O koticzce RSS

    Wakacje były, były i się skończyły, ale się utrwaliły 11 września 2013, 00:58

    Z cyklu: foto

    GALERIA ZDJĘĆ WAKACYJNYCH SIERPIEŃ 2013 :))))

    Dumnam z siebie, bo rozmiar pokaźny i dawno nie robiłam i w ogóle.
    Tym razem mniej artystycznie, bardziej przewodnikowo.
    Zakradł się również podstępnie błąd botaniczny - dziewięćsił się zliterówkował na dziewięciosiła. Poprawię może, może niech wisi i wprowadza w błąd, bo kupa zachodu z poprawianiem, a ja już powrót i zmianę klimatu odchorowywałam (razem z Połowicem) trzy tygodnie i idę spać, a przynajmniej do barłogu. Takie tam, nie za duże przeziębienie, bo w tej Irlandii strasznie zimne przeciągi. Patrzę na te nasze polskie wakacje i nie wierzę, ze mi zimno nie było... ;(((
    Miłego podglądania.
    Poziomki można m.in. podejrzeć. Przwdziwe, z lasu, dzięki sppstrzegawczości aniu46. A dziś zjadłam jeżynkę, ale Połowicowi nie można powiedzieć, bo on dziecko miasta i chyba myśli, że jezyny Chińczyki w fabrykach sklejają abo co czy jak co nie?

    Komentuj (0)

    Syndrom bezrobotnego pasikonika 12 września 2013, 11:24

    Z cyklu: Irlandia

    Żeby zostać psychoterapeutą w Eire, wystarczy kurs. Żadne tam studia. Ciekawe, ile trwa ten kurs. Pewnie standardowe 6 tygodni.
    I potem się idzie i słyszy od osoby, od której powinno oczekiwać się WSPARCIA: "Nie wiem, jak to wszystko przetrwałeś/łaś. To cud, że jeszcze żyjesz!" (w domyśle: żeś się, człeku, nie zachlastał).
    Po czym pani przechodzi do załagadzania symptomów bez zdefiniowania problemów.
    Nie było mnie tam, może i zdefiniowała. Ale jakoś nie widać za bardzo.
    Bo, moim zdaniem, zwalanie wszystkiego na trudne dzieciństwo to zdecydowane uproszczenie sprawy. Powodów jest zdecydowanie więcej, a główny tak naprawdę to nadmiar niezagospodarowanego czasu i konkretnego celu.
    Jednak mrówką być.
    A najgorsze, że depresja JEST zaraźliwa, tylko inkubacja trwa dłużej niż w przypadklu grypy.

    I jeszcze że niby w Polsce byłoby inaczej. Tez uważam, że należy mieć swoją Mekkę, ale Prorok, a nawet Allah wszystkich problemów nam nie rozwiąże. Chyba że zostanie się jakimś ekstremistą, niekoniecznie religijnym, broń Merlinie i wszyscy bogowie Ankh Morpork.
    Fakt, w Polsce jest ciut inaczej, ale nowinka się opatrzy po krótkim czasie. W BB jest fajnie, bo można się wypuścić to tu, to tam - warunek: znośna pogoda, a właśnie się sezon na inną pogodę zaczyna - fakt, że sezon na tęże inną pogode tutaj trwa 24/7/365/12 czyli non-stop, wszelkie inne warunki meteorologiczne to anomalie ;>
    Nie miejsce jest ważne, tylko ludzie (choć dla mnie i miejsce, ziemia, drzewa, mury i ulice.... ale to inna bajka i na inną ewentualną notkę). W Eire są głównie mury oraz zorganizowane wycieczki, bo to takie zadupie, że na zadupie tego zadupia dostać się to jest wyczyn i wyprawa; nie przymierzając, laska w dłoń, tobołek na plecy i w drogę w stronę Góry Przeznacznia... Żebyż to chociaż Shire jakoś przypominało, a to Little Whinging...

    A zresztą to i tak wszystko moja wina. Jak wszystko i jak zawsze :((

    Ja już sama nie wiem.
    Redakcjo, radź.

    Ups, to ja jestem Redakcja. Znowu.

    Komentuj (0)

    Malkontenctwo 13 września 2013, 11:57

    Z cyklu: malkontenctwo

    Ja tylko chce stad wyjsc.
    Zwlaszcza do kuchni sluzbowej, gdzie sa ciacha w ramach akcji zbiorki charytatywnej.
    Taki obyczaj, co kraj. Akurat ten bardzo fajny.

    Refleksja: jest takie cos jak niebieski krzyz (Blue Cross) w UK and Eire - to pomoc zwierzakom, tak jak Czerwony Krzyz, tylko dla mniejszych braci. Na stronie UK - Jak pomoc? - jest lista mozliwosci, w tym oczywiscie jako pierwsze datki, ale na pozycji bodaj trzeciej - volontariusze.
    Na stronie Eire jest tez kilka punktow. Mozna darowac gotowke, mozna zrobic przelew, mozna zrobic akcje zbiorki pieniedzy w pracy. I chyba jeszcze zbierac datki na ulicy.
    Co za obyczaj, co za kraj.
    Czy ja moge poprosic o demonstracje, jak dystrybuowane sa wszystkie datki, bo cos mi smierdzi falszywym, zlosliwym zwierzakiem Homo Sapiens, jak widze cos takiego.

    Komentuj (0)

    Chyba pozytywnie 23 września 2013, 22:21

    Z cyklu: malkontenctwo

    Bo trochę się dzieje, trochę łazimy, oglądamy, uczestniczymy i ukulturalniamy się.
    Nie bardzo było kiedy o tym rozprawiać.
    Piękny lekko zamglony rozkosznie (ZBYT) ciepły jesienny poranek - cudnie, ale przeraża mnie nieprzewidywalność natury.
    Tylko po południu zrobiło się z górki, niestety emocjonalnej, bo systemy odmawiały współpracy, a chciałam szybko skończyć i oddać, a tu dudus. potem coś się Szwagrowi stało w mózg (się mu stało, że wisi mi za telefon trzy dychy, a pewnie go "przyjaciele" oskubali i kazali za obiad zapłacić, kiedy go zaprosili...) i szukał zwady, nagle stwierdził, że bigosu nie lubi, nadał się wypiął i obraził, po czym..... ZJADŁ, BO W DOMU NIC DO JEDZENIA NIE MA. Nie ważne, że lodówka pełna, są kiełbaski w zamrażarce (niby się wędlin nie mrozi, ale jadalne są po zamrożeniu), frytki zamrożone, ziemniaki i jarzyny świeże, mleko, chleb, herbata, cukier, kakao, jajka, mąka i fura owoców, które zgniją, jak ich sama nie pożrę. Nie będę się zakładać, ale pewnie gdzieś mają też zapomniane filety w panierce albo jakieś inne paluszki rybne, jak ich znam (boję się zaglądać...). No i ów bigos. Oraz stos kawałków indyka w panierce z poprzedniego dnia. Biedny Szwagier głodny chodzi, bo jakoś mało jest jeleni do pomocy 40-letniemu leniwemu nieżonatemu wałowi oprócz jego rodzonego brata, który tez jakby mógł, to by mu chyba przywalił, ale nie może, bo natura mu nie pozwoli, no taki typ.
    I jeszcze mu ten bigos nieszczęsny odgrzał.
    Ja bym tez odgrzała i przywaliła garnkiem w japę, ale mnie w domu nie było. A odkąd wróciłam, Szwagier się zabarykadował.

    Taka ślepa jest miłość, że trwamy ze sobą, przy sobie - choćby nie wiem co. Choćby nawet i Szwagier. Ugh.

    Myślę, że Szwagier z racji barwności postaci mógłby się dorobić własnej kategorii, ale ja mu tej przyjemność nie zrobię.

    Komentuj (0)

    Dzien w kraju mieszka 24 września 2013, 21:57

    Z cyklu: malkontenctwo

    taka książeczka była ongiś, tylko kraj był mieszka, a nie dzień mieszkał, ale jakoś późno to do mnie dotarło. I be związku - wyczytałam, że jeszcze w XVII wieku ludzie w ciągu całego życia przyswajali (może 'doznawali', przyswojenie sobie czegoś to już sztuka i wymaga inteligencji i bynajmniej nie przeciętnego XVII obywatela mam na myśli) mniej informacji niż zawiera dzisiejsza przeciętna gazeta. I jeszcze ta kobieta z Total Recall (oryginał, nie remake, bo nie widziałam, z gubernatorem, nie mężem Bachledy), która dostała drgawek w związku z przeciążeniem systemu nerwowego.

    Takie mi się poprzyminały.
    Drożdże rosną w zakwasie, może nie zdechną.

    A dzień dobry jest na bardzo głośną muzykę. I jeszcze głośniejszą. I jeszcze głośniejszą.

    Komentuj (0)

    A to koticzka właśnie 25 września 2013, 23:00

    Z cyklu: druty szydełko dzianina

    Komentuj (0)

    Jesien przyszła, nie ma na to rady :) 26 września 2013, 23:29

    Z cyklu: foto

    Migawki z porannego Lucan (pejzaż wiejski) i popołudniowego przymglonego Duplina (pejzaż miejski):











    Komentuj (0)


Szablon: koticzka (stopniowo)


HOSTING: ageno.pl