wakacje

by koticzka

Po podróży raczej męczącej, przedłużonej, niepokojąco chaotycznej i irytującej WKROCZYLIŚMY do nowego mieszkania rodziców, wyremontowanego w 80-90% przez pana Łojca.
Jest dość duże, więc od paru godzin błąkam się i szukam szczęki, która gdzieś mi opadła na podłogę ;P
Pogoda litościwa ochłodziła się, żebyśmy mogli nieco odpocząć. Jutro ma wrócić lampa znad Afryki. Biedny Połowic. Ja czekam niemal w uniesieniu i z nadzieją.
I nie mam co na siebie włożyć mimo torby ciuchów i sukienki, która na mnie tu czekała.

A co do butów, to jako wymówka rozwaliły mi się dwie pary jeszcze w duplinie, trzecia w trasie pąkła.
A propos komentarza kal-amburki, to ja chętnie poddam się badaniom, dlaczego się chce kupować buty, o ile tylko towarzyszy im stosowny budżet na nie. Znaczy na buty.