Czarno....

by koticzka

Czarno - ale na bialym.
Nie wiem, czy mi to na dobre wyjdzie; chyba zaczynam analizowac co sie dzieje z dystansem.
Powinnam dodac wreszcie, ale jedna jaskolka, a nawet dwie wiosny nie czynia, zwlaszcza ze to Eire, a tu wiosna zaczyna sie 1 lutego, ktory to miesiac jest zwykle najchlodniejszym miesiacem w roku, przynajmniej tak mi przez ostatnie 8 lat wyszlo.

Najpierw jednakowoz musze dotrzec do domu, potem jeszcze internet musi dzialac (jednak czarnowidztwo???? dlaczego mialby nie dzialac???), a przede wszystkim musi mi sie zachciec. A do tej pory glownie o to sie wszystko rozbijalo - o to, ze chcenie wystepowalo w deficycie. W POWAZNYM deficycie.

Niemniej, czy to mozna zaliczyc jako piatkowe rozgimnastykowanie piora? ;)

---------------------------

Zbiegiem okolicznosci chyba mozna wytlumaczyc zjawisko polegajace na wysypie w ostatnich dniach przepisow na blogach, ktore podczytuje, a w ktorych zwykle kuchnia nie pojawia sie nawet jako rekwizyt. Nie zwrocilabym uwagi, gdyby nie fakt, ze tak naprawde nie znosze przpisow - ani czytania, ani tym bardziej pisania (juz wiadomo, co mi mozna zadac jako szlaban). A tu nagle MUSIALAM sie podzielic smakiem nie takiego znowu wyszukanego dania.
Blipujacy mogliby to zamiescic pod tagiem: Globalna Gastrofaza :)