Taka piekna katastrofa

by koticzka

Otoz jest to najzimniejszy bodaj dzien tygodnia, zolty alarm pogodowy w Eire, a rano w naszej sypialni 15C.
Poniewaz zacial sie wiatraczek I ogrzewanie zmarlo.
Bo wiatraczek chodzil zaraz po wymianie bodaj w zeszlym roku, ale potem przyszedl pan sprawdzic, poprawil I wiatraczek zaczal warczec. A przedwczora z wieczora zezloscil sie, zaczal warczec glosniej. Poniewaz dzien wczorajszy obracal sie wokol paczki czipsow, ktore podzarl Polowicowi Szwagier (z racji czego dostala kilka telefonow I smsow, wszak sprawa kluczowa) I Polowic w sprawie grzania nie zadzwonil zglosic.
Daj Merlini I Panie Boziu, zeby rzeczywiscie trwalo to teraz 1 dzien roboczy, a nie piec, jak poprzednio, bo weekend po drodze to raz, zimno to dwa, a trzy - teskno mi bedzie bez Polowica I kota Pangura the Pumpkinaw spiworku w pracy. Poza tym wszystko tu mam - prysznice, czyste toalety, mikrofalowke, kuchnie oraz maszyne z napojami szkodliwymi dla zdrowia.
I oczywiscie internet.

I nie da sie juz zmienic jezyka na stronie, doodoos, zablokowali. trudno, bede mniej pace cwiczyc, a moze sie pary kodow wiecej naucze.