Mniej niz zero-o

by koticzka

Zawsze uwazalam, ze jestem z lekka chamidlo, ale zupelnie nieintencjonalne.
Zasady znam, na ogol staram sie byc mila I grzeczna, ale co rusz palne cos takiego, ze potem najchetniej wyjechalabym do lasow deszczowych I bynajmniej nie za szamnake, bo ktos moglby wtedy o mnie uslyszec.

Ale doprawdy, w porownaniu z niektorymi Ajriszami (I nie tylko), ktore sie uwazaja za klase wyzsza (nie wiem od czego, od stolka???), a przynajmniej srednia, to ja jestem jaka ksienzna udzielna, laskawa I plena godnosci I jeszcze nieskazitelna.
Jak widac (albo I nie widac, ale ja juz obejrzalam na dzisiaj), mozna komu dac iphona I wajfaja oraz nauczyc korzystac z biletu w postaci karty, ale jak ktos ma genetycznie uwarunkowana slome w butach, to nawet Merlin Milosierny I wszyscy bogowie Ank-Morpork nie pomoga.

Ciekawe, ze rewolucja pazdziernikowa mimo wszystko zdaje sie wyrownala bardziej w gore niz by to sie nam zdawalo; natomiast bez rewolucji, najwyrazniej nie tylko zaznaczaja sie roznice, ale tez I podciagnac trudno, bo zdaje sie, ze ci na gorze depcza po palcach. Tylko domniemuje, bo ani sie tam nie pcham ani przyjemnosci nie mam sie przygladac ani tez nie widze za dobrze, takie juz slepia natura dala.

Zmeczonam ta fanfaronade I tymi fanzonunami, ktorzy mysla, ze cos znacza...


Wiem, ze wszedzie sa chamy, niektorzy nawet - jak ja - sobie podrozuja, ale dzis jestem cieta na authochtonow.
Musze zaznaczyc, ze nie wszyscy sa tacy I poznalam kilka fantastycznych osob, z niektorymi oblednymi ludzmi pracowalam; taka straszna szkoda, ze gina w tlumie, a niektorzy zostali przydeptani przez ww. slomiarzy :( Zal