W tonacji "mol"

by koticzka

Po pierwsze wielkie sprzatanie po Swietach jeszcze trwa - niestety padlo na rano (zwykle w sobote takie rzeczy robie...). Straszne to bylo.
Mamy dwudrzwiowa lodowke, zamrazarka na dole. Co sie czasem dzieje na uszczelce drzwiczek do tej dolnej zamrazarki, to sobie nawet trudno wyobrazic. A tego, co rano widzialam, to nawet nie opisze, bo wstyd. Nie ma jak zostawic Szwagra - wprawdzie o lazienke dbal.... latow mu, bo malo uzywa ;P
Trzeba gorna teraz w trybie ekspresowym czyscic, bo masakra.

A poza tym sa takie dni w zyciu zolwia, ze ma ochote komus dac w morde, ale sa tez i takie rzadkie, ze nie chce, a wsrod nich takie, kiedy zolw patrzy na swoja malutka kuchenke w swoim domku i wzdycha, bo nijak nikogo na herbate nie da sie zaprosic, a co dopiero na cos wiekszego.
No chyba ze pasozyty, to ja dziekuje.

A ze z Polowicem mamy zgodne i feng shui, i biorytmy, to generalnie w domu kanal emocjonalny. Nic to, nie pierwszy, nie ostatni, bo zamierzamy tych biorytmow miec jeszcze TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYLE albo i jeszcze wiecej i to wspolnie, razem z innymi bliskimi. I tej wersji sie bede trzymac.
Niemniej dzis bardziej niz zwykle dopieka odleglosc przez kontynent. Jak to zwykle po powrocie.
Jak to ongis bywalo, sie zbieralo razem, tworzylo krog, zapalalo ogien (czasem symboliczny).
W zwiazku z tym lokalizuje sklepy z wloczka

No coz. siade w moim kacie przy biurku wieczorem z Polowicem Ponurym na kanapce i sama zapale ogien i utworze krag z drutami w reku. Na szczescie do nas tramwaj nie dojezdza to nie spadne*.

*) Robila babcia na drutach. Przejechal tramwaj i spadla. Taki kawal byl z gatunku czym sie rozni wrobelek**).
**) Bo ma jedna nozke bardziej.