Zupa pomidorowa

by koticzka

Na oliwie przesmażam posiekany czosnek z rozmarynem i inymi ziołami. Dodaję suszoną cebulkę. Dodawałabym świeżą, ale nie warte to trzech dni wodociągu z nosa (alergia). Ale ten rozmaryn z czosnkiem na oliwie, koniecznie - to aromat nieziemski.
Do tego tradycyjnie - obrane ze skórki posiekane pomidory świeże (6 dużych i zupy na cztery osoby+), na mały ogień, pod przykryciem aż będzie papka. Ostatnio zaczęłam dodawać do tego od razu włoszczyznę, ale chyba smaczniejsza zupa, jak się gotuje osobno. Bez sensu to robię, ale nic to.
Używam blendera albo przecieram prze sitko. Blender jest właściwie do dupy - zawsze zostają pestki i kawałki pomidora, ale można zmiksować marchewkę, która ciekawie odmienia smak zupy.
I tutaj barbarzyńsko dodaję: soli, rosołek, magi, więcej ziół (tymianek, marianek, bazylia, koperek mi się znudził) i pieprz ziołowy, odrobinę. A na koniec walę do tego łyżkę przecieru pudliszki i dwie, trzy łyżki śmietany. A co.
A można bez. Ale Z jest bardziej esencjonalna.

Tak mnie naszło ostatnio po lekturze (przypadkowej, bo nie gustuję w blogach kulinarnych, choć się nimi czasem posiłkuję) kilku opinii nt. pewnych dodatków. Np. keczup cebulowy. Nie lubię keczupu. Faktycznie, taki przepis napawa pewną nieufnością. Bo przecież to już blisko przepisu: kupić zupę w proszku, zalać wrzątkiem, podawać z łyżezką i kupioną kanapką. Ale też z drugiej strony takie rekomendacje mogą być ciekawe pod warunkiem, że nie stanowią głównego gwoździa przepisu.
Gwoździa do kulinarnej trumny. I na tym poprzestańmy, bo mi się kojarzy afera mięsna....

Właśnie, można dodać wywar z mięcha, jak kto woli, cięższa będzie. Ta zupa.