O koticzce RSS

    Chusta Maureen 21 kwietnia 2013, 22:16

    Z cyklu: Bez kategorii

    Skończyłam! Przekazałam! Chyba się podoba :) Czego zdjęcia nie pokażą to wyszywana czerwoną nitką dedykacja "Od Połowica i koticzki dla Maureen". Oczywiście po anhielsku oraz zmieniono imiona darczyńców. Chustę wykonano na urodziny, ale koticzka spietruszyła sorawę i skończyła dopiero jakieś dwa czy trzy tygodnie PO. ;P Zdjecia z letka od czapy, bo bieżelim na obiad do centrum, do "Wujka" na Moore St. (Shoping Mall, pycha!), a potem na drugą stronę hrapstwa, a właściwie poza jego granice do Cioci Maureen. Z tego wszystkiego nie zdążyłam złapać resztki światła dziennego, żeby załadować na etsy moją nową maskotkę - komplecik biżuterii na szydełku z ciemnym metalem, który jak nic będzie barwił skórę! No cóż, lepiej pokombinuję, co z tym zrobić, znim ktokolwiek się na poważnie zainteresuje, bo mnie jeszcze przeklną i wyklną. Z drugiej strony, obawy wielkiej nie czuję, bo zainteresowanie zakupem moich dłubadełek jest mierne. Niby się podobają, ale jakoś tak nie wystarczająco, jak widać. Gdzieś robię błąd w całym procesie - ale nic to, kiedyś do tego dojdę. Troszkę jak Sherlock Holmes tylko w zwolnionych obrotach ;P;P;P

    A oto chusta Maureen własnego pomysłu i wykonania, bezcenna i niepowtarzalna (nie znoszę powtórek, nie nadaję się nawet do produkcji seryjnej, co dopiero masowej). Przy okazji pragnę zauważyć, ze faktycznie włos mi się świeci niczym napomadowany, co mnei zdumiewa, bo w lustrze tak atrakcyjnie nigdy nie wygląda :) Z tych paru fajnych rzeczy, którymi mnie Natura obdarzyła, to niezła czupryna, z której mi została chyba połowa. Wszystko przez Irlandię! :D Chusta:





    CHUSTA - kliknij po więcej zdjęć (w sumie 5)

    Komentuj (2)

    Spacer 22 kwietnia 2013, 15:20

    Z cyklu: Bez kategorii

    Hura, mialam (mam) aparat przy sobie :) Bedzie pejzaz przemyslowy.

    Komentuj (0)

    Mordoksiążka 22 kwietnia 2013, 22:57

    Z cyklu: Bez kategorii

    Czy mogłybyśmy się dodać do znajomych?
    Nie mogłybyśmy. Bowiem mordoksiążka zamknęła mi konto. Zastanawiam się nad sensem ciągnięcia tam czegokolwiek, bo ciśnienie mi się tak podnosi, że mam kłopoty z zasypianiem, jeśli podejdę blżej fb-a oraz kręci mi się w głowie. Ale obiecuję dać znać, jeśli się zdecyduję / uda mi się odblokować. I wtedy będzie mi baaaardzo miło.
    A język, jakiego uważam przy kontakcie z tym stforem - ja tego języka nawet nie znam. Gdybym była mocno religijna, zażądałabym obłożenia klątwą jako narzędzia opętania abo co.
    Zen. Faza zen. Ommmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. Jestem oazą spokoju, kwiatem lotosu na p%$#*&ym jeziorze szczęścia.
    To jaspróbuję wrzucić zdjęcia - przy czym mój stary komp staje się z dnia na dzień kolejnym narzędziem opętania i wkrótce będę go musiała obłożyć klątwą oraz wymienić na nowy. Trochę szkoda, sentymentalna jestem.
    I jeszcze raz dziękuje za komplement

    Komentuj (0)

    Dublin, RoI, Docklands 22 kwietnia 2013, 23:37

    Z cyklu: Bez kategorii















    Grrrrrrrrrrrrrrr. Za dużo nerwów. Potrzebuję nowy komp oraz rozwodu i separacji z fb - niech ktoś im zabroni pokazywać mi się na oczy. Chamy zamknęli mi stronę w momencie, kiedy próbowałam legalnie sporządzić moją stronę ze sklepikiem. Nie mogę darować patałachom. No nie mogę. Jak można płacić takim cepom za takie badziewie? Dprawdy.




    Komentuj (1)

    Sen 23 kwietnia 2013, 11:29

    Z cyklu: Bez kategorii

    Czasem śni mi się moje rodzinne miasto. Nic dziwnego. Błądzę w nim, najczęściej chyba po dworcu, zapewne dlatego, że po wyprowadzce odwiedzaliśmy tak często moich dziadków. Dwa dni temu maszerowałam ulicą za Połowicem i Szwagrem ciągnąc swój wózek golfowy. Następnego dnia w rozmowie z pewną znajomą z pracy dowiedziałam się, że jej mama tam mieszka i to w okolicach tych samych, co i my mieszkaliśmy, nazyw ulic, mimo że nie pamiętam ich lokalizacji brzmiały tak znajomo.
    Wlazłam zatem na wspaniały wynalazek jakim są Google maps i z niekłamanym zadowoleniem stwierdziłam, że w odróżnieniu od BB, moje rodzinne miasto zostało włączone w StreetView. Pokręciłam się zatem wirtualnie po owych dwóch ulicach i obejrzałam dworzec. Niesamowite jest to, że w moich snach całkiem dobrze ów dworzec zapamiętałam - lub raczej odtworzyłam - jako bryłę. A to, że kluczę korytarzami, których zapewne nie ma i nigdy nie było (?...), to naturalna część snu. Na jawie pamiętam bardzo niewiele; chociaż teraz zalewa mnie lawina wspomnień, wywołana jednym "kamykiem". Jakże typowe.
    Moje serce bije mocno, niemal drżę. Dziwnie mi. Miło.

    Komentuj (0)

    mordoksiążka po raz nty 23 kwietnia 2013, 11:35

    Z cyklu: Bez kategorii

    Właśnie. To zasługuje na osobny wpis i na zakup lotka, bo udało mi się gada odblokować. Bynajmniej nie dzięki oczekiwanej ode mnie znajomości archiwów ludzi, z którymi jestem "zalinkowana" (no wybaczcie, ale nie przejdzie mi przez klawiaturę, ze to przyjaciele!). Wrócę do tego wieczorem :) Od razu się po mordoksiążce przejechałam NA mordoksiążce (w yngliszu, nie w ojczystym)
    Miałam przeczucie, plik z dostępnymi fotkami oraz kilka notatek z maili i historii surfowania.
    Bezpieczeństwo.
    Na mordoksiążce.
    I znowu mnie nerwy noszą.
    Mrodoksiążka nie od mordy zatem, ale od mordu w oczach.

    To ja wracam do roboty.

    Komentuj (0)

    Marazm plesniowy na różowo 25 kwietnia 2013, 16:30

    Z cyklu: Bez kategorii

    Nie ma serka. Nie widziałam Turka w Eire od ponad roku, może i od dwóch lat :(
    W końcu dziś wieczorem może dobiorę się do komputera, bo podjęłam drobne zobowiązania, a nie chciałabym, by mnie posądzono o jakieś niemiłe rzeczy. A to tylko niedoczas mój codzienny oraz fakt, że wczoraj Połowic się dorwał do klawiatury, a potem już późno się zrobiło, zatem wykończyłam bransoletę dzianą ZAMIAST. To zresztą względne, bo mam ochote jeszcze coś do niej doczepić. Potem trzeba dorwać słońce i trzasnąć zdjęcie. Aparat jest naprawdę do niczego, jeśli chodzi o oddawanie kolorów. Artystyczne zdjęcia to może i się da, turystyczne również, jednakowoż tą razą niezupełnie o artyzm chodzi, ale np. o kolor. A to leży i kwiczy i np. głęboki fiolet jest granatowy. Załamka.
    Poza tym stwierdziłam po raz kolejny, że Irlandia wypaczyła mi gust i poczucie stylu.
    Rozpoznaję, ale nie śmiem. bo mogłoby to wystawać.
    Ten kraj jest tak zalany tandetą, że chińskie markety to szczyt kultury i elegancji. Naprawdę, przepraszam wszystkich, którzy na to NIE zasługują, ale po pierwsze chyba większość moich znajomych obkupuje się za granicą, po drugie - można być eleganckim, naturalnie i znam osobiście wielu ludzi z klasą, ale proste to nie jest. kto żył w kryzysie, to wie, że czasme mocno się trzeba nagimnastykować - albo słono zapłacić. Osobiście stawiam na gimnastykę, zdrowsza i więcej satysfakcji ;P Inny aspekt tego kraju to taki, że ciuchy klasy bielskiej tzw. giełdy kupuje się tu w renomowanych sklepach za podobne ceny, tylko zer mają więcej. Dodatkowo bistorek rules. Upodobania większości różnią się między wschodem i zachodem pewnie od zawsze, odkąd zauważono, że jedna skórka ma inny kolor i kształt i inaczej wygląda na innej istocie. To, co przypominją sobie tu kobiety do głowy na wielkie imprezy przysparza mi sporo radości. Sporo modnych i popularnych ciuchów jest dla mnie kwintesencją tandety. Na pewno wiek też ma tu sporo do czynienia.
    Tak sobie patrzę na to, co ludzie sprzedają na tym etsy i rozumiem coraz mniej. Cóż, na szczęście nie jestem i nie zamierzam zarabiać jako krytyk sztuki współczesnej, ale musze sobie często przypomimnać, że otwarcie galeryjki nie było (i nie jest, i, mam nadzieję, nie będzie) kierowane żądzą zysku, ale wentylem nieukierunkowanej i niekontrolowanej kreatywności. O różnym poziomie, z pewnością to nie galeria sztuki! :D
    Natomiast instynktowna i nieco podświadoma analiza upodoban klienteli, jaka mi się dokonuje mimowolnie w mózgu, oraz porównywanie się z innymi nie działają na mnie najlepiej. Działają wręcz źle i to do tego stopnia, że się zastanawiam, czy nie złamać moich postanowień i zasad i nie wykorzystać resztek różowej włóczki na stworzenie jakiegoś różowego okropieństwa w celach mniej więcej eksperymentalnych. To nie jest zdrowe. koticzka z różowych rzeczy lubi tylko truskawkowe artykuły spożywcze.

    Komentuj (1)

    Czysta woda 26 kwietnia 2013, 13:25

    Z cyklu: Bez kategorii

    Czytam sobie wiadomości takie różne, w tym z Polski, np o wodzie do picia w PL i stwierdzam, że mi się chę tę wodę tracić poprzez otwory oczne. Wybór wód. Jak wino. W Eire też są różne wody. Jest Cisowianka, cała gama Żywca itd. No i loklan jest i kranowa, nie wiem już sama, czy lepsza od butelkowanej, czy nie, bo kranowa ma przynajmniej jakieś źródło tutaj. Wprawdzie gupiki nam od niej zdychają często, ale. Może następnym razem wypróbuję dla nich butelkową, zobaczymy, czy przeżyją.

    Poza tym kolejne zderzenie z betonem czyli irlandzką służbą zdrowia; może tym razem uda się Połowica namówić na polską klinikę. Póki to jeszcze podpada pod rubrykę "profilaktyka".

    ----------------------------
    Adriano, czy mogę prosić o sowę w sprawie fb, żeby przesłać friend request? Uprzedzam, ze ja tam jendak jestem nad wyraz monotematyczna! Podobnie jak tu, tylko w innym sektorze ;)

    Komentuj (1)

    Czyżby czyżyk? Czyli ni to ubiór, ni to klejnot albo kawałek trawnika na rękę w formie bransol 29 kwietnia 2013, 15:56

    Z cyklu: Bez kategorii

    Czy to jest bransoletka to ja nie mam pewności, ale inni podobne takie cosie tak nazywają, więc ja też. Zwizjonowało się, zrobiło się, sfotografowało się, wisi i idzie do kufra.
    Wizji podobnych (gatunkowo, choć nie stylowo) miałam jeszcze dwie, czekają na publikację w galerii. Chociaż nad jedną jeszcze trochę kombinuję, może do niej coś dołączę.
    To takie drobne przerywniki w innych jeszcze realizacjach wizji rękodzielniczych, które jakoś muszę zrobić i już. Kilka ich jest i nie chcą odpuścić.
    A z nimi to zupełnie tak jak ze śpiewaniem. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.

    Czy tylko ja mam taki syndrom, czy inni też, że towarzystwo niektórych osób, nie do końca takich totalnie obcych, budzi/wzmaga poczucie samotności?

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl