O koticzce RSS

    Raz-dwa-trzy... 18 września 2012, 12:08

    Z cyklu: Bez kategorii

    ...próba bloga.
    Jak sié sprawdzi, to bedzie nowe koticzkowo.

    Komentuj (0)

    Nie poznaje 18 września 2012, 18:06

    Z cyklu: Bez kategorii

    Ciagle biegam po pustych korytarzach, schodami w gore, schodami w dol, po piwnicy, cholera wie po co.
    Chce do tej kawiarni! Na pieterko. Mam nadzieje, ze menu nie gorsze niz...

    Komentuj (1)

    Krakow, Piwna 7 (szukaj w sieci) 19 września 2012, 12:46

    Z cyklu: Bez kategorii

    W czasie, kiedy czekalam, az mozg przestanie mi kipiec od sluzbowych rozwazan, sobie zerknelam na horoskop. I taki oto jest:
    Przed Toba slawa
    Wieczna zabawa
    Wszystko jak z nut
    Pieniedzy w brud...

    Komentuj (0)

    hm. 21 września 2012, 11:17

    Z cyklu: Irlandia

    Taki fajny blog, a pisac nie za bardzo o czym.
    Stan zawieszenia z powodu przeziebienia.
    Dawno wyczekiwanie przez Polowica zwolnienie.
    Ale juz mi przechodzi i znowu gdzies gna, doznawac, przezywac, zwiedzac, ogladac.
    Zwlaszcza ze na Wyspie taka piekna jesien sie zrobila i trwa- czysta anamalia pogodowa.

    Komentuj (2)

    Kwiatek Prady w oko wpada 21 września 2012, 21:54

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Tutaj można obejrzeć (strona babskiego magazynu Grazia):
    http://www.graziadaily.co.uk/pub/21publish/s/showreports/PRAD_SS13_0388.jpg
    Więcej takich na wiosnę-lato 2013.


    Hej, szydełka w dłoń? :)

    Komentuj (0)

    Anna Karenina (wzburzonam) - spoilers 22 września 2012, 22:48

    Z cyklu: film

    Nie polecamy.

    Przypomina mi cyrk i "Rozenkrantz i Guildenstern nie żyją", co jest dobre dla współczesnych wersji Szekspira (właśnie sobie przypomniałam, że spolszczona wersja tego nazwiska jest legalna). Większość akcji odbywa się w teatrze (tani symbolizm dla wspołczesnej para-inteligencji???), a to, co odwołuje się do prawdziwego życia jest właściwie pochwałą komunizmu, co z uporem maniaka interpretowałam jako sielankę na wsi. Sielanka w pocie czoła (przeciwko temu nic nie mam), wszyscy pracują ciężko (mogę tylko pochwalić) - a pan na włościach macha kosą równo z innymi (no dobrze. Generalnie w porządku, równy gość. Ale w kontekście ROSJI CARSKIEJ, końca XIX wieku i brata komunisty?!?!?! To ja przez tego dupka mam zadatki na zakupoholiczkę, a właściwie nie tylko zadatki! I parę innych nieciekawych kompleksów).

    Generalnie jako osoba przewrażliwiona wskutek siedmiu lat życia na emigracji uważam filma za niepoprawny politycznie i oświadczam, że chce mi się żygać/rzygać/pawia puścić na wszystkie stereotypowe opinie tzw. świata zachodu na temat tzw. bloku wschodniego /postsocjalistycznego itd.

    Z jednym sie zgadzam - dekoracje teatralne z powodzeniem zastępują zimowe krajobrazy Rosji, a choć podobno Sankt Petersburg podobny do Paryża (czy też odwrotnie? ;>), to może nie wystarczyć, zwłaszcza na krajobraz zimowy - trochę zimna za mało.

    A przecież dało się zrobić filmy z tej epoki w sposób normalny i interesujący, prawda? Nie trzeba się bawić w maskarady i koreański balet folklorystyczny na balu. A może wtedy tak tańczyli walce, przebierając łapami i macając się po ramionach i szyjach. Nie wiem.

    Nie podobało mi się. Nie polecam.

    -------------------------------


    Poszperałam. Musi być wyjaśnienie, dlaczego. Rozumiem, że po 11 czy coś koło tego ekranizacjach szukali nowej koncepcji historii. Ale dlaczego tak na siłę???

    Przypatrywałam się różnym tańcom, walcom, mazurkom, kardaszom, ale tego walca koreańskiego z wersji 2012 nie namierzyłam. Jak wyżej - może tak się i wygibali, sama już nie wiem, ile palców widzę.

    Keira miała świetne kostiumy, to na pewno, ale właśnie biorę ciuchowy odwyk. Poza tym nie mam przekonania, że na pewno z tego okresu. Z drugiej strony Sophie pozwolili grać z grzywką (może tam jakieś cóś ma na czole abo co, ale do epoki to ma się nijak i raban o to był). Ale w końcu "do wielkiej wojny zbroja i miecz, a później karabin" to dewiza Holywood, a powszechna amerykanizacja postępuje w tempie kroczącym. Mózgów też. Dalej już tylko Kanada i Australia. To żaden rasizm ani nacjonalizm. To czysta statystyka. Taka sama jak ta, wg której w PL jest jeden z najwyższych wskaźników umieralności po operacjach. Ale szukać proszę samemu, bo ja mam weekendy wolne.

    Komentuj (0)

    Slaba plec 24 września 2012, 11:14

    Z cyklu: J.K.Rowling


    Nie zaliczam sie. Moja rodzina z obu stron to historia silaczek i nadzwyczajnych kobiet. Nie znaczy to, ze wszystko szlo jak w filmach o super-bohaterach i ze nie bylo zalaman.

    Dlatego pewnie wkurza mnie (od dawna, gdyby ktos nie wiedzial) J.K.Rowling, ktora z jednej strony jest kobieta sukcesu, ktora pewnie musi miec - wybaczcie eufemizm i  wulgaryzm - JAJA. A z drugiej strony - ustawia kobiete ZA mezczyzna. Gupie babsko.

    Podoba mi sie, ze otwarcie przyznaje sie do tego, ze potrzebowala psychoterapii, zeby zmierzyc sie z naglym sukcesem. Gratuluje odwagi. Chcialabym miec okazji sprobowac, czy ja bylabym rownie silna, zeby wytrzymac zderzenie z wielkim sukcesem ;)

    Natomiast jej stwierdzenie, ze czula, ze musi zadowolic wszystkich i rozwiazac problemy wszystkich jest dla mnie kolejna oznaka jej slabosci - i mimo wszystko - braku owych symbolicznych jaj.

    O ile lubie czytac jej ksiazki i jestem zagorzala fanka serii (ktos jeszcze przegapil ten fakt? ;P), to jej wyobrazenie o roli kobiety w spoleczenstwie, do ktorego przyznala sie w ktoryms wywiadzie uzanje za obrazliwe. Gupie babsko.

    Pfi!

    Sobie powinna 50 shade's of Grey kupi, czy jak sié ten fan-fic nazywa. Równie dobrze mozna go umiejscowic w swiecie HP, co wielu fanow i tak robi. W ostrym stylu, psze pani.

    Merlinie Wielki, i ty na to wszystko patrzysz.

    No tak, w koncu Merlin to zasadniczo facet.

    -------------------

    Oraz dlaczego ownlog.com nie ma sledzenia komentarzy????

    Komentuj (1)

    Niesmak 24 września 2012, 16:42

    Z cyklu: Bez kategorii

    Mam mdlosci od tych pogawedek o pogodzie - autochtonski ekwiwalent polskich o polityce, tylko mniej pasjonujace, a wniosek jeden: wszedzie lepiej, tylko nie tu. Prawda goralska drugiej kategorii czyli swieta.


    Od pogody tez mam mdlosci, chociaz taka laskawa byla kilka tygodni z rzedu. Na chwile obecna - wsyztsko w normie. Leje, siecze, jest wietrznie, mokro i zimno. Jakbym sobie chciala nostalgicznego romantyzmu, to sobie wy-youtube-am stary, kochany "Here comes the Rain again" by Eurythmics. Na ekranie w zupelnosci wystarczyloby.


    Gdyby nie deficyt. Tak, W krainie deszczowcow DEFICYT wody jest tysz. Deficyt WODY tysz.


    To niech leje, lepszy Eurythmics ni Diuna Herberta.

    Komentuj (0)

    Rzady lagodza dyktature piosenki 25 września 2012, 13:07

    Z cyklu: Bez kategorii


    "Jezu jak sie ciesze,

    z tych krociutkich wskrzeszen..." itd.

    Poza tym jednakowoz dzien deszczowca i dzien zolwia (pasuja do siebie przypadkiem). Zolwia - tego od Mleczki.

    Ciekawe, czy ktos poza aniu46 kojarzy do czego pije tytul. Zakladam, ze aniu46 kojarzy od razu i bezblednie.


    ----------------------


    JKR twierdzi, ze kobieta slabsza jest. W ktoryms z wywiadow sfilmowanych (chyba jest jako dodatkowy material na dvd, ale nie pamietam, na ktorym - mam wrazenie, ze to bylo ostatnie z serii ) wprost dala temu wyraz, chociaz nie jestem w stanie przytoczyc slow. Sam fakt, jaka role pelnia kobiety w jej ksiazkach - ktora z nich zajmuje kierownicze stanowisko? Sami faceci sa w akcji, babki sa w tle!


    Rowniez sama siebie przedstawia, jako zalezna od mezczyzn i bez takiego - niepelnowartosciowa, takie daje mi wrazenie. W moim odczuciu to wynika z kultury, w jakiej zostala wychowana - brytyjskiej, z silnymi nalecialosciami iberyjskmi, gdzie, jak rozumiem przebywala (a moze i nie, UK czy tez Irlandia wystarcza, zeby mozg  w jajecznice przerobic! pfi!). To jest spoleczenstwo NADAL patriarchalne. Doprawdy, moze i u nas jest dyskrimnacja (jest na calym swiecie, moze poza Skandynawia), ale model wyspiarski doprowadza mnei do pasji szewskiej.


    Mimo ze buty sa jedna z tych niewielu rzeczy w zyciu, jakich jeszcze nie probowalam sama robic. Bo ja jestem kobieta pracujaca i zadnej pracy sie nie boje.


    Tylko niektorych robot nie lubie ;P


    Oryginalnego artykulu znalezc nie moge, wcielo, ale tu jest wiekszosc - ale w nim malo sie znajdzie jej opinii o kobietach; ponoc w ksiazce wyraza swoje zaniepokojenie brakiem rownosci. Hahaha.


    http://www.independent.ie/world-news/europe/rowling-turned-to-therapy-over-her-struggle-with-success-3236971.html


    Zazdroszcze jej? No, na pewno niektorych rzeczy - niekoniecznie pieniedzy, chociaz tez by mi sie JESZCZE stabilniejsza pozycja marzyla ;) Gupie babsko - nie tylko z tego powodu; HP 6 i 7 to jakas totalna fikcja! BUAHAHAHA.

    Komentuj (2)

    Od przysłowia do przysłowia czyli był sobie dół 25 września 2012, 22:01

    Z cyklu: Bez kategorii

    ...i się zasiedział. I się nie chce wynieść.


    Na chwilę obecną zaparł się i siedzi.


    Jak poinformował nas niby żartem mój były manager w 2008, światełko w tunelu zostało wyłączone  w  ramach oszczędności na czas kryzysu. Kryzys ma się lepiej niż mój dół, więc cóż mi pozostaje zrobić - umoszczę się w nim i może jakoś przeczekam znowu do leszych czasów, robiąc swoje.


    Mam tylko taką cichą nadzieję, że nie przegapiłam. Nadzieja zaś matką, jak wiadomo....


    Z Połowicem nie ma co się troską dzielić, bo potem jeszcze jego z deprechy muszę za uszy ciągnąć, jakby mojej było mało. Wystarczy nam ta jego. :(


    -----------------------


    Nigdy jakoś nie umiałam chować emocji, jak mi źle, to mi źle, dlaczego mam udawać, że mi dobrze (no chyba że w Celu Szczytnym Jakimś). To, co o mnie myślą inni mam w dupie tylko poniekąd. Chciałabym, żeby ludzie wiedzieli, ze złe intencje mam tylko jak jakiś patałach łazi/jeździ zygzakiem przede mną po ulicy i drogę blokuje, jak ja mknę z podświetlną w Innym Szczytnym Jakimś Celu. Ale jak ma człek powód, to moge wybaczyć nawet przed momentem żółwia. Potrafiłam beczeć na ulicy (łaziłam naonczas bocznymi), jak się wkurzam, to pyskuję i klnę z letka (tu mocno, nawet nie wiem, skąd umiem, a jaką nieraz inwencję zademostruję!), jak się zetnę z Połowicem, to nie rozumiem, dlaczego mam przed innymi udawać grzeczną i kochającą małżonkę, skoro szukam na szybko pierwszego lepszego narzędzia zbrodni (a Połowic miewa momenty - choć kompletnie niezamierzenie i zawsze się tym okropnie gryzie. Później, rzecz jasna.).


    Ileż przez to w dupę dostałam w życiu, nie wiem, nie zastanawiałam się! Może akurat mi to na dobre wyszło? I co więcej, cenię tę cechę. Staram się mieć wiele dystansu i do wielu rzeczy mam/ nabyłam/nabywam. Ale DLACZEGO - naprawdę DLACZEGO mam przywdziewać maskę, zwłaszcza przed osobami, które są bliskie mojemu sercu???? Tym bardziej przed obcymi, których moja osoba nie obchodzi w najmniejszym stopniu. Zakładając zachowanie w przyjętych w naszym kręgu kulturowym normach społecznych. Nie uważam, że przywdziewanie maski jest normą społeczną. Może łatwiej byłoby nam się komunikować, może mniej byłoby nieporozumień, a więcej pozytywnych interakcji? Wsparcia, serdeczności, zamiast dogryzania, zawiści, przepychanek? ależ wiem, że jestem idealistką, ale nie widzę, w jaki sposób maskarada ma nas przybliżyć do społeczeństwa idealnego. Nie rozumiem, dlaczego dorosła osoba miałaby nie podskoczyć z radości czy nie wykonać piruetu, kiedy chce dać wyraz radosnej energii i ździebko rozładować jej nadmiar, skoro to nikomu krzywdy nie robi. Przecież ani samo ODCZUWANIE, ani pewna DEMONSTRACJA UCZUĆ nie oznaczają niedojrzałości - ani dojrzałości.  To przesądzi raczej sposób radzenia sobie z sytuacją.


    Zgoda: aresja i złość są niebezpieczne dla otoczenia i najbliższych z banalnych przyczyn, można coś "palnąć", jakże często się zdarza (jak ja dziś palnęłam! sama sobie w gardło chciałam słowa wsadzić, jedno, głupie słówko - i to bynajmniej nie było ani w złości, ani w jakichkolwiek emocjach, zwykła pogawędka, po prostu palnęłam coś zupełnie niezamierzenie, lapsusik, wredny, śmierdzący lapsusik! Nawet mi do kontekstu to słówko nie pasowało, a się bydlę wsadziło... Nie mogę sobie darować). Ale też okazywanie emocji ZANIM pojawi się złość i agresja może wrecz zapobiec ich ojawieniu się. Mówimy naturalnie o jednostkach i całym społeczeństwie wysoce empatycznym.


    Pełnym koticzek.


    No dobrze, to BYŁ głupi żart. To był GŁUPI żart.


    Ktoś mi kiedyś wyrzucił, ze życie to nie teatr. Właśnie nie. To ów człowiek widocznie tego nie rozumiał, nie ja. I zamienił życie w sklep. A niech mu się wiedzie. Może kiedyś i mnie się jego powodzenie jakoś przyda, nigdy nic nie wiadomo :)


    A zatem mam sobie doła i sobie będę mieć. Bo czasem lubię MIEĆ (jako że takie MIECIE czasem wychodzi, a czsem mniej), zwłaszcza że BYĆ mi ostatnio nie wychodzi. W związku z czym idę przejrzeć program festiwalu teatrów, bo bilety tanie jak barszcz, trzeba skorzystać, jak dają. Zawiodła mnie Anna Arkadiewna Obłońska de Karenin, to soie poszukam czegoś innego duszoszczypatielnego (w kinie taka mi przyszła między innymi myśl, że krwi się nie da oszukać, że ja nie należę TU, tylko TAM, jak źle by nie było, ale do tego trzeba się emigracją przejeść).


    I chętnie zatrudnię informatyka, żeby mi stronę zrobił, tylko najpierw muszę wygrać te 30 milionów €. Ciekawe, czy zakupienie tzw. zakładu/kuponu zwiększyłoby w jakiś sposób moje szanse. Ale popołudnie z marzeniami było fajne i ciągnęło się aż do końca zabudowy, bo takie cztery segmenty by się przydały, przy czym jeden trzeba będzie dobudować, tylko jeszcze nie zdecydowaliśmy do końca, z której strony. A u człowieka, który zamienił życie w sklep mogłabym składać zamówienie na wykonanie podelementów abo co, się by obojgu wtedy przydało. I jeszcze nie pamiętam, jak zmniejszyć domyślne odstępy między paragrafami na blogu, a książka - w najlepszym razie - w BB.


    Narzekałam, że fajny nowy blog, a nie wiem, co by pisać, a tu mnie dorwała biegunka myślowa. Dobrze, że tylko myślowa, zwłaszcza, że nagła!

    Komentuj (1)

    Blog.pl - ALE WTOPA 28 września 2012, 00:21

    Z cyklu: Bez kategorii

    Posypał się stary serwis, zaspamowane na amen komentarze, szablon jeździ jak dziecko pierwszy raz na łyżwach.


    Spanikowałam, bo jeszcze nie skopiowałam całego bloga. Kiedyś go przeniosę, niekoniecznie tutaj, bo to jest inna historia. Mam nadzieję, że historia, a nie przelotna przygoda. Podoba mi się tu.

    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl