Od przysłowia do przysłowia czyli był sobie dół

by koticzka

...i się zasiedział. I się nie chce wynieść.


Na chwilę obecną zaparł się i siedzi.


Jak poinformował nas niby żartem mój były manager w 2008, światełko w tunelu zostało wyłączone  w  ramach oszczędności na czas kryzysu. Kryzys ma się lepiej niż mój dół, więc cóż mi pozostaje zrobić - umoszczę się w nim i może jakoś przeczekam znowu do leszych czasów, robiąc swoje.


Mam tylko taką cichą nadzieję, że nie przegapiłam. Nadzieja zaś matką, jak wiadomo....


Z Połowicem nie ma co się troską dzielić, bo potem jeszcze jego z deprechy muszę za uszy ciągnąć, jakby mojej było mało. Wystarczy nam ta jego. :(


-----------------------


Nigdy jakoś nie umiałam chować emocji, jak mi źle, to mi źle, dlaczego mam udawać, że mi dobrze (no chyba że w Celu Szczytnym Jakimś). To, co o mnie myślą inni mam w dupie tylko poniekąd. Chciałabym, żeby ludzie wiedzieli, ze złe intencje mam tylko jak jakiś patałach łazi/jeździ zygzakiem przede mną po ulicy i drogę blokuje, jak ja mknę z podświetlną w Innym Szczytnym Jakimś Celu. Ale jak ma człek powód, to moge wybaczyć nawet przed momentem żółwia. Potrafiłam beczeć na ulicy (łaziłam naonczas bocznymi), jak się wkurzam, to pyskuję i klnę z letka (tu mocno, nawet nie wiem, skąd umiem, a jaką nieraz inwencję zademostruję!), jak się zetnę z Połowicem, to nie rozumiem, dlaczego mam przed innymi udawać grzeczną i kochającą małżonkę, skoro szukam na szybko pierwszego lepszego narzędzia zbrodni (a Połowic miewa momenty - choć kompletnie niezamierzenie i zawsze się tym okropnie gryzie. Później, rzecz jasna.).


Ileż przez to w dupę dostałam w życiu, nie wiem, nie zastanawiałam się! Może akurat mi to na dobre wyszło? I co więcej, cenię tę cechę. Staram się mieć wiele dystansu i do wielu rzeczy mam/ nabyłam/nabywam. Ale DLACZEGO - naprawdę DLACZEGO mam przywdziewać maskę, zwłaszcza przed osobami, które są bliskie mojemu sercu???? Tym bardziej przed obcymi, których moja osoba nie obchodzi w najmniejszym stopniu. Zakładając zachowanie w przyjętych w naszym kręgu kulturowym normach społecznych. Nie uważam, że przywdziewanie maski jest normą społeczną. Może łatwiej byłoby nam się komunikować, może mniej byłoby nieporozumień, a więcej pozytywnych interakcji? Wsparcia, serdeczności, zamiast dogryzania, zawiści, przepychanek? ależ wiem, że jestem idealistką, ale nie widzę, w jaki sposób maskarada ma nas przybliżyć do społeczeństwa idealnego. Nie rozumiem, dlaczego dorosła osoba miałaby nie podskoczyć z radości czy nie wykonać piruetu, kiedy chce dać wyraz radosnej energii i ździebko rozładować jej nadmiar, skoro to nikomu krzywdy nie robi. Przecież ani samo ODCZUWANIE, ani pewna DEMONSTRACJA UCZUĆ nie oznaczają niedojrzałości - ani dojrzałości.  To przesądzi raczej sposób radzenia sobie z sytuacją.


Zgoda: aresja i złość są niebezpieczne dla otoczenia i najbliższych z banalnych przyczyn, można coś "palnąć", jakże często się zdarza (jak ja dziś palnęłam! sama sobie w gardło chciałam słowa wsadzić, jedno, głupie słówko - i to bynajmniej nie było ani w złości, ani w jakichkolwiek emocjach, zwykła pogawędka, po prostu palnęłam coś zupełnie niezamierzenie, lapsusik, wredny, śmierdzący lapsusik! Nawet mi do kontekstu to słówko nie pasowało, a się bydlę wsadziło... Nie mogę sobie darować). Ale też okazywanie emocji ZANIM pojawi się złość i agresja może wrecz zapobiec ich ojawieniu się. Mówimy naturalnie o jednostkach i całym społeczeństwie wysoce empatycznym.


Pełnym koticzek.


No dobrze, to BYŁ głupi żart. To był GŁUPI żart.


Ktoś mi kiedyś wyrzucił, ze życie to nie teatr. Właśnie nie. To ów człowiek widocznie tego nie rozumiał, nie ja. I zamienił życie w sklep. A niech mu się wiedzie. Może kiedyś i mnie się jego powodzenie jakoś przyda, nigdy nic nie wiadomo :)


A zatem mam sobie doła i sobie będę mieć. Bo czasem lubię MIEĆ (jako że takie MIECIE czasem wychodzi, a czsem mniej), zwłaszcza że BYĆ mi ostatnio nie wychodzi. W związku z czym idę przejrzeć program festiwalu teatrów, bo bilety tanie jak barszcz, trzeba skorzystać, jak dają. Zawiodła mnie Anna Arkadiewna Obłońska de Karenin, to soie poszukam czegoś innego duszoszczypatielnego (w kinie taka mi przyszła między innymi myśl, że krwi się nie da oszukać, że ja nie należę TU, tylko TAM, jak źle by nie było, ale do tego trzeba się emigracją przejeść).


I chętnie zatrudnię informatyka, żeby mi stronę zrobił, tylko najpierw muszę wygrać te 30 milionów €. Ciekawe, czy zakupienie tzw. zakładu/kuponu zwiększyłoby w jakiś sposób moje szanse. Ale popołudnie z marzeniami było fajne i ciągnęło się aż do końca zabudowy, bo takie cztery segmenty by się przydały, przy czym jeden trzeba będzie dobudować, tylko jeszcze nie zdecydowaliśmy do końca, z której strony. A u człowieka, który zamienił życie w sklep mogłabym składać zamówienie na wykonanie podelementów abo co, się by obojgu wtedy przydało. I jeszcze nie pamiętam, jak zmniejszyć domyślne odstępy między paragrafami na blogu, a książka - w najlepszym razie - w BB.


Narzekałam, że fajny nowy blog, a nie wiem, co by pisać, a tu mnie dorwała biegunka myślowa. Dobrze, że tylko myślowa, zwłaszcza, że nagła!


www.najada.mylog.pl 01.10.2012, 19:55

Może to troszkę rozbawi/poprawi humor/wywoła uśmiech: nie wiem, czy widziałaś: www.najada.mylog.pl/2006-08-21/o Ja sobie po latach przeczytałam ;D zapomniawszy, że to wkleiłam. Naprawdę znalazłam kiedyś taki artykuł. Teraz już go chyba pod linkiem nie ma, ale.. to jest cytat.