Paszport czyli wtorny analfabetym

by koticzka

Sobie zrobie, nigdy nie wiadomo, kiedy sie przyda. Chcialam przed wyjazdem, ale bedzie (maksymalnie) moze I w lipcu. A moze wczesniej.

Pare miesiecy temu chcialam sie umowic na wizyte, a mozna tylko internetowo. Terminow brak. Nagle sie termin pojawil, przypadl wlasnie niespelna dwie godziny temy. Konkretnie na 12:27. Tak. Dokladnie. Z uwaga, zeby sie nei spoznic, bo przepadnie, nie ma I trzeba od poczatku. I zeby przybyc wczesniej na wszelki wypadek.
Przybylam pare minut wczesniej (konkretnie 11), pobralam wniosek, udaje sie na wskazane pietro I staje przed drzwiami z notka, ze "Czas oczekiwania na zlozenie wniosku o passport moze wydluzyc sie nawet do dwoch godzin." I ze przepraszaja za utrudnienia etc. W srodku nieuprzadkowana kolejka, ale wprawny Polak wie, za kim stoi, nie? :)

Stoje, czekam malo cierpliwie, bo but mnei cisnie jak diabli. Mnostwo maluchow, ktore beda podrozowac najwyrazniej w najblizszym czasie nie wiadomo gdzie, wiec im passport niezbedny, bo jeszcze nie wypuszcza obywatela z ojczyzny, w ktorej sie nawet pewnie nie urodzil. Jedna z kobiet przede mna zapytana, na kiedy byla umowiona, odpowiada, ze na 11:50 czy cos kolo tego. A tu zbliza sie 13:00.
Mialam ogromne szczescie, jakos tak sie porobilo, tak sila woli zaczarowalam, ze zcekalam tylko 40 minut na przyjecie mnie.
Bardzo fajni ludzie tam pracuja. Naprawde. Tzw. mlodziezowy szacun.
Szybko I sprawnie, niecale 5 minut I pedze do biura, bo passport w optymizmie calym zalatwialam na przerwie na lunch, ktora standardowo trwa 60 minut. Szczesliwie nas nie rozliczaja z kazdej minuty, ale paly nie zamierzam przeginac, bo mi sumienia nie pozwala, jakos tak, ten typ tak ma.

System komputerowy jest do staropolskiej dupy, ale to nie wina system nawet....
Z okolo 10 osob przede mna JEDNA kobieta byla przygotowana. Cala reszta nie wiedziala, jakie dokumenty potrzebne sa do wydania paszportu. Nie wspominajac o irlandzkich aktach urodzenia dzici itp., az po stan niewiedzy, ze paszport na panienskie nazwisko mimo wszystko JEST wazny, chociaz niekoniecznie uprawni do wjazdu do innego kraju - a na koniec okazalo sie, ze kobieta I tak nazwiska nie zmienia, a paszport ma ciagle wazny.

A wszystko jest tak jasno opisane, ze nawet JA wiem, co poczac z malym Polakiem, kiedy sie urodzi w Irlandii czy tez innym kraju. Znaczy urzedowo, co zrobic, bo poza tym to nawet potrzymac to moze lepiej nie ja.