Świat z pozycji żółwia

by koticzka

Ależ nikt nie mówi, że łatwo być przyjacielem.
Problem polega na tym, że kiedy przychodzą cięższe momenty w życiu żółwia, to nie tylko trzeba żółwia potrzymać czasem za łapki, żeby słonia nie nokautował, ale też okazyjnie powiedzieć mu, że nie powinien tego robić. Albo że nawet jeśli powinine, to ma nie robić, żeby potem nie żałować a takiej czy innej przyczyny.
Czasem wypadałoby po przyjacielsku tego żółwia wywabić ze skorupy, niekoniecznie po to, żeby z niego ugotować potem zupę (błe! Protestujemy). I jeszcze po łebku czasem właściwie mozna by go pogłaskać, jak smutny. Cieżko poznać, bo żółwie i koty zasadniczo przez większość czasu wyglądają na uśmiechnięte z mordki. Ale z oczu już nie tak bardzo.
I dlatego chcę do domu.
Ajrisze wolą zupę z żółwia, a ja jestem koticzka; więc już na wstępie odpadam. Ma to zalety i wady - bo żółw przynajmniej czasem może się odgryźć i przynajmniej wiadomo dlaczego.

A propos żółwi, to serdecznie polecam "Pomniejsze bóstwa", w które wgryzałam się z oporem, a pod koniec pobeczałam się jak świstak, którego dzień jest, jak powszechnie wiadomo, drugiego lutego.