Przegląd Jameson Dublin International Film Festival na szybko (spoilery będą)

by koticzka

Skoro Oskary rozdali, to ja rozdam koticzkowe opinie.
Wybraliśmy 3. Miało być więcej, ale a to godzina nie pasowała, a to wyprzedane zanim ogłosili.
Zatem padło na:
- Atlas Chmur - przereklamowany. Fajna bajka, ale trochę brak spójności (znamię - ale o co chodzi???). Na dobrą sprawę to trochę nijaki. Coś pomiędzy Davidem Lynchem obyczajowym a Piątym Elementem, ale tak ani w tę ani wewtę za bardzo nie. To tak jak BB leży m. Katowicami a Krakowem. Treść - ale właściwie o co chodzi???? A ten pasjans z kawałków opowieści to w jakim celu? A muzyczny motyw czemu, dlaczego w ogóle ten kompozytor? Na fali małżeństw homoseksualnych jadą czy co???? Historie nie do końca powiązane, ta jakby ktoś pozbierał do kupy i związał sznurkiem do snopowiązałki, bo osobno na film za krótkie i za słabe, a razem niczym te strzały w Królu Lirze. Hm. Chyba ktoś przeoczył, że łuk to już tylko sport albo rekwizyt. Pani Zapowiadaczka, która się zachłystywała i porównywała do kina lat 50-tych, chyba też przeoczyła w kinematografii wszystko, co się zdarzyło pomiędzy, łącznie z Wielkim Kanionem, Miastem Zaginionych Dzieci, 12-ma małpami i ww. Piątym elementem. Tak jakby sumę owych filmów w "Atlasie..." sprowadzono do wersji dla tych, co nie mają czasu myśleć. Trochę rozdrażniona ta ocena, ale to dlatego, że tyle ludzie nad tym piali peanów, jakby było nad czym. Oglądało się dość miło, choć początkowo trudno się było połapać. Dobrze, że Pan Zaproszony Aktor uprzedził - nie myśleć za dużo, wszystko na końcu się okaże. Jeśli postawić kropkę po słowie "dużo", to już wszystko gra i ogląda się naprawdę miło. Choć BAAAARDZO długo. Połowic zachwycony.
- Shell. Mrrr. Taki Bagdad Cafe (film, bynajmniej nie dziadowski, przygłupawy serial) po szkocku i na bardzo poważnie. Niesamowity klimat, zapierające dech w piersi widoki. Napięcie trzyma. Stacjonarny film drogi. Połowic tak niezupełnie zadowolony.
- Pokłosie. Na Pasikowskim się nie zawiodłam. Dziwnie mnie uderzył, taki troszkę niepozorny, a nie mogłam się po nim pozbierać i łzy mi co chwilę ciekły niekontrolowanie. Fakt, że ta polska wieś trochę ponaciągana na potrzeby fabuły. Z jednej strony piec węglowy, z drugiej masa pieniędzy na wykup żydowskich nagrobków (się nie znam, nie wiem, jak się nazywają, a że się nazywają, to pewne), takie tam drobiazgi - może nawet nie drobiazgi, ale niech będzie. Mogło być staranniej, co nie wpłynęłoby za bardzo na treść. Połowic wyraził uznanie. Końcówkę nie do końca załapał.

Ponadto - ze złotych myśli o poranku:
- Jaki efekt daje zakup kremu za PLN 100 / € 25?
- Efekt placebo.

Adriana 26.02.2013, 11:54

Bardzo lubię wspomniany "Piąty element", obejrzany w kinie jeszcze w dzieciństwie. Pozostałych filmów nie widziałam.