Prawo państwa

by koticzka

Tak sobie czytam, analizuję, rozmyślam, TV obejrzę, popatrzę, jak się ludzie usiłują pozabijać w Grecji.
I tak sobie myślę, kiedy mnie czarna rozpacz i zwątpienie w rodzaj ludzki ogarnia, co to w końcu jest państwo. Co to jest samorząd lokalny. Po co, dla kogo, co ma robić.
No bo przecież państwo to my. Jest już w końcu demokracja. Jaka jest, taka jest, ale wybierany rząd ma reprezentować mnie, o ile miałam szczęście załapać się na większość, którą on reprezentuje.
Bo jeśli jeszcze w mniejszości jestem i protestuję, to można zrozumieć, ale na przykładzie Grecji - przecież ja im płacę (Grekom może niekoniecznie, ale lokalnym, owszem, jak najbardziej). No i fajnie - ja rozumiem, że ktoś się zapożyczył na moje konto - pośrednio przez podatki - i teraz muszę spłacać (poprzez owe podatki, aczkolwiek nie tylko). Zakładam, że podatki idą w równej mierze na wszystko. tak dla uproszczenia: trochę na drogi, trochę na edukację, trochę na policję itd. Ja się zgadzam na te podatki, płacę grzecznie, oczekuję (i dupa, usługa nie dostarczona, ale niech już będzie, że nie wszystko się uda sfinansować). Ale jeśli jest ten wielki dług i pomoc z zagranicy - to tym bardziej wypadałoby spłacić. A jeśli nagle cały naród się nie zgadza, bo ktoś gdzieś przesadził - i załóżmy, że w końcu na łapówki mneij lub bardziej legalne poszła MNIEJSZOŚĆ tych kwot, i już mniejsza o resztę - ale załóżmy przez złe zarządzanie się spieprzyło wszystko, a przecież niekoniecznie to złe zarządzanie musiało być w tym konkretnym państwie (np. Irlandię pociągnęły na dno usługi finansowe w skali międzynarodowej). No i przepultane są teraz te masy, ciężarówki pieniędzy, ale dług jest. Ktoś je wyłożył. Poprzez podatki również. Np. kolega Słowak czy też Pierre, Richie, Natalia Wasiljewna, którzy pracują piętro niżej.
(oczywiście nie, bo piętro niżej nie ma personelu pracującego. Tam się pali hasz. I uprawia seks służbowy. I inne takie.)
Więc wypadałoby oddać, prawda? Bo jak się nie odda, to Pierre będzie musiał w jeepa inwestować, żeby do pracy przejechać drogą gminną. Szkoda Pierre'a.
Ale Apollo czy inny Zorba się ma prawo nie zgodzić... No właśnie.
Ma prawo czy nie?
I jaka cena jest jeszcze akceptowalna?
I co jeśli w państwie dłużniku ludzie założą maski V for Vendetta i zakrzykną NIE?

Bo cały kryzys, mimo wszystko, stał się przecież w pełnym obliczu i świetle prawa, za wielopokoleniowym i prawdę mówiąc ogólnym przyzwoleniem i wszyscy byli szczęśliwi.
A na pewno więcej osób niż obecnie.

Zatem, reasumując. W okropnym, prymitywnym uproszczeniu to wszystko (i tak juz uproszczone) Państwo się zapożyczyło międzynarodowo. Obywatele mówią: NIE.
I co teraz?

Bywało już nieraz w historii, nie tak dawno nawet - Argentyna np. I dawniej bywało też. Co mi przypomina, że neonaziści się w Niemczech zbroją. Mimo że tym razem Niemcy to kraina mlekiem i miodem płynąca, a w Grecji nie mają nie tylko na lekarstwa, ale i na chleb.
Cóż - pomyślała koticzka, sięgając po kawałek białej czekolady z całymi orzechami Alpengold importowanej z Polszczy, zakupionej w sklepie prowadzonym przez obywatela jendego z krajów bałkańskich w Republice Irlandzkiej - skoro nie ma chleba, niech jedzą ciastka. Wszak i koticzka to robi nie mając bułek.
Ciekawe, kto to naprawdę powiedział, bo Maria Antonina nie.