O koticzce RSS

    Wprawka - ale po angielsku 22 lutego 2013, 12:10

    Z cyklu: koticzka pisze

    Otóż. Spróbowałam trochę z wlasnego, a troszeczkę z irlandzkiego punktu widzenia poruszyć problem śmieci w kontekście nastolatków. Bo mnie wkurzają, bo kurzą na schodach i ŚMIECĄ. To kurzenie mniej mnie porusza, chociaż uważam to za idiotyzm. Paliłam krótko - na studiach, rzuciłam, bo mi wolność bliższa niż uzależnienia. Czasem zapalę przy piwie - w pubie lub towarzysko na ganku u H. :) Dwa, trzy papierosy na rok? Moze nawet 5, jak doliczyć Xmas party, gdzie się ratuję przed tym tłumem, z którym na siłę decyduję się socjalizować (od lat bezskutecznie, no nie mamy wspólnego języka i już). Wow.

    Za to dostaję piany na ustach, jak widzę Ajriszów rzucających śmieci na ziemię. Wtedy wychodzi z ukrycia ZŁA KOTICZKA. Taka, dla której robi się wielkie tablice ostrzegwacze na ogrodzeniu.
    Niech sobie świnią u siebie.
    Nie utożsamiam tego kawałka z moim miejscem, ale chcąc-nie chąc to jest mój DOM. Choćby i tymczasowy (kto wie, co przyszłość przyniesie, plany były tak straszliwie inne, a wyszło jak jest).
    Przypomina mi się ten kawał o żabie na bagnach. Siedziała on na liściu, a tu facet szedł, plump - wpadł w bagno i tonie. Błoto mu już zalewa usta, miota się, a żaba się gapi, bo co ma robić.
    - Co się gapisz? - wybulgotał facet, plując błotem.
    Żaba nic.
    - Spierdalaj!
    Żaba nic, nawet się nie obruszyła na wulgaryzm.
    Facet utonął, błoto go zakryło, uspokoiło się.
    A żaba patrzy na to, kontempluje i tak do siebie mówi, wzruszając ramionami (mimo zrośniętych kości, jak to u płazów)
    - Co się gapisz? Spierdalaj? Przecież ja tu mieszkam.


    ----------------------------------------------

    Morning Mess

    Lucan Village.
    A nice, green, family friendly living space. A bit boring sometimes but it’s all right, overall, and the buses are there.
    You head towards your bus stop and head towards St. Mary’s. You spot them from the distance, a bunch of giggly girls, not that noisy as for what teenagers can be. Probably nicely made hair, probably a bit of make up, hard to be a teenager these days – their colleagues are so demanding and merciless. You approach them and – yes, you could expect it – they are smoking. Obviously. It was not so long ago so you remember it yourself.
    Bad habit. BAAAAD, bad habit. OK, you did quit only last year and for the bet but admit it, the chewing gum is so much cheaper and Friday pizza tastes so much better now. Not to mention you got new, deeper breath. And a fresher one, as Someone noticed recently and this was somehow so much rewarding!
    Health aside (be fair, it was not for health when you quit, at least initially) – who sells them cigarettes? Do they sneak it from smoking parents? First thing to do to compensate child benefit cuts in the family budget (and perhaps cuts in the smoking teenagers’ pocket monies).
    OK, a teenager’s life is not easy but there was mummy – she would tell you what to do, not to worry, or at least she would tell you off and you knew what was good, what was bad and where you were standing. And then again she would clean your room. Even if it was at the cost of another row, she’d pick up all rubbish, fold the clothes and put the stinky socks to the laundry, this is what mothers do, isn’t it? Even this quarrel with your dad the other day as if he was doing all the cleaning. OK, he did some, good man, very democratic, on can say – or what’s the word, never mind. Yeah, it was good days when you did not need to hope for Caoimhe’s mercy to help you after last Saturday’s party, gee, this was a skip! Cans, wrappings and cigarettes everywhere. And even in the garden. You COULD sweep it under the bush or just leave but… well, it IS your home. You fancy a bit of mess here and there but it is your mess. Your personal stamp on the space you live in. And not too much, you have enough dignity not to live in the skip. Or do you. Yes, you do. And your new friend, Bob-Next-Door who popped up then, you did not know he is so much of the laugh, will chat to you about Arsenal again. Or his tidy garden.
    Not like here, on these steps. How can they even stand there, empty cigarette boxes and stubs everywhere and the stench! Ex-smokers have more sensitive smell. You hold back the urge to tidy up the place and collect the rubbish to the empty bin just next to them. Finally you are not at home, just left…
    Wait.
    It is your home. This IS your home, you leave here, you have your post delivered, you have just had a party last week and you pay for it! Or you will be but you do not want to think about the politics the very first thing in the morning. You’d rather stay at home anyway, wandering around in sloppy slacks and socks. Stay at home as long as you can, far from all big, important issues, global crisis, politicians, protests and traffic jams, oh, the traffic jams!
    So. Someone’s else’s kid arrived to your home and makes it filthy. And you did not even invite them for a party, which might be an excuse to drop all the junk and leave carelessly behind, as written in the usual party scheme!
    And who’s gonna clean it now? Your council??? Are you kidding me?! They cut even salaries how can they send you a man with equipment! Perhaps the neighbours will gather again and you can come back from work excused you did not participate? Your mummy would not do the job, either, but there would be a fight, oh men – amen! Should you do that? OMG, your turning into your own parents!
    Should you tell them off?
    What will you say – smoking is bad for you and collect your rubbish?
    Go to the school principal and put an official complaint? (but they are not ON the school-ground)
    Call Garda? Where is the closest one by the way – did they close the one down the street?
    Should you get their names and contact the parents?
    Should you ignore and live in the skip?
    Mummy! Daddy! Help! This bad kids are messing my home!

    Komentuj (0)

    Nabazgrolone naprędce 28 stycznia 2013, 16:21

    Z cyklu: koticzka pisze

    WSPOMNIENIE SKRZYDEŁ

    piórem się osłonię przed zimowym deszczem
    halnym wiatrem i wiosenną powodzią
    przed skwarem nie w porę
    przed przedwczesnym smutkiem po tym
    co wciąż tryska szczęściem
    jednym piórem
    nie wyrwanym
    na karku
    bo za daleko od dzioba

    duplin, 28 stycznia 2013

    Kolejne rozruszanie pióra inspirowane tym, co za oknem:
    Za oknem niewiele widać, deszcz wali o szyby zprawej-lewej-prawej-lewej - jakby się szlauch komuś wyrwał, przy tym słońce świeci. Wiatr słyszę i czuję w niemal wyłączonej klimie. Biuro meteorologiczne obiecało nadnormatywnie wysokie fale i podtopienia.
    Mam stary połamany parasol i kożuszek, który sobie lekko nasiąka. Moze jeszcze przestanie, ma na to jeszcze 3 godziny, haha.

    Komentuj (0)

    Czarno.... 25 stycznia 2013, 17:48

    Z cyklu: koticzka pisze

    Czarno - ale na bialym.
    Nie wiem, czy mi to na dobre wyjdzie; chyba zaczynam analizowac co sie dzieje z dystansem.
    Powinnam dodac wreszcie, ale jedna jaskolka, a nawet dwie wiosny nie czynia, zwlaszcza ze to Eire, a tu wiosna zaczyna sie 1 lutego, ktory to miesiac jest zwykle najchlodniejszym miesiacem w roku, przynajmniej tak mi przez ostatnie 8 lat wyszlo.

    Najpierw jednakowoz musze dotrzec do domu, potem jeszcze internet musi dzialac (jednak czarnowidztwo???? dlaczego mialby nie dzialac???), a przede wszystkim musi mi sie zachciec. A do tej pory glownie o to sie wszystko rozbijalo - o to, ze chcenie wystepowalo w deficycie. W POWAZNYM deficycie.

    Niemniej, czy to mozna zaliczyc jako piatkowe rozgimnastykowanie piora? ;)

    ---------------------------

    Zbiegiem okolicznosci chyba mozna wytlumaczyc zjawisko polegajace na wysypie w ostatnich dniach przepisow na blogach, ktore podczytuje, a w ktorych zwykle kuchnia nie pojawia sie nawet jako rekwizyt. Nie zwrocilabym uwagi, gdyby nie fakt, ze tak naprawde nie znosze przpisow - ani czytania, ani tym bardziej pisania (juz wiadomo, co mi mozna zadac jako szlaban). A tu nagle MUSIALAM sie podzielic smakiem nie takiego znowu wyszukanego dania.
    Blipujacy mogliby to zamiescic pod tagiem: Globalna Gastrofaza :)

    Komentuj (0)

    Kawalki odsniezone 24 stycznia 2013, 12:04

    Z cyklu: koticzka pisze

    Chodzi o czarno na bialym - co nie do konca oczywiste ;P

    Komentuj (1)

    Żeby mi się tak chciało.... 21 stycznia 2013, 22:48

    Z cyklu: koticzka pisze

    ...ciągle pisać i pracować, jak mi się chce mieć napisane - albo jak dziergać.

    Dla ekstremalnie wąskiej grupy zainteresowanych - chciało mi się i wrzuciłam. ;>

    Komentuj (0)

    Ogłoszenie drobne 17 stycznia 2013, 12:00

    Z cyklu: koticzka pisze

    Sprzedam pióro*).
    Tylko legalne i poważne oferty!

    -------------------------

    *) metaforyczne

    Komentuj (1)

    Ćwiczenie na rozciągliwość ("pióra") 16 listopada 2012, 17:11

    Z cyklu: koticzka pisze

    Czas na małą historyjkę.
    Miasto wysysa ze mnie pomysły niczym Dementor. Ale zachód jest taki piękny – przestrzeń, przytulna przestrzeń między niebem i ziemią, jakby nigdy nie istniała cywilizacja, tłum, chaos i zgiełk.
    Kolory. Nie ma szarości spalin i monotonii. Trawa we wszystkich odcieniach jesiennej tęczy z brokatem wrzosów i szafirowego nieb odbitego w filuternej wodzie, ukrywającej się między kępami, podglądającej psotnie przybyszów. Obcych. Ale łatwo byłoby się zintegrować; pobrudzić, połamać paznokcie, rozczochrać ulizane włosy. I przepychać i przeciągać kamienie z matką ziemią.
    A potem zmęczyć się i marzyć o ucieczce do miasta?...
    Może nie jestem tak do końca wieśniaczką, człowiekiem roli. Nie jestem też tak naprawdę mieszczanką. Jestem pełną gębą prowincjuszka i do mojej prowincji tęsknię. Tam jest dobrze.
    Byłbyż to zaledwie piątek i wpływ dość intensywnego tygodnia?

    Trzy kubeczki u Disneya, hłe, hłe. Syndrom naszych czasów. Poniekąd Irlandii, gdzie hazard już dzieci mają we krwi.

    I co to jest, do diabła, ten instagram?


    Zamiast koticzka pisze powinno być chyba koticzka wyklepuje. Jest wypisuje, wygaduje, to wyklepuje też powinno być, bo w klawiaturę się klepie.

    Komentuj (0)

    Prawo państwa 07 listopada 2012, 21:57

    Z cyklu: koticzka pisze

    Tak sobie czytam, analizuję, rozmyślam, TV obejrzę, popatrzę, jak się ludzie usiłują pozabijać w Grecji.
    I tak sobie myślę, kiedy mnie czarna rozpacz i zwątpienie w rodzaj ludzki ogarnia, co to w końcu jest państwo. Co to jest samorząd lokalny. Po co, dla kogo, co ma robić.
    No bo przecież państwo to my. Jest już w końcu demokracja. Jaka jest, taka jest, ale wybierany rząd ma reprezentować mnie, o ile miałam szczęście załapać się na większość, którą on reprezentuje.
    Bo jeśli jeszcze w mniejszości jestem i protestuję, to można zrozumieć, ale na przykładzie Grecji - przecież ja im płacę (Grekom może niekoniecznie, ale lokalnym, owszem, jak najbardziej). No i fajnie - ja rozumiem, że ktoś się zapożyczył na moje konto - pośrednio przez podatki - i teraz muszę spłacać (poprzez owe podatki, aczkolwiek nie tylko). Zakładam, że podatki idą w równej mierze na wszystko. tak dla uproszczenia: trochę na drogi, trochę na edukację, trochę na policję itd. Ja się zgadzam na te podatki, płacę grzecznie, oczekuję (i dupa, usługa nie dostarczona, ale niech już będzie, że nie wszystko się uda sfinansować). Ale jeśli jest ten wielki dług i pomoc z zagranicy - to tym bardziej wypadałoby spłacić. A jeśli nagle cały naród się nie zgadza, bo ktoś gdzieś przesadził - i załóżmy, że w końcu na łapówki mneij lub bardziej legalne poszła MNIEJSZOŚĆ tych kwot, i już mniejsza o resztę - ale załóżmy przez złe zarządzanie się spieprzyło wszystko, a przecież niekoniecznie to złe zarządzanie musiało być w tym konkretnym państwie (np. Irlandię pociągnęły na dno usługi finansowe w skali międzynarodowej). No i przepultane są teraz te masy, ciężarówki pieniędzy, ale dług jest. Ktoś je wyłożył. Poprzez podatki również. Np. kolega Słowak czy też Pierre, Richie, Natalia Wasiljewna, którzy pracują piętro niżej.
    (oczywiście nie, bo piętro niżej nie ma personelu pracującego. Tam się pali hasz. I uprawia seks służbowy. I inne takie.)
    Więc wypadałoby oddać, prawda? Bo jak się nie odda, to Pierre będzie musiał w jeepa inwestować, żeby do pracy przejechać drogą gminną. Szkoda Pierre'a.
    Ale Apollo czy inny Zorba się ma prawo nie zgodzić... No właśnie.
    Ma prawo czy nie?
    I jaka cena jest jeszcze akceptowalna?
    I co jeśli w państwie dłużniku ludzie założą maski V for Vendetta i zakrzykną NIE?

    Bo cały kryzys, mimo wszystko, stał się przecież w pełnym obliczu i świetle prawa, za wielopokoleniowym i prawdę mówiąc ogólnym przyzwoleniem i wszyscy byli szczęśliwi.
    A na pewno więcej osób niż obecnie.

    Zatem, reasumując. W okropnym, prymitywnym uproszczeniu to wszystko (i tak juz uproszczone) Państwo się zapożyczyło międzynarodowo. Obywatele mówią: NIE.
    I co teraz?

    Bywało już nieraz w historii, nie tak dawno nawet - Argentyna np. I dawniej bywało też. Co mi przypomina, że neonaziści się w Niemczech zbroją. Mimo że tym razem Niemcy to kraina mlekiem i miodem płynąca, a w Grecji nie mają nie tylko na lekarstwa, ale i na chleb.
    Cóż - pomyślała koticzka, sięgając po kawałek białej czekolady z całymi orzechami Alpengold importowanej z Polszczy, zakupionej w sklepie prowadzonym przez obywatela jendego z krajów bałkańskich w Republice Irlandzkiej - skoro nie ma chleba, niech jedzą ciastka. Wszak i koticzka to robi nie mając bułek.
    Ciekawe, kto to naprawdę powiedział, bo Maria Antonina nie.

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl