. Niesamowity film, ktory zajal czlowiekowi 10 lat.
    Tylko nie mam z kim o tym pogadac poza Polowicem. Ale my sie tak dobrze znamy, ze wlasciwie znamy odpowiedzi zanim padna pytania :)

    A sasiadki sie podniecaja Baftami, Oskarami i niewolnictwem. Ziew. Aha, i Bradem Pittem. ZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEW.

    Komentuj (0)

    Blokowanie. Blokowanie dzianiny. 26 lutego 2014, 11:26

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    To taki złoty pomysł dla wtajemniczonych czyli dziewiarek ;)

    Mata do blokowania 90cm x 90 cm to koszt około PLN100, tutaj poniżej € 30 jakoś nie widzę. Duża zaleta to fabrycznie nadrykowane kratki oraz budowa modularna (taki puzzel, który można sobie z 9 kawałków dowolnie konfigurować i złożyć. Oraz nie zwija się w rulonik.

    Za to mam Ci ja matę do spania, którą nabyłam na tzw. pilates (tak mi się wydawało, że mi do gustu moga nie przypaść i że kontynuować to może - w domu na dywanie z doskoku - a i to nie...).
    Mata droga, khem khem, ponieważ można było jeszcze taniej - nabyłam za € 6.00. Tańsze były różowe, ale ja tego nie jestem w stanie popełnić. Raz robiłam copkę dla Szwagierki z różowego akrylu, myślałam, że się popłaczę i nie skończę. Już wolę czarne po ciemku.
    A i wymiar ma lepsiejszy dla mnie, bo jakieś 0,5m x 2m - więc sukienka czy szaliczek czy jakieś rękawki wchodzą swobodnie. Tyle, że nie poskładam ani nie porozkładam itd. tylko zwinę w rulonik i ona potem dąży do tego stanu przez jakiś czas.
    Niemniej na tyle blokowania, ile ja uprawiam czyli może dwa kawałki przez te x lat, to te 30 eur to zbytnia rozrzutność ;P
    A na koniec - matę do spania mam bezużyteczną, a do blokowania należałoby dopiero nabyć i to bez macania, zapłacić, próbować.
    Jak mi obrodzi to drzewko z dutkami, które zasadzę sobie w tym roku w ogródku z tyłu i zaowocuje latem, jak robale się nie wdadzą i huragany nie zniszczą, to może sobie kupię. Chwilowo jednak dutków na żadnym drzewie nie ma, tych uklrytych pod tęczą pilnują leprikonusy, a co ja będę się z autochtonami w bójki wdawać, więc pozostaje zarobić albo kraść. Kraść nie umiem. Zarabianie jakoś mi idzie, odstukać.

    Ergo: mata do spania zostaje przesunięta do wydziału blokowania.

    O postępach dam znać, jak juz wypróbuję, ale to za szybko może nie nastąpić ponieważ dziś na ten przykład do kina na Kuklińskiego idziemy, więc robótkowy czas znowu w plecy. W plecy to w ogóle jestem 1,5 miesiąca z tą robótą (robótka to dla małych, a to spora sukienka się robi, a klejentce coś jakby przybywa w gabarytach...).

    Komentuj (0)

    Tlusty czwartek oraz Jack Strong (wlasciwie nie ma spoilerow) 27 lutego 2014, 13:03

    Z cyklu: film

    Pierwszy oszukany, bo z dziurka i w czekoladzie, bo Jack nie dojechal do Mace'a czyli paczkow nie dowiezli. O paczku mowie, naturalnie. Zamowilam siedem U Wujka, ale dopiero po 13:00 (haha, co za symbolika, jaka tradycyjna godzina). Wczoraj mielismy probke z Polowicem przed kinem :)

    Kino - Jack Strong (to nie ten, co nie dojechal) - czyli o pulkowniku Kuklinskim. Kto szuka rozliczenia sie z historia, to niech sobie daruje. Kto chce kina akcji i ciekawej i trzymajacej w napieciu opowiesci o szpiegu w oparciu o fakty, powinien wyjsc zadowolony. Jestem fanka Pasikowskiego i wielbicielka Psow (ok, dla Franza glownie, ale tez sie liczy) i podobalo mi sie. Bohater jest taki, ktorego sie lubi i trzyma jego strone. Sa rozne charaktery i proste i zlozone, jest taka namiastka dylematow politycznych i spolecznych - wydaje mi sie, ze nie za duzo, tyle, zeby wyjasnic akcje. Dylematy moze i uproszczone na tyle, zeby nie zepsuc filmu, zeby i za granica sie podobal innym nacjom mniej zaznajomionym ze zlozonoscia polskiej historii wspolczesnej, ale nie jest zbyt plasko - nie ma rozgraniczenia na czarne i biale... Moze poza Pasikowskiego przeslaniem zabijanie jest zle. Nawet w imie zasad... I podoba mi sie, ze wyraznie zaznazone jest, ze czasem, w imie tych zasad trzeba poswiecic praktycznie wszystko.

    Los mi oszczedzil bolesnych strat, wiec nie zamierzam sobie roscic prawa do osadzania kogokolwiek, bo nie zrozumiem uczuc tych ludzi, ktorzy cierpieli w taki, czy inny sposob - uwazam, ze bylaby to obluda. Mam swoje zdanie, ale to nie jest blog polityczny, tylko prywatny i babski, i nie bede sie bawic w politykierstwo i felietoniarstwo.
    A ze mimo pelci lubie kino bardziej meskie niz babskie oraz krotkie spodniczki i sukienki, to w swietle tych zalozen film polecam - fajnie sie oglada.

    To popracuje, by zarobic na jakies inne bilety do kina i paczusie.

    Komentuj (0)

    Paczkowa aktualizacja 27 lutego 2014, 15:24

    Z cyklu: malkontenctwo

    Kolejny pochloniety, normalny, od "Wujka" - sa fenomenalne.
    7 swiezo wypieczonych (chyba dpstalam jednego w bonusie, wiec MOZE osiem) - pachnie w torbie, zapakowane na tackach. (Pani potwierdzila, ze wolniej ciasto rosnie. Ono u mnie rosnie tak wolno, ze ruch jest ledwie zauwazalny, chyba ze s'tuc'ne dodam).
    Ponadto cztery z adwokatem dla urozmaicenia w drugiej torbie.
    Jutro bedzie futro, na pochybel cukrom, kaloriom i cholesterolowi. Ciekawe, czy sie podniose ;>
    Idem zrec.

    Komentuj (0)

    Szwagier a sprawa włóczki 28 lutego 2014, 10:37

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Pączków pochłonęłam pięć.
    Napisałam to bez polskich znaków i zapragnęłam ogonków....

    Co do wspomnianej wcześniej maty do spania, to oczywiście znowu wynalazłam żarówkę, bo kobiety z powodzeniem stosują różne karimaty, pianki izolacyjne oraz puzle dla dzieci z painek (uwaga na wypadające elementy; ktoś rekomendował przyklejenie, a jedna z matek kategorycznie oświadczyła dzieciom, że TE puzle są mamy i koniec! :)))) Dzieciaki dostały inne.
    Bardzo spodobał mi się pomysł wykorzystania kawałka zbędnej wykładziny (też nie posiadam, albowiem wykorzystujemy takie w pomieszczeniach gospodarczych, jeśli ich szwagier nie chapnie. Nie wiem, co z nimi robi, ja do jego jamy starm sie nei zbliżać, a że drzwi sąsiadują, to wchodzę do naszej sypialni po futrynie. Żartuję, ale muszę pary upuścić, bo mi się ciężko z nim mieszka. Ze starym kawalerem o osobowości histerycznej starej panny w ogóle ciężko się obcuje.

    Wracając do drutów, nie mogę się doczekać blokowania i musze zakupić więcej szpilek po drodze, psiakość, było kupić te śliczne z kolorowymi łebkami w PL, ale pożałowałam 3 zeta, bo nie miałam drobny. Drobne generalnie przechwytuje w PL Połowic, a potem ja go pytam, czy nie ma, a on zwykle ma :)

    Szpilki... Boję się wejść do pasmanterii. Wspominałam już?

    Nazywam się koticzka i jestem włóczkoholikiem. Włóczki nie kupiłam już przez ostatnie.... emmm... cztery dni?... Dzisiejszy się liczy, prawda? ;>

    Oraz mam wielki plan na weekend (jak tylko powrócmy z RDSu po drugiej stronie centrum Duplina, bo tam samochodziki będą występować). Będę porządkować włóczki. Jest to zadanie niebagatelne i z niezrozumiałych przyczyn nasuwa mi się imię Augiasz.....

    Komentuj (0)

    Miedzy nami jaskiniowcami 03 marca 2014, 11:43

    Z cyklu: malkontenctwo

    Jak wykazują ostatnie wydarzenia, nie posunęliśmy sie zbyt daleko w rozwoju od stanu jsakiniowców. Jesteśmy nadal zwierzakami z narzędziami - skomplikowanymi czy nie, to nie ma znaczenia. Silniejszy ma rację i wygrywa.
    Nie ma znaczenia, że większość ludzi na świecie nie chce wojny. Silniejszy chce. I wygrywa.
    Stworzyliśmy systemy polityczne i prawne, w których oddajemy część naszej wolności i swobody na rzecz utrzymania porządku i ochrony naszych praw. Oddaliśmy z tym naszą umiejętność samoobrony, żeby nie było takich sytuacji, w której silniejszy wygrywa. No i nie było przez jakiś czas, wini są ukarani, a my, pchani rozwojem, szanujemy swobody innych, nie protestujemy, kiedy te swobody są używane... potem nadużywane... Kiedy ktoś pluje w twarz, nie reagujemy. Albo pozywamy do sądu. W międzyczasie plucie w twarz staje się tak powszechne, że przestaje być uczynkiem karygodnym i wchodzi w normę.
    Te normy przesuwają się z każdym popchnięciem kogoś, kto jest silniejszy lub ma więcej tupetu.
    Dlatego bezpiecznie jest nosić przy sobie gotówkę około 50 dolarów (pewnie teraz więcej, inflacja...), bo jak ktoś Cie napadnie, to się nie wkurzy, że masz za mało, strata niewielka, a większa szansa na pozostanie przy życiu. A z mniej drastycznych okoliczności wepchną sie przed Toba do kolejni, nie ustąpią miejsca starszemu czy kobiecie w ciąży, popchną Cię na ulicy, żeby przejść środkiem, zablokują drogę, samochód na parkingu, potrącą i pojadą sobie w dal.
    A Ty będziesz stał w zdumieniu, z gębą rozdziawioną i gotową na kolejne inwektywy, jak to się stało, przecież jesteśmy cywilizowani.

    No tak, jesteśmy, ale nie wszyscy.

    To nie jest ocena kryzysu na Krymie, ani politycznej sytuacji, nie jest nawet krytyką rekacji czy jej braku na te wydarzenia.
    To taka bardzo ogólna refleksja wywołana relacjami z manifestacji protestacyjnych, analizy map Ukrainy, wiadomości z Syrii oraz Chin (atak nożowników, który przeszedł właściwie bez echa).
    Bo nikt mi nie wmówi, że większość ludzi chce, by zarzynać innych w imię nie wiadomo czego - czasem w imię religii, którą my sami wyznajemy, w imię kontroli nad bronią masowego rażenia, dostępu do gazu. Pytanie sprowadza się do takiego - utłukłbyś kilka tysięcy ludzi, żeby zaoszczędzić 15% na gazie?
    Bo nie oszukujmy się, tak wiele się nei zmieni, ani Rosjanie, ani Ukraińcy, ani nikt w Europie nie dostanie nagle z tego powodu gazu za darmo. W rezultacie będziemy płacić za wszystko jeszcze więcej, a daj Merlinie, żeby było za co i czym. Putin, Merkel, Obama etc. - będą również robić mniej więcej to samo - myć zęby (albo i nie), jeść, pić, rozmawiać... Nadal będziemy potrzebować chleba, prądu, proszku do prania, nadal będzie trzeba wyprać i ogarnąć dom. Z tą rożnicą, że w wielu domach będzie mniej prania i mniej talerzy na stole do obiadu.

    Komentuj (1)

    Nietaktownie 03 marca 2014, 12:45

    Z cyklu: film

    Wiem, niepolityczny w obenej sytuacji zart...
    Psy 2, Mlody: (o Rosjanach) No mili ludzie, tylko trochę za dużo piją.

    Zrodlo: wikicycaty.

    Powaznie: doceniam, ze w przejeciu Krymu nie bylo ofiar, ze zrobiono to w tak czysty sposob. A przeciez mogli urzadzic jatke, bo co im kto zrobi (jak widac). Miejmy nadzieje, ze to sie nie zmieni bez wzgledu na uklady polityczne i militarne.

    Zycie jest zbyt piekne, by je marnowac.

    Komentuj (0)

    Ukraińsko-rosyjskie łamigłówki logiczne w TVN24. 04 marca 2014, 16:55

    Z cyklu: malkontenctwo

    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/uwierzyl-we-wlasna-propagande-10-klamstw-putina-z-konferencji-prasowej,404329.html

    "Podczas przejęcia władzy w Kijowie doszło do uchybień proceduralnych, ale zmiana ta nie była niezgodna z konstytucją." - Która konstytucja obowiązywała w tym momencie? Ta nowa czy ta z 2004 roku? Czy zmiana była zgodna z obiema? (nie wiem, pytam)

    "- To antykonstytucyjny przewrót i zbrojne przejęcie władzy. Nikt temu nie zaprzecza. No kto temu zaprzecza? - mówił Putin. Zaprzecza temu cała wspólnota międzynarodowa. Z wyjątkiem Rosji."
    Jeśli wspólnota (wcale nie cała, bo ja mam wątpliwości i nie jestem odosobniona, wiec wcale nie CAŁA!) uznaje przewrót za legalny, to musi rónież tych samych kryteriach rozpatrywać legalność nowych władz Krymu. Przynajmniej dopuszczając możliwość, że one również mogą być legalne - na zasadzie precedensu i alegorii.

    Nie możemy stosować różnych wykładni ani przeskakiwać wydarzeń i faktów w zależności od naszych sympatii, antypatii oraz wyznań politycznych, gospodarczych czy religijnych.
    Teorię względności zostawmy fizykom.


    Komentuj (0)

    Irlandzka służba zdrowia 04 marca 2014, 17:06

    Z cyklu: Irlandia

    Połowic polazł do konowała. Zgodnie z przewidywaniami zasugerował ponowne badania przełyku i żołądka (będzie w tv, hahaha) oraz wyraził pewne zaniepokojenie, czy to aby nie serce (ale skierowanie jest na gastroskopię) - zaznaczył przy tym, że jak Połowica będą bolały łapy, to prosto do szpitala.
    Kazła, to zrobiliśmy, pojechaliśmy prosto do szpitala, EKG, krew itd itp., standard, który już przerabialiśmy, ziew. Znam Połowica na tyle, że w zasadzie mój niepokój tez był znikomy, poza tym po tych wszystkich wizytach tak mi się widziało, że raczej to nie serce, bo przez tydzień łazi, boli go, gaz z niego ucieka jak z maltretowanego balonika itd. - no pasuje do już dawniej stwierdzonej przepukliny przełyku, ziew. Paskudztwo, bo nei szkodzi, tylko okrutnie potrafi przeszkadzać.
    Pojechaliśmy ambulansem, a co, bez sygnału (mały ruch, poza tym one tylko czasem włączają sygnał, jak jakiś buc nie przepuszcza - i tak stoją w korku i wyją przez ileś tam minut, bez efektów zresztą, bo to Irlandia przecież, demokracja i wszyscy mają równe prawo w korku stać), dotarliśmy trochę po 21:00 czasu lokalnego.

    Opuściliśmy o 6:00 czasu lokalnego. Zresztą również zgodnie z przewidywaniami. Połowic mnie wkurzał strasznie, bo się nie chciał położyć, jak inni normalni uparci ludzie, którzy zdecydowali się zostać.
    Ponad 50% osób, które zgłosiły się na pogotowie (emergency... Hm, sprawdzić definicję!), poszły sobie spokojnie cierpieć w domu. Została nas solidarna garstka niczym ten tam, jak mu było... co wszedł na działo i spojrzał na pole, tysiąc armat grzmiało.

    Miejmy nadzieję, że takie to tylko na poligonach ćwiczebnych będą. Nadal się bojam, ale nawet o tej słynnej ultimatowej 5:00 średnio byłam zainteresowwana kryzysem na Ukrainie. Fizjologia pokonała umysł i emocje. Kajam się.
    Kawy (trzecia, druga kofeinowa)
    --------------
    Zapomniałam dodać, że w ten sposób nieplanowane, choć przydatne, badania serca mamy odhaczone znowu na jakiś czas. Nie ma tego złego. Mnie też raźniej.

    Komentuj (0)

    Kanapka ukrainsko-niemiecka z Polska 04 marca 2014, 18:18

    Z cyklu: malkontenctwo

    Za: tvn24.pl

    "Punktem zapalnym będzie (w XXI wieku), wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, zachodnia granica Rosji" - napisał Friedman.
    Rosja nie jest w stanie w najbliższych dekadach odzyskać statusu globalnego mocarstwa, ale zrobi wszystko, by stać się potęgą regionalną. "A to oznacza zderzenie z Europą" - prognozuje Stratfor.
    Europa zaś nie rwie się do żadnej próby sił, ponieważ mimo istnienia Unii Europejskiej nie jest wystarczająco zintegrowana i spójna, a Niemcy - oddzielone od Rosji sporym buforem - znajdują się teraz w wygodnym położeniu, w którym wolą się skoncentrować na swojej polityce gospodarczej.
    -------------

    To daloby czas, a czas jest najwiekszym sprzymierzencem.
    A moze tak: zaciesnic wspolprace gospodarcza, wymiane itd. Nie polityka, ale ekonomia moze przyniesc stabilizacje.
    I jeszcze od dolu w nich. Proponuje otworzyc granice, zeby swiaty, jakie zyja na Niebieskim Globie poznaly sie lepiej i bardziej zintegrowaly.

    Nie zamykac. Pootwierac!
    Kurdesz, bylby exodus przez pare lat, ale to ma szanse dac dlogotrwale efekty.
    Nie jestem wielbicialka Unii w jej obecnym ksztalcie, ale porusznie sie miedzy krajami, mozliwosc przeprowadzki, pracy w innym bez jakichs masakryczncyh utrudnien, to zdecydowane zalety. A dla przedsiebiorcow - ulatwienia we wspolpracy gospodarczej. Oraz takie banaly jak kabanosy poslkich prodycentow w Eire, chocby i mialy byc z sola drogowa, ale to nasza, polska sol (parafrazuje i sarkazmuje troszeczke; plusy nie przesloniaja mi minusow! ;P ). A przeciez sa i rosyjskie i litewskie itd.

    Komentuj (0)

    Ukraina? Czy kierunek południe? 05 marca 2014, 00:08

    Z cyklu: malkontenctwo

    Patrzę na mapę, czytam, słucham Putina i nie sumuje mi się. Bardzo pragnę wiary w pokojową przyszłość. Za bardzo.
    Ale i tak mi się nie sumuje.
    Jakoś nie bardzo ma sens, żeby Rosja wplątywała się w skomplikowaną, długą wojnę z krajami NATO, z Unią, z USA. Jest to nieekonomiczne i mało efektywne, sens jest co najmniej dyskusyjny. Ukraina ma złoża gazu, ale i tak jest importerem Rosji. Co takiego ma Rosja do zdobycia w krajach nadbałtyckich*) - złe określenie - w dawnych republikach sowieckich, co uzasadniałoby wojnę z resztą Europy i Stanami - cały koszt, wysiłek, ryzyko, utrzymanie porządku po wtargnięciu?
    Gaz łupkowy w Pucku?
    No nie wiem, nie widzę dostatecznej pokusy. Akcja ratunkowa dla rubla na giełdzie wydaje mi się potwierdzeniem, że nie jest to opłacalne.
    Natomiast ma sens zdobycie przewagi gospodarczej, uzależnienie tych krajów od Rosyjskiego importu.
    Są miejsca, które pogrążone są w chaosie dużo głębszym niż Ukraina. Są one blisko Krymu, są atrakcyjne z racji złóż, lokalizacji geograficznej oraz są powiązane z tym, z czym Rosja ma poważny problem od dłuższego czasu - z ekstremistycznym islamem.
    Dlaczego więc tłuc się z pobratymcami ukraińskimi, dlaczego interweniować tam, gdzie Putin - jak deklaruje - nie ma potrzeby inwazji militarnej, zwłaszcza, że ludzi demonstrują, jawnie głosząc, że nie zamierzają ulec - po co cały kłopot, jeśli można wykorzystać inne sytuacje, w bardziej obiecujących, perspektywicznych miejscach, gdzie można oczekiwać poparcia ze strony ludności autochtonicznej i pojawić się jako wybawca oraz osłabić przeciwnika, który podgryza Matuszkę od środka?
    A jednocześnie to JEST bezsprzeczną demonstracją siły. A osłabionym wyniszczającą wojną krajem łatwiej rządzić, wspierając dostawami sprzętu i specjalistów.
    Bez Krymu ciężko by było.
    Całe przejęcie Krymu - bezkrwawe, niemal pokojowe. Rosjanie zdecydowanie unikają konfrontacji zbrojnych. Rakieta wystrzelona, prawie jak kpina rzucona przez ramię. I opieszałość - czy nie skuteczniej byłoby szybko, od razu, zanim się Zachód pozbiera i naradzi? Przecież mogli. POKAZALI, że to żaden problem, tak samo jak pokazali, że rakiety mają i potrafią się nimi posługiwać.
    I wystąpienia Putina, dezinformacyjne, pokrętne i... dziwne. Czy Putin pozwala sobie na jakieś niedomówienia, na to, by coś mu się wymsknęło, na niejasny kontekst? Dezinformacja dezinformacji??? Potrójne dno?
    Tylko ten cały balast ryzyka, że komuś zadrży ręka, że ktoś naciśnie spust.

    Gra na czas?

    Tak, jestem zmęczona i myśli mi się plączą... Nie, nie lubię polityki i politykierstwa, unikam, na ile mogę. Ale tym razem wygląda na to, że polityka zaczyna zajmować się mną bardziej, niż ewentualnie chciałabym na to pozwolić. (I co ja jej mam niby zrobić...)
    Idę obejrzeć mapy.


    *) nie wyobrażam sobie Rosji sięgającej tak daleko jak Szwecja i Norwegia... nie w tym okresie.

    Komentuj (1)

    Żądza życia 13 marca 2014, 16:37

    Z cyklu: malkontenctwo

    Życie jest piękne i tej wersji nadal się trzymam.

    Ale życie na tym świecie naprawdę czasem staje się wyzwaniem.

    Po prostu jestem rozgoryczona, że ludzie nie szanują tego, co nam dane, nawet jeśli to zwykły hologram innych wszechświatów i nawet jeśli jesteśmy ograniczeni marnymi czterema wymiarami naszej egzystencji.
    Bardzo jestem rozgoryczona, chce mi się wyć, a niektóre moje dawne sympatie wystrzelać po łysym łbie niczym Gibbs agenta Donoso (nie chce mi się szukać pisowni, więc improwizuję).

    Znowu wyczekaliśmy kilka godzin w klinice, tylko teraz na umówiony na siódmą rano test, który odbył się po 10:00 (dobrze, że rano...) - przełyk z żołądkiem to nie jest, wszystko OK. Ale jeszcze nie wyszliśmy, a Połowica znów bolało w klacie. W zeszłym tygodniu przesiedziliśmy tam całą noc na pogotowiu, 9 godzin, (a babka, która wyszła tuż przed nami ponad 12, ilu nie doczekało i zdezerterowało do domu! Ponad połowa), dokąd udaliśmy się zgodnie z zaleceniem lekarza, który stwiersził, że jak boli i leci wzdłuż rąk, to od razu na kontrolę do szpitala - oraz wypisał nam był skierowanie na gastroskopię. Nie ogarniam tej irlandzkiej logiki.
    Ktoś chce się poskarżyć na polską służbę zdrowia?

    I właśnie, a propos piękna życia, drobnych przyjemności i trzech dni wolnego z okazji Patryka - skąd by tu wziąć zakwas. Samo życie taki zakwas, a niby tylko mąka i woda. No to czemu mnie zdechł?

    Komentuj (0)

    A co oni na to albo oblany egzamin. 14 marca 2014, 12:43

    Z cyklu: malkontenctwo

    A NATO sra na to.
    Przepraszam tych, którzy czuja sie urazeni wulgaryzmami, ale ja (tez sie) nie cofne.
    Unijne kraje dostaly skomplikowne wyliczenia i prognozy swoich krotkowzrocznych ekonomistow, ktorzy przyjmuja pluszowe scenariusze i nie (a raczej nie wszystkie) zamierzaja protestowac.

    Podobnie bylo z 2008, kiedy krotkowzrocznosc i lapczywosc finansistow doprowadzila swiat do kryzysu finansowego. Nie obwiniajmy calosci, chociaz rzeczywiscie chory system to byl i jeszcze nie wyzdrowial (nie wiem, czy sa jakies pozytywne rokowania tak naprawde...) - wystarczy grupa mlodych oszolomow i druga grupa naiwniakow (albo cwaniakow), ktora uwarzy niezly toksyczny eliksirek. QED w 2008 i kolejnych latach.
    O ile derywatywy to dla mnie cos w rodzaju finansowych narkotykow (w znaczeniu - jak to mozliwe, zeby czlowiek zdrowy na ciele i umysle etc.), to pozyczki hipoteczne to myslenie nieco mocno pozytywne... Biorac pod uwage, ze od zarania ludzkosci nie bylo takiego pokolenia, ktore nie zaznaloby wojny, wiara, ze nic sie nie stanie przez kilkadziesiat lat i ze bedzie nas stac na splate zawsze, to jest naprawde myslenie zyczeniowe. Dodatkowo sa sytuacje osobiste rozne, w tym wypadki, przypadki, niechciane czworaczki oraz rozwody plus bezrobocie struklturalne w zwiazku z rosnaca popularnoscia kindli. Aha, oraz powodzie, Pompeje i stonka pyrowa, zeby dopelnic lapsusa slownego i aliteracji. Wiec umowmy sie, ze wziecie takiej pozyczki jest obarczone niebagatelnym ryzykiem.

    Kalka z historii. Niczego nie nauczylismy sie przez ostatnie sto lat, wiec bedzie powtorka.
    A to przeciez ja zawsze slaba z tego przedmiotu bylam, a tu sie okazuje, ze z zakresu wojny 30-letniej zakasowalam egzaminujaca, ktora nie wiedziala o pewnych rozejmach, haha. I niby wspolczesnej sie w ogole nie uczylam, bo nie wyrobilismy z notowaniem wszystkich cycatow z Lenina do matury i utknelismy w polowie Dziel Wszystkich, albo i w jednej trzeciej, bo jak pamietam, to tych tomow to byloooo.... Sasiedzi kupili, zeby w okresie kryzysu czyms nowa mebloscianke zapelnic, a one ladne takie, czerwona skora, zlote grzbiety i tanie jak barszcz.
    Mniejsza o ksiazki, ale te mebloscianki, to naprawde byly super, kto jeszcze ma, ten szczesciarz. Plus wartosc historyczna obok uzytkowej, bo takie mebelki niewielkie vintage (mozna juz mowic retro?) to nawet za 3000 dolcow sie sprzedaja. Tak, nie ma pomylki trzytysiacedolarowhamerykanskichplus. DO tego koszty wysylki, naturalmente.

    Ale tez przyznaje, ze oczekiwalam, ze militarna konfrontacja zdarzy sie szybciej. Moze i lepiej, poki nie ma ofiar (sa, ale wlasciwie nie bezposrednie tudziez nie udowodnione, bo wszak tyle setek osob zaginionych troudno podejrzewac o szybki wypad na wczasy, chyba ze na Krymie......).


    Boli mnie glowa, a tu Swiety Patryk, na szczescie, w sumie trzy dni wolnego to wcale nie tak czesto sie w Eire zdarzaja i zasadniczo tylko w pierwszej polowie roku, dystryucja jest wyjatkowo nierowna. Napilabym sie uyskacza i zapalila peta, ale nie ma z kim.

    Tak tesknie za pluszowym swiatem na trzezwo. Trwal jak piekny romans - intensywnie ale bardzo krotko :(
    Plusz sie wytarl od uzytkowania.

    Komentuj (0)

    A oni co na to? (odcinek 2) 14 marca 2014, 13:10

    Z cyklu: malkontenctwo

    za CNN :

    The U.S. and its European allies have limited powers in how they can respond to the Kremlin aggression. Read what they are here.by Sarah Aarthun 3/3/2014 11:54:03 PM March 3 at 11:54 PM

    Komentuj (0)

    Persona non-grata 14 marca 2014, 16:55

    Z cyklu: malkontenctwo

    Czy nasza suwerenność jest na rękę innym krajom?
    Do UE wleźliśmy, ale bez EUR. Silni dość jesteśmy gospodarczo, żeby bez tego uzależnienia się obejść, nawet możemy niektóre warunki narzucać w wymianie z innymi krajami, a ostatnio nawet wyskakujemy poprzez P.T. Premiera z całkiem logicznymi pomysłami nt. skonsolidowania importu gazu z Rosji.
    Niemcy nad nami nie bardo panują, uzależnić nas niełatwo, USA pomysłem gazowym też pewnie nie jest zachwycona...

    Tyle że plac dobry, ubity, z infrastrukturą w sam raz na działania.

    Jak można mieć takie ponure myśli w wigilię długiego weekendu, no jak Babcię Weatherwax kocham.


    To może zaśpiewajmy, po rosyjsku? To jest taki piękny język, taka wspaniała kultura i wspaniali ludzie (jak w każdym innym normalnym narodzie)...

    "Долго Троя в положении осадном
    Оставалась неприступною твердыней,
    Но троянцы не поверили Кассандре, -
    Троя, может быть, стояла б и поныне..."

    Komentuj (0)

    Podwojne standardy 18 marca 2014, 12:27

    Z cyklu: malkontenctwo

    Zawsze mnei draznily.
    I te polityczne, i te bardziej osobiste.
    Wiec bede siedziec i sie dasac na swiat.

    A poza tym jak chcialabym mu wkopac - osobisie i jak najbardziej fizycznie, albo zrobic publicznego "Gibbsa" (patrz: "NCIS"), tak nie moge przestac faceta podziwiac za umiejetne gesty, w tym np. trzy jezyki urzedowe. Wspolczuje urzednikom za to, maja przerabane. I za zamordyzm i porzadek podczas wszystkich wydarzen, ktory robi naprawde wielkie wrazenie. Oraz za stwierdzenei "Niech tylko sprobuja", kiedy Tatarzy zglosili swoje obawy co do przesladowan.
    Ale wyrzucenie ludzi z prywatnego domu/mieszkania jest niesprawiedliwoscia taka, ze mi piana na ustach sie pojawila.

    Jestem zaslepiona, mam do tego drania slabosc - za inteligencje. I jestem na siebie za to bardzo zla.

    Ale ze ostatnio jestem na siebie bardzo zla za wiele rzeczy, to sie gubi w tloku. Oby moje wewnetrzne negocjacje doprowadzily do jak najszybszego totalnego pokoju i spokoju ducha, bo to niezdrowo takim wkurzonym chodzic i mie sie na yntelekcie odbija. Ile go mam, tyle mam, ale mam i to wlasny :P

    Komentuj (0)

    Zatrzeslam sie z oburzenia 18 marca 2014, 14:02

    Z cyklu: malkontenctwo

    Komentuj (0)

    W zapędzie 19 marca 2014, 17:50

    Z cyklu: malkontenctwo

    ...chyba mnie - i nie tylko mnie, choć to żadne usprawiedliwienie - zaślepiło i to nie troszkę.
    NIE puszczałam mimo uszu uwag i sygnałów ostrzegawczych, że nowe władze Ukrainy niekoniecznie są powołane przy poparciu demokratycznej większości - ale przecież mają być tymczasowe.
    NIE przyjęłam ślepo, że cały przewrót n Ukrainie jest legalny. Ale to jest wewnętrzna sprawa Ukrainy i nadal uważam, ze zewnętrzna ingerencja nie powinna następować.
    NIE przyjmuję w ślepej wierze interpretacji, którą media w kierunku na zachód podają i staram się przesiewać fakty - i tak podobierane tendencyjnie.

    A jednak, przgapiłam i śmy też (wygląda na to, że w większości), że równie ostrożnie, jeśli nie z większą rezerwą, należy przyjmować to, co według wszelkich mediów dzieje się na Ukrainie.
    Jestem wściekła na Putina, że zburzył mój spokój, że nie dał mi się pogrążać w owej drzemce w oddali od dawnej i nowej polityki, ale chwilami zastanawiam się coraz poważniej - może facet ma rację. I obyśmy nie stwierdzili kiedyś, że ingerencja rosyjska to dobro, a nie tylko mniejsze zło - ani nie zło wcale...

    Kiedy wczytuję się w teksty przyszłane przez domniemane prywatne osoby na serwisie informacyjnym BBC, zaczynam się czuć coraz bardzije skołowana. Jedni Ukraińcy zostali obrabowani w okolicach Majdanu, inni poświadczają, ze mieszkają w okolicy, chodzą tam codziennie i nie ma żadnym zamieszek, niepokojów, ani tym bardziej rabunków.

    Dzieckiem, a ściślej nastolatkiem będąc w okropnie różowo-fioletowej sukience w Warszawie pamiętam, jak cykorzyłam w obliczu DEMONSTRACJI pod kościołem. DEMONSTRACJA owa składała się z grupki osób przeważnie w wieku ówcześnie moich dziadków (chyba, bo to taki nastolatek się orientuje, kto stary, a kto młody... KHEM!) otoczonych przez liczne ekipy zagranicznych dziennikarzy i operatorów. DEMONSTRACJA była w mniejszości, zatem zapewne w obwaie przed PRZEWAGĄ mediów i to zagranicznych grzecznie DEMONSTROWAŁA stojąc i bodaj śpiewając pieśń (Bogurodzicę, jeśli pamiętam dobrze?), przy czym nie wszyscy znali dalsze słowa...

    Nie chcę lekceważyć niczyich bohaterskich wyczynó owych czasów - to zaledwie malutki przykładzik, jak to można DEMONSTRACJĘ zrobić.... Bo jeśli się przyjrzeć liczebności niektórych demonstracji, to widać dawną szkołę operatorska lat 80-tych. W kolejce do kina w Duplinie jest czasem więcej osób. Albo w jednym autobusie, ale tu mają piętrusy... Z drugiej strony, kiedy kierowca uzna, że jest przepełniony, czyli jak widzi, że kilka osób stoi, to już więcej nie wpuści. Się to nazywa "at the discretion", choć niektórzy będą zapewne nalegać, że to przepisy oraz bezpieczeństwo pasażerow.
    Tak sobie alegoria mię wyszła.

    Nie jest alegorią wysiedlanie Tatarów. Wściekłam się na ich intencję do łez - i co z tego. Ale teraz sobie tak dumam, kto ma wielkie oczy, a kto czerwony kapturek i kim tak naprawdę jest myśliwy.

    Komentuj (0)

    A propos czerwonego kapturka 19 marca 2014, 18:06

    Z cyklu: malkontenctwo

    Czerwony nie jest w tym przypadku alegoryczny, ostatnio mi sie odoba. Podobnie jak miedziany czy oliwkowy albo lazurowy ostatnio (znamienne).

    Ale kolejny przykład totalnego zdezorientowania, taki banalny i pewnie wytłumaczalny:
    BBC podaje: Ukraine's interim President Olexander Turchynov gives Crimean authorities three hours to release "all hostages" including Ukrainian navy chief Serhiy Hayduk

    Czyli, że tymczasowy prezydent Ukrainy domaga się wypuszczenia wszystkich zakładników. Padło to w kontekście Ukraińskich żołnierzy w krymskiej bazie. Wyszły stamtąd parę godzin temu dwie kobiety z mundurami w łapie, przez nikogo nie zatrzymywane, jak rozumiem Ukrainki, ale ja już cała gupia jestem.
    No bo w końcu - jakich zakładników, jeśli (domniemani) Rosjanie właśnie domagają się opuszczenia tych baz, a Ukraińcy tam siedza i okupują.
    Wiem - zaraz ktoś mi poda ALE i PRZECIEŻ oraz że W KONTEKŚCIE,a przecież może trzeba wyjąc itd.

    ALE PRZECIEŻ - mimo wszystko, troszeczkę, tylko troszeczkę się to kupy chyba nie trzyma?...
    I dlaczego Ukraina nie zgadzała się na obserwatorów, przecież to podniosłoby jej bezpieczeństwo.

    Ktoś na łamach BBC wśród prywatnych komentarzy i wypowiedzi (nie dziennikarz) oburzał się, że w świetle tego, że Ukraina (podobnie jak POLSKA, jakby ktoś miał wątpliwości) nie uznaje podwójnego obywatelstwa - a Rosja, owszem, uznaje - Wiele osób wyprowadza się z Krymu na teren Ukrainy. I że to przecież czystki etniczne. No tak, ale tak jakby odwrócone, nie?

    To wszystko abstrahując od wkroczenia Rosjan na Krym, bo to wygląda na bajkę pana Perault, a nie Grimm - a że trąci nacjonalizmem i czystkami, to będę się upierać przy takiej właśnie analogii, a nie odwrotnej.


    Apeluję: trzymajmy się JEDNEJ logiki, bo chyba tworzy się ich kilka gatunków.

    Komentuj (0)

    O rzut kamieniem... 20 marca 2014, 15:49

    Z cyklu: malkontenctwo

    "Na obronę swojej integralności terytorialnej mogą liczyć tylko te państwa, które zapewniają równe prawa wszystkim narodom - powiedział w czwartek w rosyjskim parlamencie minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, powtarzając wcześniejsze tezy promowane przez putinowską administrację."

    Stąd o krok bliżej do określeń rodzaju "rasa panów", zresztą podobnie jak od stwierdzeń, że wszystkie kraje dawnego ZSRR (i nie tylko...) to ziemie ruskie. Zresztą ruskie to nie rosyjskie ;P

    Po pierwsze, Rosja kamieniem rzucić raczej nie może jako ta bez grzechu.
    Po drugie, powyższe stwierdzenie to już jest pretekst do obrony mniejszości w Polsce przez kraje nadbałtyckie, w tym głównie Niemcy....

    Co by nie było, jesteśmy między młotem a kowadłem.


    Chyba powinnam też zaznaczyć, że ja polityki nie znoszę i że źle na mnie ona działa. I kiedyś znów ją porzucę i będę pisać o dzianiu i nic nie dzianiu... Oby jak najszybciej, błeee.

    Komentuj (0)

    Obezwladniajace... 21 marca 2014, 17:05

    Z cyklu: malkontenctwo

    Nataliya Vasilyeva, Associated Press, Moscow tweets: A TV presenter on Russia's NTV: markets are mostly higher today (jumbo screen behind her shows declining stock quotes - all in the red).

    Prezenterka w rosyjskiej NTV komentuje: rynki rosna dzisiaj - a za nia wielki ekran, a na nim wszytsko na czerwono - same spadki.

    Bez komentarzy, no bo...? M.

    (To oczywiscie moje ulubione BBC, bo sie naprawde samo na zywo odsiweza, poki mi komp skrytpu nie dobije... Ale poza tym sobie podwyzszam cisnienie przegladem zamiast kawa, bo to nie dziala i zasypiam popoludniu, kiedy cisnienie leci [w gore? w dol? kto wie, w koncu to Irlandia], jak wiadomo z niektorych poprzednich notek)

    Komentuj (0)

    Apolitycznie 23 marca 2014, 23:49

    Z cyklu: malkontenctwo

    Zbliza sie najgorszy dzien roku. Jest to ostatnia niedziela marca. Moja zaloba, dzien w ktorym swiat staje na glowie i nastepuje chaos, pomieszanie z poplataniem w dziedzinie... czasu. :(((
    Uczcijmy ten moment drzemka.

    Sa juz przeslanki, by te durnote obalic. W zwiazku z energooszczednymi urzadzeniami pozytku z tego chaosu nietu.

    Komentuj (0)

    i politycznie 23 marca 2014, 23:51

    Z cyklu: malkontenctwo

    List od Zirinowskiego uznaje za obrzydliwy i odrzucajacy. Trzese sie z oburzenia.
    Mniej bym sie trzesla (choc nadal) gdyby chociaz to padlo ze strony innego kraju.
    Bardzo bym chciala sie dowiedziec, ze to tylko dezinformacja, jakas durna plotka, nieporozumienie.

    Komentuj (0)

    Reka w nocniku 27 marca 2014, 11:43

    Z cyklu: malkontenctwo

    Przyjelismy uchodzcow z Ukrainy. Zasadniczo, skoro z Krymu, to teraz mozna sie zastanawiac, czy to nie Rosjanie. Wyladowali w miejscu, w ktorym ich zdaniem jest NIEBEZPIECZNIE (bo leza strzykawy).

    Wiec uchodzcy moga czuc sie zagrozeni. Trzeba ich bedzie przed tymi zagrozeniami BRONIC...

    No i prosze, nie trzeba bylo urzadzac zadnych prowokacji, samo sie zrobilo, pretekst jest.

    Przewalone mamy i tak, ale teraz przynajmniej bedzie wiadomo dlaczego.

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl