Żądza życia

by koticzka

Życie jest piękne i tej wersji nadal się trzymam.

Ale życie na tym świecie naprawdę czasem staje się wyzwaniem.

Po prostu jestem rozgoryczona, że ludzie nie szanują tego, co nam dane, nawet jeśli to zwykły hologram innych wszechświatów i nawet jeśli jesteśmy ograniczeni marnymi czterema wymiarami naszej egzystencji.
Bardzo jestem rozgoryczona, chce mi się wyć, a niektóre moje dawne sympatie wystrzelać po łysym łbie niczym Gibbs agenta Donoso (nie chce mi się szukać pisowni, więc improwizuję).

Znowu wyczekaliśmy kilka godzin w klinice, tylko teraz na umówiony na siódmą rano test, który odbył się po 10:00 (dobrze, że rano...) - przełyk z żołądkiem to nie jest, wszystko OK. Ale jeszcze nie wyszliśmy, a Połowica znów bolało w klacie. W zeszłym tygodniu przesiedziliśmy tam całą noc na pogotowiu, 9 godzin, (a babka, która wyszła tuż przed nami ponad 12, ilu nie doczekało i zdezerterowało do domu! Ponad połowa), dokąd udaliśmy się zgodnie z zaleceniem lekarza, który stwiersził, że jak boli i leci wzdłuż rąk, to od razu na kontrolę do szpitala - oraz wypisał nam był skierowanie na gastroskopię. Nie ogarniam tej irlandzkiej logiki.
Ktoś chce się poskarżyć na polską służbę zdrowia?

I właśnie, a propos piękna życia, drobnych przyjemności i trzech dni wolnego z okazji Patryka - skąd by tu wziąć zakwas. Samo życie taki zakwas, a niby tylko mąka i woda. No to czemu mnie zdechł?