Kocie tortury

by koticzka

Nasz kotek byl chory I lerzal u weterynarza na kamienie w pecherzu. Kamienie jak piasek, a klopotow co neimiara.
Mialam kota cuchnaca pasta karmic na zakwaszenie. Wlasnie sie Polowic dowiedzial, ze chwilowo pasty nie trzeba, a nwet lepiej bez niej.

Po ostatnim podejsciu smierdzi pasta caly tylni korytarz czyli kanciapa przechodnia do ogrodka na tylach domu, bo kotu lape w kocu zdecydowalam sie babrac.
Dzien wczesniej kot oglosil strajk glodowy I nic nie jadl przez ponad dzien, bo w misce byy tylko granulki z pasta.
Jeszcze wczesniejsze podejscie skonczylo sie praniem kanapy w dwoch miejscach, bo kot lekko zaspany nagle pojal, ze mu nalozylam na lape paste I wystrzelil z fotela przez kanape, okrazyl pokoj dzienny I udal sie umyc obrazony w miejsce blizej nie zidentyfikowane, bo ja rzucilam sie do czyszczenia pokoju zanim smierdzielstwo wsiaklo w meble.

Z ciekawostek, pierwsza porcje wchlonal dran dobrowolnie I z apetytem; druga porcje z mniejszym, jednakowoz wchlonal.

Nie wiem, kto bardziej cierpial, kot czy ja.

To jak najbardziej koticzka! 19.03.2016, 22:17

Tak, to ja! Tęskno mi za dawnym blogowiskiem. Akurat niedawno sobie rozmyślałam o Waszej Wyspie i o Was - jak miło, że się odezwałeś! Mam nadzieję, wszyscy zdrowi? :)


Wyspiarz 18.03.2016, 08:49

W zasadzie przestałem zaglądać na blog kilka lat temu, ale dziś mnie coś podkusiło. Widzę że nadal blogujesz dosyć regularnie. Przez chwilę nie byłem pewien czy to Ty, ale wzmianki o kocie i Połowicy przekonały mnie, że na pewno. Serdecznie pozdrawiam z Krakowa. Wczoraj byłem w Twoim Bielsku. Wyspiarz