Fiat lux!

by koticzka

Przeniosłam się bliżej okna, oczy lepiej, helikoptery wylądowały, chociaż czuję, że śmigła jeszcze się kręcą w gotowości. Więc jednak światło.

Nie mogę się skupić, klima rozprasza tyle hałasem, co i zmianami temperatury. Marnuję czas, czekając, aż bubki z Grupy Podtrzymywania Budynku zareagują i coś zrobią z północną bryzą, która za chwilę zamieni się w tropikalny monsun. Rzecz w tym, że i tak zaraz będzie ciepło, bo słońce się przesuwa za okno. Wolę się piec bez termoobiegu - grill może trochę zwęgla, ale mniej wysusza.

Wiem, że polskiego pracodawcę można pociągnąć do odpowiedzialności za niewłaściwe fizyczne warunki pracy. Natomiast Irlandia jest na tyle zacofana, że temperatura 16 C w pomieszczeniach jest uznawana za normalna. Ciekawe, czy akty agresji wobec klimy i osób, które są odpowiedzialne za jej włączanie i wyłączanie też będą uznane za normalne. Jak posadzę sędziego na jedne dzień na moim miejscu, na pewno mnie uniewinni.
Popołudniu jednakowoż nawet mnie potrafi być tu baaardzo ciepło, więc można oszacować na jakieś 25 do 27 C.
Mam na sobie gruby sweter, grube rajstopy. W rękę prawą mi zimno. z lewej się pocę. Czy ten zakład jest irlandzki, szkopski czy chiński, bo to zakrawa na jakąś pieprzoną torturę.

Klima to moje wielbłądzie piórko. Zastanawiam się, czy nie wolałabym piórka w... pupie. Wtedy z alternatyw zawodowych miałabym albo sceniczną karierę szansonistki albo pozasceniczną kury domowej. Nie wiem już sama, na ile mnie one pociągają, bo zmienne wiatry klimatyzacyjne mieszają mi myśli.